Wschowa – królewskie miasto niejednej historii

Niewielkie miasteczko na pograniczu województw wielkopolskiego i lubuskiego to miejsce, które planowałem odwiedzić już od dawna, wszak od Leszna w którym mieszkam dzieli je niespełna 20 kilometrów. Tak to jednak jest, że w myśl przysłowia „najciemniej pod latarnią” dopiero niedawno pierwszy raz postawiłem tam stopę i zaprawdę powiadam wam, wielkim błędem było tak długie ociąganie się z wizytą bo to miejsce, które raczej was zaskoczy, całkiem klawe i kapitalne, pełne historii zapisanej w niezliczonych zabytkach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wschowa, miasto niejednej historii. Na fotografyji: dawne seminarium nauczycielskie, dziś I Zespół Szkół im. Stanisława Staszica

Mijający rok zdecydowanie upłynął mi na eksplorowaniu mojej małej ojczyzny na którą składa się pogranicze wielkopolsko-dolnośląsko-lubuskie. Na rowerze pokonałem naprawdę niezłą ilość kilometrów – przy jednoczesnym braku bólu szlachetnej części pleców, co często sabotowało jazdę w latach poprzednich – i odwiedziłem niezwykłe miejsca. Niektóre już wcześniej znane a inne całkowicie po raz pierwszy, zachwycając się skarbami pochowanymi tuż pod nosem. Wschowa wielokrotnie pojawiała się w planach, rozmowach, rekomendacjach, ale jakoś zawsze było nie po drodze. Aż w końcu pewnej niedzieli obudziłem się – niczym Archimedes wykrzykujący „Eureka” – z wyklarowaną myślą i celem: jesień-Wschowa-cmentarz ewangelicki! Słyszeliście o nim? O wschowskim cmentarzu a dziś lapidarium rzeźby nagrobnej? Jeśli nie, to niebawem usłyszycie, ale w jednym (rozbudowanym) zdaniu: to niesamowita ewangelicka nekropolia, istna kronika i strażnik okolicznej historii, miejsce wyjątkowe w historii Polski, które zdecydowanie warto odwiedzić by przystanąć i zamyślić się. A dodatkowo to główny przystanek przy okazji zachwytu nad historycznym klimatem całego miasta. Pełen werwy wybrałem się zatem celem zobaczenia tego niezwykłego miejsca. Oczywiście w głowie nie zaświtało mi by upewnić się czy czasami jesienno-covidowa rzeczywistość nie wpłynęła na warunki otwarcia tegoż…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Staromiejski cmentarz ewangelicki. Lapidarium rzeźby nagrobnej

Wschowa – miasto niejednej historii

Niepozorna Wschowa, ledwo 14 tysięcy mieszkańców. Miasteczko, o którym pewnie wielu z was nie słyszało, mogące jednak poszczycić się historią nie mniej ciekawą niż wiele z pozoru bardziej atrakcyjnych destynacji.

Jej historia zaczyna się w XII wieku. Położenie na szlaku handlowym z Poznania ku południu do Głogowa, na Śląsk i dalej aż do Czech sprawia, że młoda Wschowa rozwija się jak na drożdżach, jednocześnie bliskość granicy Wielkopolski i Śląska sprawiała, że miasto znajdowało się w orbicie zainteresowania tak książąt głogowskich jak i wielkopolskich. Jedni i drudzy przez lata prężą muskuły walcząc o prymat aż w końcu godzi ich Kazimierz Wielki, który bez pardonu („jak ten sędzia z Awinionu”) w 1343 zajął miasto i włączył je w granice Polski. To z nim wiąże się ciąg wydarzeń, rozpoczynających czas prosperity. To król nadał Wschowie szereg przywilejów miasta królewskiego, ot choćby zwolnienia z opłat celnych na terenie Korony czy utrzymanie własnej mennicy, on to konkretnie przyśpieszył budowę murów miejskich, najpewniej też i on optował za wybudowaniem nowego zamku, będącego w przyszłości rezydencją królewską.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół farny oraz miejskie mury.

