Góry i pagórki: Powitanie wiosny w Rudawach Janowickich

Wieczór, wysiadam z pociągu i powoli kieruję się do domu. „I co, brały?” słyszę znienacka, ale ignoruję pytanie sądząc, że nie było kierowane do mnie. Po chwili staje jednak przede mną jegomość niekoniecznie trzeźwy i wskazując na mój plecak ponawia pytanie. Nie muszę jednak odpowiadać gdyż skupienie na jego twarzy podpowiada mi, że sam znalazł odpowiedź.  „Aaa to kijki są… a bom myślał, że wędka i się dlatego spytałem czy biorą, rozumisz pan?”. Wiedziałem, że wróciłem do rzeczywistości. Kurtyna.

Nim jednak nastąpił ten niezwykle swojski akcent kończący weekend dane mi było przewędrować najbardziej urokliwym i najciekawszym według mnie szlakiem Rudaw Janowickich.

DSCF7851
Janowickie Garby w południe

A o czym mowa? Ano o marszu mającym w sobie wszystko – trochę historii, mnóstwo zjawiskowych skał i tonę punktów widokowych, z których tego dnia można było cieszyć oko fenomenalną panoramą śnieżnych wciąż Karkonoszy jak i wiosennych Gór Kaczawskich

Moje niemobilne jestestwo ponownie musiało polegać na niezawodnym (!) „Kamieńczyku”, na którego chyba mógłbym wykupić jakiś specjalny bilet – w sumie to muszę zobaczyć czy jest szansa na jakiś pakiet, pasowałoby 😉 Trasę zaplanowałem co do milimetra i w sumie tylko raz, przez niewielką wycinkę drzew nie trafiłem tam gdzie zamierzałem, a to wcale nie jest takie oczywiste 😛 Dobra dobra, ale Wojciechu: konkrety!

mapka.jpg
Obrazkowe co i jak 🙂

Na naprawdę udany spacer po Rudawach składa się: start w Janowicach Wielkich; odwiedziny na zamku Bolczów; garść czarnego szlaku do Skalnych Bram; nabawienie się promieniowania przy Skalnym Moście i Piecu; wdrapanie na Lwią Górę i podejrzenie Karkonoszy; delektowanie się budzącą do życia zielenią lasów; zatrzymanie w PTTK „Szwajcarka” na piwku i szarlotce by skończyć dzień na Krzyżnej Górze i obłędnych widokach rozpościerających się zeń. Plus jeszcze marsz na pkp do Trzcińska, ale to już mniej ekscytująca część wędrówki. Kolejność można rzecz jasna odwrócić i w tym ostatnim rozpocząć wędrówkę, your choice.

Całą zabawę zaczynamy w Janowcu Wielkim, skąd możemy jak ja uderzać na południe w Rudawy, lub też ruszyć na północ zielonym szlakiem ku Różance oraz reszcie Gór Ołowianych (soon!). Przez  miasteczko prowadzi nas aleja jarząbu szwedzkiego, którego w pełnej krasie podziwiać będzie można dopiero za dobry miesiąc.

DSCF7826.jpg
Wiosna już w pełni.

Mijamy jeszcze kilka domków – drewniane to naprawdę małe perełki – i dochodzimy do początku lasu, który początkowo prowadzi nas po dość łagodnym szlaku.

Dość szybko jednak zmienia się profil i wśród świerków zaczyna się większe podejście, swój koniec mające dopiero pod ruinami zamku Bolczów. Jest to naprawdę dobrze zachowany gród, taki sudecki Ogrodzieniec – zamek wybudowany w skalistym terenie, czerpiący ze swego otoczenia i doskonale dostosowany doń.

Świetnie zachowane są mury zamku a z tarasu Kapelanii można podziwiać widoki – do wyboru Sokoliki z G. Kaczawskimi w tle albo Karkonosze, tutaj jeszcze w dużej części schowane za Rudawskimi lasami… ale i tak śnieżne szczyty robiły piorunujące wrażenie. Tam też pomagałem starszej koleżance zejść z tarasu i przezwyciężyć nagły atak lęku wysokości :O

DSCF7866
Głaziska jedne!

Po napstrykaniu fotek można ruszać dalej, czarny szlak kieruje nas w stronę nagromadzenia różnego rodzaju skalnych grup, w tym wielu punktów obowiązkowych całego pasma. Ten kawałek jest dość prosty, choć przy Głaziskach miałem lekkie zwątpienie i miast iść zgodnie z niebieskim już szlakiem ruszyłem dość utartą ścieżką donikąd. Schodząc już lasem prawidłowym szlakiem przecina się wartką dość Janówkę i na skrzyżowaniu próje dalej wzdłuż drzew oznakowanych biało-niebiesko-biało.

