Zapierające dech w piersiach doliny, kwitnące na jesień krokusy, sępy krążące nad głową, spalone słońcem czarne stoki, wspaniałe kaskadowe rzeki… Nie będę ściemniał, że właśnie te obrazy pojawiały mi się w głowie przed wylotem do Andory 😀 Owszem, małe księstewko w Pirenejach nie było dla mnie białą plamą na mapie, ale takiego dobra jakie tam na nas czekało się nie spodziewałem 🙂
Letnie i pochmurne ostatki w Tatrach
Kiedy rok temu, tuż po urodzinach zafundowałem sobie marsz nad Morskie Oko obiecywałem sobie, że będzie to pierwszy z wielu wypadów w Tatry. Po 9 miesiącach od tamtego spaceru okazało, że nasze najwyższe góry odwiedziłem w międzyczasie dokładnie… zero razy! Dlatego też by zeszłoroczne postanowienie przekuć w końcu w czyn końcówkę tegorocznych wakacji, dwukrotnie choć dość spontanicznie spędziłem na generalnie znanych, ale i satysfakcjonujących trasach.
No to w góry, Forcella de la Nave w masywie Cadini di Misurina
Pochmurne nocne niebo rozszarpywane przez potężne błyskawice rozchodzące się po horyzont, grzmoty dudniące pełnią mocy, wiatr szarpiący namiotem, deszcz zacinający z każdej możliwej strony. I ja, skulony w śpiworze marzący o tym by nastał chociażby poranek, koniec burzy byłby zbyt wielką łaską. Tak, burze pod namiotem, w środku gór, na wysokości 1700 metrów to coś zupełnie nieokiełznanego i dzikiego, uświadcza się potęgi natury w zdwojonej mocy. Na szczęście wraz z rankiem niebo zaczęło się przerzedzać i z nadzieją mogłem patrzeć na nadchodzący dzień 🙂
Czytaj dalej „No to w góry, Forcella de la Nave w masywie Cadini di Misurina”
Monte Specie & Prato Piazza – nie tak oczywiste fajności Dolomitów!
„A zrobię sobie jakiś fajny spacer. Tak bez spiny.” pomyślałem z rana patrząc na bezchmurne niebo. Misurina jak już wiecie oferuje multum opcji trekkingowych i niemałą chwilę zabrało mi zdecydowanie się na odpowiedni szlak. Koniec końców wybór padł na Prato Piazzę oraz nieodległy szczyt Monte Specie, dający możliwość dalszego ataku na potężne Pico di Vallandro…
Czytaj dalej „Monte Specie & Prato Piazza – nie tak oczywiste fajności Dolomitów!”
Trekking wokół Tre Cime. Dla każdego!
Tre Cime di Lavaredo, legendarne trzy* szczyty (* w rzeczywistości pięć), jedna z najbardziej znanych wizytówek Dolomitów. Niezwykle charakterystyczne iglice wokół, których prowadzi jeden z najpopularniejszych szlaków trekkingowych regionu, rozpalający wyobraźnię wszystkich tych, którzy bądź natknęli się na ich zdjęcie w internecie jak i tych, którzy nieraz mieli szczęście przewędrować w ich cieniu.
Fiordy co to z ręki jedzą
Przy całym ogromie atrakcji Norwegii wydaje się, że właśnie fiordy są tym co przyciąga największą rzeszę turystów a Bergen nie bez przyczyny nazywa się „bramą do fiordów”. W pobliżu miasta znaleźć ich można dziesiątki jak nie steki, w tym dwa największe fiordy kraju, Sognefjord (drugi najdłuższy na świecie) oraz Hardangerfjord. Dlatego też grzechem byłoby nie skorzystać z okazji i choć na dzień wybrać się nad któryś z nich. W tym jak bardzo będziemy chcieli je odkryć ograniczać Was może tylko wyobraźnia… i zasobność portfela.
Dolomity 2012: Marmolada
Niemalże w przeddzień kolejnego wyjazdu do Południowego Tyrolu przeniesiemy się trochę w czasie a mianowicie do roku 2012, kiedy to podczas niezapomnianego Eurotripu na jeden dzień zachaczyliśmy o Dolomity i bagatela wjechaliśmy na najwyższy szczyt tychże gór, Marmoladę.
Finse, zimowa niespodzianka na wiosnę
Finse, maciupka norweska wioska leżąca u podnóża olbrzymiego płaskowyżu Hardangervidda. Słyszeliście kiedyś o tym miejscu? Jak nie to zaraz nadrobimy tę zaległość!
Bergen – moje ulubione norweskie miasto
Bergen, drugie co do wielkości miasto Norwegii, brama do fiordów środkowo-zachodniego wybrzeża. Majowy wyjazd był moją drugą tam wizytą i jakkolwiek możnaby powiedzieć, że to zbyt mało by wygłaszać takie tezy to przyznaję: UWIELBIAM!
Wielki powrót do Bergen – praktycznie
Powrót do Norwegii był dla mnie tylko kwestią czasu, od dobrych kilku lat, rok w rok gdy zaczynam myśleć nad urlopem/wolnym weekendem/whatever to pierwsza w kolejce staje Norwegia i to tam pierw kieruję swe myśli. Tegoroczna wiosenna wyprawa dała mi możliwość dalszego poznania Bergen, miasta które odwiedziłem w czasie pierwszej wizyty w kraju fiordów. Tym razem jednak dawne hanzeatyckie miasto miało być ‚tylko’ bramą do eksploracji dalszych zakamarków zachodniego wybrzeża (no, prawie wybrzeża :P).