Coś Kazimierza we Wschowie wybitnie musiało urzec bo w 1365 roku wziął tam ślub z Jadwigą żagańską, choć jak przypominają T-raperzy znad Wisły:

(…)Krótko mówiąc, lubił panie.
Żywot w sprawach tych wiódł bujny,
bigamistą był podwójnym(…)

Tak… Historia związków króla, wiedza o jego trzech jednoczesnych małżeństwach, sfałszowanej dyspensie papieskiej na zawarcie jednego z nich, walce pierwszej żony (Adelajdy) o unieważnienie swojego czy w końcu pokrewieństwo czwartego stopnia z Jadwigą to materiał idealnie skrojony na scenariusz do historycznej telenoweli. A nie, czekaj. 

kazimierz

Kolejne lata, kolejni władcy, dalszy rozwój, cechy rzemieślnicze (w tym na pierwszym planie sukiennicze) wystarają jak grzyby po deszczu, powstaje pierwsza w Polsce manufaktura farby, której założycielem jest Włoch Niccolo Bacaralli. Wschowa miastem otwartym i wielokulturowym była wielce i co dla niektórych może wydać się zaskakujące, większość jej mieszkańców stanowili Niemcy, potem dopiero Polacy, Żydzi a nawet Holendrzy czy jak już mogliśmy zauważyć Włosi. To właśnie za sprawą niemieckiej większości w XVI wieku miasto staje się jednym z pierwszych centrów luteranizmu w królestwie. Gości ono kolejnych królów: tak na krótko przejazdem jak i na trochę dłużej, wielokrotnie z pełnym dobrodziejstwem inwentarza za czasów unii polsko-saskiej służąc noclegiem Augustowi II Mocnemu i Augustowi III będąc jednocześnie miejscem zwoływania ówczesnego senatu…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ratusz we Wschowie, bywały chwile, że to tam królowie zwoływali posiedzenia senatu.

Nuda? To co powiecie na to, że to pod Wschową rozegrała się jedna z ważniejszych bitew Wojny Północnej w której wojska szwedzkie pokonały sasko-rosyjskie, co było jednym z przyczynków do przyszłej abdykacji Augusta II?

W 1793 roku wraz z II Rozbiorem Wschowa znalazła w granicach Prus i tam też pozostała przez 152 lata, do Polski wracając dopiero po II Wojnie Światowej… Wojnie, której początek wiąże się z czysto symboliczną acz brawurową i jedyną w swoim rodzaju akcją polskiego wojska, które 2 września zaskoczyło Niemców, podchodząc pod Wschowę i ostrzeliwując tamtejsze koszary. Jednocześnie zakończenie wojny oznaczało koniec pewnego rozdziału w historii miasta,  jego przyszłość należała do nowych mieszkańców, Polaków przybyłych tak z Wielkopolski jak i Wileńszczyzny czy spod Lwowa…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
O, te koszary.

Całkiem niezły kawał historii, prawda? Powiem wam więcej, we Wschowie niemal na każdym kroku, za każdym zakrętem dostrzec można jakiś szczegół, zdobienie, pomnik, rzeźbę, kamienicę czy inną budowlę, która przykuwa uwagę i okazuje się być zaczątkiem kolejnej większej lub mniejszej opowiastki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Przeszłość i teraźniejszość.

WSCHOWA, ATRAKCJE I PRZEWODNIK (niekoniecznie wedle chronologii odwiedzin)

Do miasta bez problemu dostaniecie się pociągiem, z Leszna (na trasie do Głogowa) to niespełna 20 minut jazdy i bilet w cenie 6 PLN. To świetny deal, ale jeszcze rok temu byłby niemożliwy do zrealizowania – otóż dopiero 15 grudnia 2019 pociągi do Wschowy powróciły, kończąc 8 lat kolejowej posuchy. Dziś ciuchcia zatrzymuje się tam 6 razy na dobę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wschowski dworzec.

Pociągi do Wschowy powróciły, miejmy nadzieję, że kolejnym czego będziemy świadkami to lifting dworca… tylko czy przy takiej częstotliwości połączeń komuś będzie chciało się inwestować spory pieniądz w jego odnowienie? Poczekamy zobaczymy.