Dosłownie 5 minut później naszym oczom ukazuje się jeden z Janowickich cudów, Skalny Most, niezwykła formacja – nawet jak na wyśrubowane miejscowe skalne standardy. Wraz z sąsiadującym Piecem tworzą parę dość niezwykle fotogeniczną, ale co najciekawsze… promieniotwórczą. Tak, wiele skał w Rudawach cechuje się zwiększoną zawartością uranu, teraz tylko czekać aż zacznę świecić w ciemnościach. Podziwiając pionowe ściany bez problemu można zrozumieć dlaczego taka Wanda Rutkiewicz właśnie te góry często wybierała na miejsce wspinaczkowych treningów.

DSCF7909.jpg

Odpowiednio napromieniowany ruszyłem dalej, przede mną kolejny przystanek ominięty w czasie zeszłorocznych wojaży – Lwia Góra. Podejście pod szczyt było jedynym dość upierdliwym momentem dnia –  nie było śniegu ani lodu, za to tona błocka, takiego naprawdę poważnego po kostki czy kolana. Na szczęście to Rudawy więc można było skakać po dziesiątkach okolicznych skał i w miarę bezpiecznie pokonać niebezpieczne odcinki.

U stóp samego szczytu napotkać można monumentalne skalne formy, którym uroku dodają rozłożyste martwe szare drzewa. Starościńskie Skały, bo o nich mowa, okalają cały wierzchołek i jest to nie lada gratka dla odwiedzających – takie skalne miasto w wersji mini. Na jednym z głazów, dość szerokim i płaskim można się wręcz położyć i to bez strachu o upadek.

DSCF7918.jpg
Starościńskie panoramy

W takich okolicznościach przyrody podziwianie panoramy Karkonoszy to czysta przyjemność. Z samej platformy widokowej na szczycie prócz najwyższego pasama Sudetów w oczy rzucają się Rudawskie cycki, Sokolik i Krzyżna, ładnie też prezentują się Góry Kaczawskie. Od mijanej później pary dowiedziałem się, że jeszcze w tym roku pod Lwią Górę powrócić ma rzeźba Lwa ongiś strzegącego wzgórze.

Obchodząc powoli Janowickie Garby, wśród samych iglaków można było poczuć się jak w lecie, dokoła sama zieleń, z nieba żar, normalnie żyć nie umierać… a przecież to dopiero pierwszy tydzień WIOSNY!

Najbardziej charakterystyczna para pasma coraz bardziej górowała nad horyzontem, coraz większy tłok na szlaku zwiastował też bliskość schroniska PTTK Szwajcarka. Schowany w cieniu Krzyżnej Góry drewniany budynek to swego rodzaju fenomen, najstarsze schronisko w Polsce mające prawie 200 lat, szacun nawet jeśli funkcje schroniska pełnić zaczął w XX wieku! W środku – jak to na połudnu bywa – od koloru do wyboru czeskich piw, jak ja to kocham, wybór pada na Konrada jedenastkę. Sącząc powoli trunek i zajadając krokiety patrzę na czas i szacuję czy zdążę jeszcze na Krzyżną. Jest zapas więc decyzja może być jedna.

Krzyżna Góra to ledwo 654 metry wysokości, ale wchodząc nań można trafić na tę samą pułpakę co dajmy na to na Waligórze. Podejście co prawda nie jest tak strome, ale na przestrzeni kilkuset zaledwie metrów przewyższenie równa się prawie 150 metrom. Skacząc z jednego głazu na drugi, meandrując pomiędzy siecią korzeni wystających z ziemi powolnym krokiem docieram jednak pod sam szczyt a tam jeszcze tylko po kamiennych schodzach kilkanaście metrów ostro w górę i jest: najlepszy samolotowy wręcz widok na wszystko co się da: Karpnickie stawy lśnią w słońcu, Karkonosze nieznośnie błyszczą bielą śniegu, nad Jelenią Górą unoszą się chmury dymu. Można by tak stać i czekać do zachodu słońca… tyle, że do pociągu została godzina i trzeba się zbierać 😉

DSCF7988.jpg

Schodząc do miasta, przy „odrobinie” czasu można jeszcze skręcić na Sokolika, tyle że właśnie, trzeba mieć ten czas. Mi musiały wystarczyć Husyckie Skały, skąpane w coraz niższym słońcu. Fragmenty Kotliny Jeleniogórskiej, w słonecznej mgle wyglądały zniewalająco…

Całą trasę musiałem zamknąć pomiędzy pociągami, 11.21 przyjazd do Janowic, 17.45 powrót do Leszna. Na taki przedział czasu spacer powyższy idealnie się nadaje, nie trzeba się śpieszyć, widoków jest co nie miara, jest chwila na odpoczynek w Szwajcarce. Naprawdę, jeśli szukacie pomysłu na niedzielny wypad, nie zabierający wam całego dnia to Rudawskie szlaki nadają się idealnie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.