Ku Pirenejom: przystanek Barcelona

Zapierające dech w piersiach doliny, kwitnące na jesień krokusy, sępy krążące nad głową, spalone słońcem czarne stoki, wspaniałe kaskadowe rzeki… Nie będę ściemniał, że właśnie te obrazy pojawiały mi się w głowie przed wylotem do Andory 😀 Owszem, małe księstewko w Pirenejach nie było dla mnie białą plamą na mapie, ale takiego dobra jakie tam na nas czekało się nie spodziewałem 🙂

TRANSPORTOWE INFO

Andora chodziła nam po głowach już od dawna, jednak zawsze „coś” przeszkadzało nam w podjęciu decyzji o podróży doń. Dlatego kiedy 2 miesiące temu znaleźliśmy na ryanair.com spoko ceny lotów do Barcelony oraz z Tuluzy nie zastanawialiśmy się długo i zabukowaliśmy od razu. No bo tak, najprostszym, najszybszym i najtańszym sposobem dotarcia do małego księstwa są loty tanimi liniami, Wizzairem i Ryanairem.  Najbardziej optymalnymi połączeniami są właśnie te z Barceloną oraz Tuluzą, skąd do La Velli jest 3 godziny jazdy autobusem; oraz Lourdes skąd łatwiej uderzać w północną część Pirenejów, ale i do Andory da się dojechać. Ceny samolotów zaczynają się już od 78 zł w obie strony, autobusy to za to – przy zakupie online – kwestia około 30 euro za głowę. Warto przy tym pamiętać, że jadąc z Barcelony Sants nie wystarczy machnąć kierowcy świstkiem wydrukowanym z internetu, trzeba jeszcze na dworcu autobusowym przejść odprawę, o! Do księstwa, autobusów mamy wuchtę, w drugą jednak stronę – do Francji przede wszystkim – ilość kursów jest ograniczona, warto o tym pamiętać.

Do Andory Direct Buses (cena dla dwóch osób)
Z Andory AndBusem

PRZYSTANEK W KATALONII

I to Barcelonę wybraliśmy jako miejsce w którym rozpoczęliśmy naszą iberyjską przygodę. Lot z Wrocławia, na miejscu jesteśmy około północy, wliczając dojazd z lotniska w Gironie w samym mieście jest się po pierwszej –  uznaliśmy przeto, że nocleg nam niepotrzebny i poszlajamy się trochę. Jakże spokojna była to noc, niemalże jak cisza przed burzą – już w południe następnego dnia – a był to czwartek przedreferendalny –  na ulice wyszły tłumy uczniów bu wesprzeć ideę głosowania nad niepodległością Katalonii. Piątek obfitował zresztą w nad wyraz częste spotkania z oddziałami policji, której do Barcelony przybyło na weekend ponad  dwa tysiące; oraz grupkami młodych protestujących.

Hola, hola! Wróćmy na chwilkę do Wrocławia, bo trzeba oddać temu miastu, że zyskało kulinarnego fana. Szukając szamy brat najmłodszy wziął nas na niezwykłą uliczkę Wojciecha Bogusławskiego, pełną małych knajpek z przeróżnym jedzeniem, toną nieszablonowego piwa – taka alejka jak z jakiegoś Nju Jorku czy cuś, bomba. Zatrzymaliśmy się w ormiańskiej restauracyjce i powiem Wam, że samo jedzenie jest w stanie przekonać człowieka by się tam wybrać, pyyyycha.

OSTRZEŻENIE i PRZEPROSINY:

Wizytę w Barcelonie – jak zobaczycie – potraktowałem jednak po macoszemu, niejako zapchajdziurę przed Pirenejami, dlatego nie poświęciłem jej wymaganej uwagi, co być może momentami będzie wyczuwalne. Jednak, mam nadzieję że dacie temu miastu szansę i sami sprawdzicie jak fajne jest to miejsce – być może kiedyś wrócę na blogu do naszej fajowej wojaży sprzed 6 lat, kiedy parę dni kręciliśmy się po stolicy Katalonii.

418379_2762426574945_576419429_n
Barcelona jest fajna, tylko czasu nam teraz zabrakło na pełne jej docenienie 😛 Tutaj Sagrada Familia sprzed 5 lat.