Do centrum ruszam ulicą Kazimierza Wielkiego, po jej lewej stronie mając dość nowe bloki, po prawej starsze kamienice z wielgaśnymi portalami nad drzwiami oraz budynek dawnego starostwa, później NZOZ a dzisiaj (a w każdym razie jeszcze całkiem niedawno) miejsce eksplorowane przez fanów urbexu. Hen daleko w niebo wzbija się potężna wieża kościoła pw. Św. Stanisława i Wniebowzięcia NMP – wieże będą nieodłącznym elementem krajobrazu miasta. Dalej wzdłuż ulicy znajdziecie też komendę policji, siedzibę strażaków, szkołę podstawową, ale też dawne wille, w tym jedną należącą do Augusta Hofera, wedle mojego śledztwa jednego z miejscowych browarników. Przemysł piwny w okolicach Wschowy  to w ogóle ciekawa sprawa bo jego początki datuje się już na XI wiek a w najlepszym dla piwoszy czasie przełomu XIX i XX stulecia w mieście znajdowały się co najmniej dwa browary (Stadtbraurei Fraustadt oraz Burgerliches Brauhaus) – a  istnienia trzeciego jestem prawie pewien.

Zachowane wille to też ciekawy trop, warto poszukać dawnych posiadłości i pozachwycać się ocalałymi bo jest czym. Jedne mogą pochwalić się najwyższej klasy snycerką, inne murem pruskim… choć też warto przejść się – jak np. na ul. Moniuszki 5 – i zobaczyć od podwórza jak bardzo można skopać „renowację ich elewacji”. Ugh.

Bo z kolei elewacja mijanej później Szkoły Muzycznej – a ongiś pałacyku rodu von Schlichting – zdaje się wołać o pomoc, a hasło PIĘKNO, DOBRO, PRAWDA sprawiało wrażenie, że niedługo da się je odczytać już tylko na słowo honoru. Przystając tam warto odwrócić się i spojrzeć na drugi koniec ronda, tam to dogorywa Kino „Hel”, działające już w latach 30, dziś straszące i czekające na wyburzenie.

Znając mnie nie powinniście być bardzo zdziwieni, że dalej urządziłem sobie spacer po wschowskich szkołach a dokładniej tych dawnych, wybudowanych „za Niemca”. Jestem wielbicielem tego rodzaju budownictwa, w Lesznie od zawsze zachwycam się budynkiem naszego „Ekonoma” i ubolewam nad tym jak historia obeszła się z „Jedynką” i jej ogrodami. Wschowa na tym polu poszczycić się może monumentalnym dość seminarium królewskim z początku XX wieku, dzisiaj mieści się tam Zespół Szkół im. Staszica. Potężny ceglasty budynek robi wrażenie. Za jego mniejszego brata można uznać dzisiejszą szkołę językową, dawne królewskie gimnazjum, w którym polscy uczniowie założyli wschowską komórkę Towarzystwa Tomasza Zana, które jak dobrze wiemy z lekcji historii było jedną z ważniejszych wielkopolskich młodzieżowych organizacji patriotycznych. Kolega Adama Mickiewicza jest zresztą obecnym patronem szkoły.

Mury miejskie

Pierwsze obwarowania wokół miasta wzniesiono jeszcze przed zdobyciem go przez Kazimierza Wielkiego, i wedle przekazów były one drewniano-ziemne. A jak wiadomo, król co zastawał drewnianym zostawiał murowanym i tak też było z murami miasta. Fosa, wały, dwie bramy, rozległe fortyfikacje z cegieł i kamienia, rozbudowywane jeszcze wiele lat po śmierci monarchy, kilkukrotnie spełniły swe funkcje pozwalając wschowianom przetrwać nachalne zaloty śląskich sąsiadów. Z czasem jednak zapotrzebowanie na mury zaczęło maleć i kamień po kamieniu, cegła po cegle ich ubywało a na początku XIX wieku rozebrano obie bramy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Niegdyś mury sięgały ponoć 10 metrów, dziś od 3 do 4.

