W Orheiul Vechi zakochałem się od razu. Jak tylko odkryłem to miejsce na mapie wiedziałem, że będzie to obowiązkowy punkt naszej podróży. Jako jeden z turystycznych mołdawskich hitów prezentuje się poza sezonem, jak się tam dostać, czy w Mołdawii można poczuć się jak w górach? Na te pytania zaraz otrzymacie odpowiedzi 🙂
Autor: idealbonieide
W nieznane: Kiszyniów
O Kiszyniowie, stolicy Mołdawii naczytałem się przed wyjazdem: a że nudy, nieciekawie, w ogóle po co się tam pchać? Czy rzeczywiście stołeczne miasto postsowieckiej Republiki Mołdawii zasługuje na taką laurkę? Przekonajmy się!
Mołdawia trochę bardziej praktycznie
Mołdawia, miejsce zastygłe trochę w czasie, zdające się mieć gdzieś obecne mody i trendy, w swoim tempie żyjące i radzące z szarą nieciekawą zdawałoby się rzeczywistością. To kraj, który nie stara się na siłę zmieniać i powoli, powolutku żyje z dnia na dzień. To taka Polska z przełomu lat 80 i 90 do której kiwa zachodni świat – w miastach śmielej, na prowincji dużo skromniej, by nie powiedzieć w ogóle. Czy jednak mieszkańcom, którzy mogą ‚cieszyć’ się z niesamowicie niskich zarobków, jest tam źle? Mołdawianie innego życia raczej nie znają, doceniają co mają a wszechobecne tam winotwórstwo zdaje się być ich najlepszym remedium na smutki i znoje otaczającego świata.
Taki tam pomysł na weekend z TLK
Wielkimi krokami zbliża się długi majowy weekend. Przy dobrych wiatrach można ugrać od 5 do nawet 9 dni wolnego! O tak długich przypadkach pisał nie będę, ale podzielę się z Wami wpomnieniem i pomysłem z zeszłego roku, czyli weekendem z TLK 🙂
Zew Północy – wspominki z Norwegii
Norwegia to moja miłość od czasów niepamiętnych, choć pierwszy raz stopę postawiłem tam dopiero w 2013 roku! Kraj niezwykle piękny, bogaty kulturą i historią a przy tym przyjazny i otwarty dla przyjezdnych. Pod wpływem impulsu zakupiłem właśnie bilety do Bergen na przedłużony majowy weekend i fakt ten uruchomił masę wspomnień z najbardziej fiordziastego kraju świata. Przedstawiam Wam kilka z moich ulubionych.
Góry i pagórki: Wiosennie w Rudawach i Górach Kaczawskich
Na początku była idea: krokusy w Chochołowskiej. Szybko jednak przyszło opamiętanie i refleksja: kurza twarz, pół Polski pewnie się tam pojawi, wymyślamy coś innego. I tak w przeciągu naprawdę kilku chwil krok po kroku zastępczy pomysł małego wypadu na Różankę w Górach Ołowianych przeistoczył się w wypad z noclegiem w PTTK Szwajcarka zakończony wejściem na Skalnik i dużo więcej 🙂
Czytaj dalej „Góry i pagórki: Wiosennie w Rudawach i Górach Kaczawskich”
Góry i pagórki: Powitanie wiosny w Rudawach Janowickich
Wieczór, wysiadam z pociągu i powoli kieruję się do domu. „I co, brały?” słyszę znienacka, ale ignoruję pytanie sądząc, że nie było kierowane do mnie. Po chwili staje jednak przede mną jegomość niekoniecznie trzeźwy i wskazując na mój plecak ponawia pytanie. Nie muszę jednak odpowiadać gdyż skupienie na jego twarzy podpowiada mi, że sam znalazł odpowiedź. „Aaa to kijki są… a bom myślał, że wędka i się dlatego spytałem czy biorą, rozumisz pan?”. Wiedziałem, że wróciłem do rzeczywistości. Kurtyna.
Czytaj dalej „Góry i pagórki: Powitanie wiosny w Rudawach Janowickich”
Zimowe kadry [GALERIA]
Astronomiczna i kalendarzowa zima właśnie się kończy… choć na wysokościach jeszcze nie chcą przyjąć tego faktu do wiadomości 😉 Pierwszy raz od dawna – w sumie to nie pamiętam czy kiedykolwiek – zimę dość intensywnie spędziłem na górskich wyjazdach. Jakże cudowne jest poznawanie tego co dla wielu oczywiste – pierwszy raz nad Morskim Okiem, pierwszy raz zimą nad Śnieżnymi Kotłami, pierwsza wizyta nad Kolorowymi Jeziorkami w Rudawach Janowickich… Tych pierwszych razów uzbierało się naprawdę wiele a kolejne dopiero przede mną. Piękne i różnorodne są te polskie góry i wstyd mi trochę, że tyle czasu potrzebowałem by się o tym przekonać. A dla Was przygotowałem ulubione kadry w tych wojaży:
Ukraina: Sprintem przez Odessę
Nie jest niczym niezwykłym, że w ramach oczekiwania na nocny pociąg do Odessy poszliśmy na szamę, trafiło na gruzińską knajpkę. Klimat i jedzonko – pierwszy raz spróbowałem chaczapuri ❤ – były tak dobre, że niemało się zasiedzieliśmy przez co na dworzec główny gnaliśmy z wywieszonymi jęzorami. Szczęściem jednak kilka chwil przed odjazdem dotarliśmy pod nasz wagon i mogliśmy zacząć poznawać standardy wschodnich kolei. W ostatniej chwili 😛
Górki i pagórki: białe Karkonosze
„Idę, albo nie idę?” pytałem się w myślach tuż po śniadaniu w schronisku na Hali Szrenickiej. 5 minut wcześniej, mimo chmur widoczność była bardzo dobra. Teraz ledwo na 10 metrów coś tam można zobaczyć, dalej tylko mleko z którego co po chwilę na pełnym spidzie wyłaniali się narciarze przędzący spod Szrenicy – zdawało się, że słaba widoczność to dla nich pestka. Dla mnie jednak wejście w taką mgłę mogło skończyć się katastrofą, i to wcale nie piękną…