Góry i pagórki: Ruprechtický Špičák – taki fajniejszy Waligóra!

Miesiąc po pamiętnym wejściu na najwyższy szczyt gór Suchych przyszedł czas na podbój czeskiej strony pasma. Pomysł wypłynął na fali jednego z komentarzy spod „Waligórskiego” wpisu, w zeszły weekend zmobilizowałem się i dokonałem zuchwałego nań wejścia … no dobra, nie zuchwałego, ale cicho tam.

Czytaj dalej „Góry i pagórki: Ruprechtický Špičák – taki fajniejszy Waligóra!”

Lwów na jeden RAZ!

Nastał luty, przyszedł czas na ferie. Jak co roku nowe miejsce – tym razem wybór padł na egzotyczne o tej porze roku Ukrainę i Mołdawię. Sąsiada jako takiego znam, Marass odpowiadający za logistykę przedsięwzięcia jeszcze bardziej, w końcu Ukrainę ma za miedzą. Mołdawia za to była dla nas wszystkich wielkim znakiem zapytania, który bardzo, ale to bardzo chcieliśmy poznać. Czytaj dalej „Lwów na jeden RAZ!”

Pewnego dnia w Dolomitach cz.2: Monte Piana – góra naznaczona wojną

15 lipca 2016 roku odkryłem co naprawdę znaczy nocować w górach. Wybierając się w Dolomity spodziewałem się niższych temperatur, w końcu spanie na 1756 m.n.p.m. to nie byle co. Jednak to co miałem okazję przeżyć szczerze mnie zaskoczyło. Już sam zachód słonca zwiastował niezły zjazd temperatur, no ale, że w ruch pójdzie folia termoizolacyjna? -10 stopni w najgorszym momencie to było zdecydowanie za dużo jak na moje przygotowania. Czytaj dalej „Pewnego dnia w Dolomitach cz.2: Monte Piana – góra naznaczona wojną”

Góry i pagórki: Waligóra – krótka przypowieść o szybkiej nauce pokory

Korzystając z kolejnego kapitalnego weekendu wybrałem się na dalsze eksplorowanie okolic Wałbrzycha – wybór ponownie padł na góry Kamienne. I zaprawdę powiadam wam, naprędce wymyślone plany zdobywania szczytów o których wcześniej nie zrobiło się jakiegokolwiek researchu, to rzeczy złe a doświadczenia z takich podejść mocno uczą pokory i dają do myślenia.

Czytaj dalej „Góry i pagórki: Waligóra – krótka przypowieść o szybkiej nauce pokory”

Góry i pagórki: Na pohybel przeziębieniu aka operacja „Trzech Króli”

Z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że ten sudecki wypad należał do typu ryzykownego. Niezaleczone przeziębienie, kaszel, wizja całego dnia z temperaturami ok -15 stopni, w półmetrowym śniegu, do tego tradycyjne sposoby leczenia dolegliwości sprowadzone na tę okazję prosto z Ukrainy… To wszystko sprawiało, że niezależnie od zamierzonych celów skończyć mogło się TYGODNIEM ABSOLUTNEGO NIE-RUSZANIA SIĘ Z ŁÓŻKA. Mogło 🙂 Czytaj dalej „Góry i pagórki: Na pohybel przeziębieniu aka operacja „Trzech Króli””