Murów ci jednak i tak było pod dostatkiem bo nawet „podbierane” to do czasów współczesnych dotrwało ich całkiem sporo. Oczywiście są dwa razy niższe niż za czasów swojej świetności, ale i takie kilkaset metrów wysokich na 3-4 metry fortyfikacji robi wrażenie – najciekawiej prezentują się one od zachodu oraz przy samym „zamku królewskim”.

Królewski zamek

Wyjaśnijmy sobie coś na starcie, wschowski zamek królewski jest a jakoby go nie było. Bo otóż gdyż oryginalnej wzniesionej za czasów Kazimierza Wielkiego siedziby niemal w całości już nie ma (ostały się głównie piwnice) jednakowoż na jej fundamentach w XIX wieku wybudowano nowe budynki służące… za więzienie, dziś zaadaptowane do roli hotelu i restauracji dumnie noszących nazwę „Zamek Królewski” nawiązując do chlubnej części przeszłości tego miejsca. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tak od strony parku zamek prezentuje się dziś.

Zamek wzniesiony w XIV wieku za Kazimierza był królewską rezydencją jak się patrzy i przez setki lat służył kolejnym królom, Władysławowi Jagielle, Zygmuntowi I Staremu czy w końcu dwóm Sasom, Augustowi II Mocnemu i Augustowi III. Wybudowany na sztucznym wzgórzu górował nad okolicą, co czyni też dziś i hotel – park im. pastora Herbergera  powstały na terenie dawnej fosy pięknie się z nim w jesiennych barwach komponował. Kres królewskiej siedziby przyniosły zabory, Prusacy rozebrali co się dało i na starych fundamentach wybudowali więzienie, które po II Wojnie Światowej przemianowano na zakład produkcyjny. A dziś w stylizowanych na zamkowe wnętrzach mieści się restauracja i hotel, na powrót niosące w świat przesłanie, że we Wschowie można po królewsku 😉

W parku okalającym zamek od kilku lat sukcesywnie pojawiają się kolejne drewniane interpretacje historycznych postaci związanych ze Wschową, autorem rzeźb jest Tomasz Szwarc a spod jego dłuta (ewentualnie piły) wyszli już m.in, rycerze Schlichting, Kotwicz czy Ossowski, Otto Prebitz (pierwszy wschowski sędzia) czy też małżeństwo Radomickich, starosty Hieronim i Zofia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ramasz z Opolna.

Plac zamkowy i ratusz

Zamek był królewską rezydencją, ale przyjmowanie poselstw czy posiedzenia senatu zwoływane podczas monarszych odwiedzin odbywały się w ratuszu, rzut beretem od zamku – tak, za czasów Sasów bywały chwile, że Wschowa była prawdziwą „nieoficjalną” stolicą Polski. Przyznać trzeba, że wielce imponujący to budynek. Z pierwotnego założenia z XV wieku niewiele zostało a to wskutek pożaru w 1612 i dziś podziwiać możemy neoromański sznyt nadany mu w stuleciu XIX. Imponująca wieża przyciąga wzrok z bardzo daleka, z bliska tymczasem warto przyjrzeć się herbowi miasta z czasów Jagiellonów znajdującemu się na frontonie ratusza. A herb owy przedstawia koronację Najświętszej Marii Panny wraz z tarczą z podwójnym krzyżem jagiellońskim, od Maryi pochodzi zresztą niemiecka nazwa miasta, Fraustadt.