Back in Barcelona, naszemu nocnemu bujaniu się po stolicy Katalonii towarzyszyły tłumy wrotkarzy, rowerzystów, biegaczy – zaprawdę, nawet po zmroku mnóstwo ludzi znajduje na to czas. Będąc w centrum nie sposób było nie zobaczyć jak postępują prace przy Sagrada Familia, i moim nieprofesjonalnym okiem to jeszcze trochę lat im zostało do końca. W cieniu katedry skosztowaliśmy miejscowej Estrelli, którą Pakistańczyk w sklepie sprzedawał nam w pełnej konspiracji niemalże pod ladą, trzeba wiedzieć, że po godzinie 22 nie wolno sprzedawać alkoholu.

DSCF2517
Środek nocy w Barcelonie!

Wzdłuż głównych arterii miasta, w tym La Rambli, rozłożyste platany rzucały cienie na tłumy śpiące pod kamienicami/ na ławkach, ostatni raz taki widok zaskoczył mnie w Budapeszcie.

Na końcu La Rambli trafiamy na jeden z najbardziej znanych barcelońskich pomników, ten poświęcony Krzysztofowi Kolumbowi – w nocnych barwach wygląda jak żywcem przeniesiony z jakiegoś systemu fantasy. Niezależnie od okoliczności, odkrywca niewzruszenie stoi na cokole i wpatruje się w dalekie Indie czy tam inną Amerykę.

DSCF2550.JPG
Wieża magów… aka pomnik Krzysztofa Kolumba

Powoli jednak zaczęliśmy kierować się ku Barcelonecie, najpopularniejszej w mieście plaży, gdzie postanowiliśmy poleżeć czekając na wschód słońca – wraz z jego nastaniem okazało się jak wiele osób nocowało na plaży 😀 Usadowiwszy się w sąsiedztwie znanego skądinąd hotelu W, skąpani w blasku jego świateł cierpliwie doczekaliśmy wspaniałego spektaklu świateł, choć początkowo zdawało się, że niebo się nie rozpogodzi. Wraz ze świtem, na plaży zjawili się pierwsi pływacy i windsurferzy.

DSCF2568.JPG
Hotel W czeka na świt

 

Słońce wstaje nad Morzem Śródziemnym
Rzeźba waterpolistów nieopodal Barcelonety

Kto chciał pływać ten pływał, kogo bardziej interesowało słonko ten mógł rozpływać się nad pomarańczową łuną nad horyzontem. Wraz z pierwszymi promieniami słońca na horyzoncie zaczęły rysować się dalekie sylwetki Pirenejów opadających ku morzu. Z każdą chwilą bulwar nabierał rumieńców a my powoli zaczęliśmy przesuwać się w stronę portu… w dużej mierze celem znalezienia miejsca gdzie serwowali już śniadania 😀

Takie tam „łódeczki”
„Santa Eulalia”

Barcelońska marina pełna była najróżniejszych łódek, motorówek, jachtów… niektórych gabarytami przewyższających okręty marynarek wojennych wielu państw świata 😀 Trochę jakby na uboczu, tuż obok samotnie cumuje historyczny szkuner „Santa Eulalia”, należąca do Barcelońskiego Muzeum Marynistycznego.

W Barcelonecie mieści się również pierwsza stacja kolejki linowej łączącej wybrzeże ze wzgórzem Montjuïc. Ponad 60 metrowa stalowa konstrukcja nie zdobyła mojego zaufania choć pewnie przejażdżka kolejką to nie lada atrakcja – dla zainteresowanych cena to 11 euro w jedną i 16,5 w dwie strony.

DSCF2633.JPG
Wszystko fajnie, ale w takich momentach na wysokościach znajdować się nie chcę 😀

Montjuïc było przeto naszym kolejnym celem, dlatego mijając grupki uzbrojonych po uszy policjantów zaczęliśmy kierować się ku skąpanym w słońcu wieżom Palau Nacional, widocznych z bardzo daleka.