W cieniu ratusza znajduje się rynek i plac zamkowy. W czasach największego rozwoju miasta w bogato zdobionych kamienicach mieszkali mistrzowie cechów rzemieślniczych, a tych w mieście naliczyć można było kilkadziesiąt! W trzech kapitalnie odrestaurowanych barokowych kamieniczkach dziś mieści się Muzeum Ziemi Wschowskiej, którego z powodu covidu odwiedzić nie zdołałem. Warto jednak żyć zgodnie z maksymą, którą odczytać można na elewacji środkowego budynku, znaczy się jeśli zna się łacinę, w przeciwnym wypadku będąc tam po raz pierwszy tekst można przeczytać i ni grzyba nie zrozumieć i później dopiero posiłkować się Internetem lub znajomymi. W każdym razie hasło „Ucz się żyć uczciwie, nikogo nie krzywdzić, każdemu oddawać to, co mu się należy” głupim nie jest 🙂

Nie wszystkie budynki doczekały się jednak takiej renowacji i wciąż czekają na lepsze czasy. Za to tuż za rynkiem na niewielkim placyku znajduje się fontanna z repliką rzeźby nie byle jakiej, przedstawiającą kobiecą postać w zbroi, z tarczą i proporcem z herbem miasta. Jedni mówią, że ma ona symbolizować tę Panią z nazwy Fraustadt, inni, że to królowa Jadwiga. No nieważne, istotne jest to, że wzbudza ona szacun i czuć od niej majestat.

Kościół farny pw. Św. Stanisława Biskupa Męczennika i Wniebowzięcia NMP

Dobra, wysoka na 68 metrów wieża przemykała nam przed oczami już wystarczająco często by w końcu kilka zdań poświęcić jej oraz świątyni najstarszej parafii Wschowy… Oj, ten kościół również nie miał lekko. Na przestrzeni prawie siedmiuset lat wielokrotnie zmieniała się jego postać: pożar, odbudowa, w XVI wieku miasto przekazuje kościół luteranom (oj, wielki spór o wiarę między katolikami i luteranami rozgorzał, czas reformacji pociągnął za sobą zniszczenie kilku katolickich świątyń) którzy przez 50 lat odprawiają tam nabożeństwa by na początku kolejnego stulecia na powrót znaleźć się w rękach katolików. Wtedy to następuje poświęcenie Najświętszej Pannie Maryi i św. Stanisławowi Biskupowi, wybucha kolejny pożar…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół farny pw. Św. Stanisława Biskupa Męczennika i Wniebowzięcia NMP

Z burzliwej historii najlepiej wychodzi wieża, która staje się podstawą odbudowanej w barokowym stylu świątyni, palce w projekcie macza wybitny – i skądinąd znany w okolicy – włoski architekt Pompeo Ferrari. Niemal 70 metrowa wieża – gotycka podstawa i barokowe zwieńczenie – do dziś ma niewielu konkurentów w województwie lubuskim gdy idzie o wysokość, na pierwszym miejscu (choć nieznacznie) jest Urząd Wojewódzki w Głogowie. 

Nie wchodziłem do środka bo akurat trwała msza, ale wam to polecam (i sobie na przyszłość!) gdyż ponieważ barokowe wnętrza zawsze są warte zobaczenia.

Niewysoki czerwony budynek w sąsiedztwie to dawne kolegium jezuitów, którzy to w ostatnich latach funkcjonowania zakonu zostali do Wschowy zaproszeni. Duchowni (a po 50 latach już nie duchowni) nauczali jeszcze po kasacji zakonu, po kilku latach ich miejsce zajęli cystersi a w czasie rozbiorów kolegium służyło jako koszary czy szkoła oficerska. Jak wiele budynków we Wschowie i tego… nie oszczędzały pożary. Raptem 15 lat temu budynek ucierpiał całkiem poważnie, ale po kilku latach podniesiono go na nogi i dziś służy miastu, mieszkańcom i przyjezdnym jako Miejska Biblioteka Publiczna i kolejny oddział Muzeum Ziemi Wschowskiej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dawne kolegium jezuickie.

Kościół Żłóbka Chrystusa

Z historią początku tego konkretnego wschowskiego kościoła związana jest legenda jako żywo przywodząca mi na myśl śląskie Kościoły Pokoju. Otóż 50 lat sprawowania luterańskich nabożeństw w farze zakończyło się na początku XVII wieku, dekretem króla Zygmunta III Wazy świątynia wróciła w ręce katolików a protestantom została figa z makiem, gdyż nie otrzymali zgody na budowę nowego kościoła. Dopiero po wielu prośbach i błaganiach wydano zgodę na budowę, jednakowoż wedle legendy warunki jakie trzeba było spełnić można z lekkim sercem nazwać trollingiem aka rzucaniem kłód pod nogi. Po pierwsze primo kościół nie mógł stanąć w mieście ani poza nim (!), budowa nie mogła trwać dłużej niż miesiąc a kościelna wieża nie mogła być ani okrągła, ani kwadratowa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół Żłóbka Chrystusa

Z tego co wiem legenda to tylko bajanie i warunki takie nigdy postawione nie zostały, co nie zmienia faktu, że kościół w większości je spełnił 🙂 Wspólnota ewangelicka zakupiła dwa domy przylegające do miejskich murów – wedle legendy jeden wewnątrz, drugi poza miastem – i po gruntownym remoncie zaadoptowała je na wnętrza kościoła. Baszta miejska posłużyła za wieżę – a że zbudowana była ona na planie półokręgu to sprytnie spełniła kolejny warunek. I jedynie czas budowy przekroczył wymagany miesiąc i zamknął się w niecałych trzech. Co symboliczne pierwsze nabożeństwo odprawiono w nim 25 grudnia 1604 a pastor Waleriusz Herberger – wielce zasłużona dla luteranów w mieście persona – dla podkreślenia tej daty świątyni nadał wezwanie Żłóbka Chrystusa. Jednak czas nie był dla niej łaskawy i na przestrzeni ledwo 80 lat trzykrotnie miał tam miejsce pożar a obecny wygląd zawdzięcza ona przebudowie po pożarze z 1685 roku. Po niemiecku nazwa kościoła brzmi „Kripplein Christi” i to od niej pochodzi określenie krypel, tak w Wielkopolsce mawia się na luterańskie zbory.

Wnętrza urządzono tak by mieściło się nawet 2000 wiernych, podobnie jak w kościołach Pokoju znajdziemy tam kilka pięter empor. Służył on wspólnocie do 1945 roku, kiedy to po II Wojnie Światowej luteranie opuścili Wschowę, kościół pozostał pusty a jego przejęciem katolicy nie byli zainteresowani. I tak niszczał przez lata… Dziś zdewastowane wnętrza odwiedzić można rzadko, we Wschowskim Muzeum można zobaczyć ocalałe rzeźby czy ambony, muzeum też co jakiś czas organizowało zwiedzanie kościoła, prowadząc cały czas prace konserwatorskie. Smutny to los najstarszej luterańskiej świątyni regionu. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Podstawą Rzeczypospolitej jest właściwe wychowanie młodzieży.

Staromiejski cmentarz ewangelicki. Lapidarium rzeźby nagrobnej

I tak też wędrując kolejnymi uliczkami docieram do miejsca, które mnie do Wschowy przyciągnęło 🙂 Tamtejsze „Campo Santo”, Staromiejski cmentarz ewangelicki – miejsce wyjątkowe w historii miasta, ale i Wielkopolski czy Polski. To pierwsza na wschód od Odry chrześcijańska nekropolia powstała poza murami miasta, z dala od kościoła, a fakt to znaczący bo zwykło się wtedy uznawać, że poza miastem na pochówek zasługują tylko tego niegodni. Co zatem sprawiło, że z początkiem XVII wieku cmentarz taki poza murami wybudowano i uporano się z niechęcią przeciwko takiej decyzji?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ocalić od zapomnienia.

Zapewne fakt, że w mieście zaczynało brakować miejsca przekonał mało kogo. To, że podobne cmentarze poza murami miast (extra muros) powstawały na terenie Włoch, w Salzbugru czy Halle też pewnie na mało kim robił wrażenie, no bo niech sobie inni robią jak chcą, my to my! Ok, to może podejdźmy do sprawy bardziej naukowo – Higiena, mówi to panu coś panie Ferdku? Otóż coraz większe było podejrzenie, że cmentarze i rozkładające się ciała mogą prowadzić do zaraz i epidemii przez co naszych zmarłych bliskich, lepiej chować trochę dalej niż za przysłowiowym rogiem. Tu już więcej osób kiwało głową, ale wciąż bez przekonania. By przekonać nieprzekonanych postanowiono podejść do sprawy psychologicznie. Nowy cmentarz choć poza miastem, to otoczony murem na wzór włoskiego Campo Santo miał być „miastem zmarłych”, miejscem spoczynku osób godnych udania się do niebios, co symbolizować miała główna brama nekropolii. Najbardziej symbolicznym wydarzeniem mającym chyba największy wpływ na wahających się mieszkańców było danie przykładu przez ówczesnego burmistrza miasta, który pochował na nowym cmentarzu swoją żonę a pastor Herberger poświęcił nekropolię. Był 25 lutego 1609 roku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ocalić od zapomnienia.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ocalić od zapomnienia.