Wzgórze nie jest przesadnie wysokie (zaledwie 173 mnpm), jednak i tak dość wyraźnie wybija się na dość płaskim barcelońskim horyzoncie. Dziś jest to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w mieście, od lat 20 zeszłego wieku całe wzgórze poddawane było gruntownym inwestycjom, związanym w dużej mierze z wystawą światową tam się odbywającą. Z miasta najbardziej w oczy rzuca się wspomniany Palau Nacional, przepiękny budynek, obecnie siedziba Muzeum Sztuki Katalońskiej.

DSCF2631
Palau Nacional już z daleka kusi kształtami

Przy schodach prowadzących do Palau rozpoczyna się kompleks fontann Font Magica, których magia najlepiej widoczna jest dopiero po zmierzchu kiedy to podświetlane są one na różnorakie kolory.

Jeden z najlepszych widoków na Palau oraz wzgórze rozpościera się z Arenas de Barcelona dawnej areny walki byków, obecnie wielkiej galerii handlowej.  Ze sporego tarasu mamy piękny 360 stopniowy obraz miasta – wjazd to raptem 1 euro… choć zaprawdę wystarczy wejść do galerii i piechotą pokonać kilka pięter by to jedno ojro zaoszczędzić 😉 Prócz Palau Nacional na horyzoncie majaczy kompleks olimpijski z roku 1992 oraz specjalnie na igrzyska wybudowana wieża telewizyjna Torre Calatrava.

DSCF2649
Plac Hiszpański
DSCF2645.JPG
Palau Nacional oraz jedna z weneckich wież Barcelony 😉

Z racji braku czasu pokręciliśmy się tylko po Palau, gdzie wśród tłumów turystów przesiedzieliśmy na schodkach dłuższą chwilę napawając się panoramą miasta, która stamtąd jest całkiem ładna.

DSCF2658.JPG
Ciudad Barcelona

Dalej polecam przejść się ku kompleksowi Olimpijskiemu oraz Zamkowi, które odwiedziliśmy już 5 lat wcześniej. Zamek ulokowany jest tuż przy klifie z którego roztacza się obłędny widok na miasto, morze, port handlowy, no wszystko! I naprawdę nie czuć, że wzgórze ma tylko 173 metry!

417856_2761877681223_86308756_n
Niby tylko 173 metry, ale robią wrażenie 🙂

Nic to, czas nas z lekka zaczął gonić, dlatego żwawym krokiem ruszyliśmy ku dworcowi Sants, skąd mieliśmy uderzyć do Andory. Dojście z Palau Nacional jest dziecinnie łatwe, „cały czas do przodu” chciałoby się powiedzieć 🙂 Wystarczy dojść do Placa d’Espana i dalej drałować ulicą Carrer de Tarragona by po niespełna kilometrze skręcić w lewo – tam, bach mamy dworzec. Po drodze wpłaszowaliśmy przepyszną paellę, i byłaby to rzecz niewarta wspomnienia gdyby nie fakt, że zaraz po wyjściu z restauracji trafiliśmy w morze młodych ludzi, poprzebieranych w ubrania w katalońskich barwach. Nie mnie oceniać sam fakt referendum i jego wyniki, ale to co działo się w  następnych dniach w Barcelonie wywołuje ciarki na plecach…

DSCF2677
Idą ludzie!

Czekając na dworcu widzieliśmy tłumy wykrzykujące mnóstwo haseł, których nie rozumieliśmy. I w tym czekaniu, na 5 minut przed odjazdem zorientowaliśmy się, że prócz wydrukowanego biletu potrzebna jest odprawa – a, że pani w okienku działała z prędkością leniwca ze „Zwierzogrodu” to do ostatniej chwili nie byliśmy pewni czy zdążymy na czas 😀

Jakoś jednak załadowaliśmy się do autobusu i rozpoczęliśmy podróż do Andory. Pireneje czekały, po drodze wyobraźnie rozpaliło wspaniałe jezioro Oliana z wapiennymi górami wokół (btw trafiają na listę do odwiedzenia!)…

Panta d’Oliana oraz Serra d’Aubenç i Roc de Cogul…
…piękny wstępniak do Pirenejów.

Po troszkę ponad trzech godzinach, już we wszechobecnym cieniu gór dotarliśmy do Andory i rozpoczęliśmy właściwą pirenejską przygodę 🙂

 

Jedna myśl na temat “Ku Pirenejom: przystanek Barcelona

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.