Cmentarz otoczony murem z wewnętrznymi krużgankami na ścianach, na których z każdym rokiem przybywało epitafiów był nie tylko miejscem pochówku, ale też ciekawym hm… założeniem przestrzennym, parkowym i między innymi zgrabny mariaż architektury i zieleni stanowił o jego wyjątkowości. Przez przeszło 300 lat pochowano na nim wielu ważnych dla historii miasta mieszkańców a epitafia i nagrobki stanowiły przekrój przez dzieje architektury, jako takiej i tej dosłownie nagrobnej. Aż przyszedł rok 1945, maj. Koniec II Wojny Światowej i koniec wielu cmentarzy zachodniej Polski.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Park cmentarny, jakkolwiek to brzmi to określenie nieźle pasuje.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ocalić od zapomnienia.

Wraz z przesiedleniem niemieckich mieszkańców opustoszały luterańskie kościoły, cmentarzami nie miał się kto opiekować a nowe władze miały swoje plany co do takich miejsc. Dwa miejscowe pomniejsze ewangelickie cmentarze – jeden powstały z myślą o uciekinierach z czasów wojny trzydziestoletniej, drugi dla osób wykluczonych, samobójców, nieślubnych dzieci – dewastowano powoli, dziś na miejscu jednego znajdziecie garaże. Trzeci cmentarz w dzisiejszej Przyczynie Górnej został całkowicie zniszczony, ale z planów budowy na jego miejscu osiedla domków jednorodzinnych nic nie wypaliło. Żydowski kirkut na swój koniec czekał do haniebnego roku 1968. Cmentarz zrównano z ziemią a macewy wykorzystano przy budowie ulicy Targowej, choć pierwotnie planowano użyć ich przy budowie… Domu Kultury. Co udało się ocalić w większości trafiło do Szlichtyngowej na tamtejszy cmentarz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wschowskie epitafia.

Cmentarzowi Staromiejskiemu podobny los został oszczędzony, ale rozminąłbym się tu z prawdą piszcząc, że nic się tam nie stało. Przez pierwsze lata po wojnie władze nie ruszyły palcem by coś z nekropolią zrobić, tym bardziej nie zrobiły też nic by powstrzymać powolną jej degradację. Ale, ale otóż w końcu w latach 70 rozchodzi się wieść, że cmentarz czeka zakrojona na szeroką skalę akcja konserwatorska efektem której powstanie Lapidarium rzeźby nagrobnej! Brzmi zachęcająco? Tak, szkoda tylko, że prace jakie rozpoczęto w pewnym sensie opierały się na zasadzie „coś za coś”. Gro wolnostojących nagrobków uznano za zbyt mało atrakcyjne estetycznie/historycznie i po prostu je usunięto, miłościwie zbierając je w zamurowanych kryptach, sporo ingerując w pierwotny, historyczny układ nekropolii. A na miejsce wolnych przestrzeni, których po robotach było nadto sprowadzono z okolicznych cmentarzy nagrobki bardziej jak uważano przystające do tego wschowskiego. W sprowadzeniu nagrobków z okolicznych cmentarzy nie ma niczego złego, ale fakt, że „uprzątnięto” inne już spoko nie jest. Bo wychodzi na to, że po drodze pozbyto się kilku wspomnień o ważnych dla miasta mieszkańcach. I to, że nekropolię wyzuto z części jej historii nie miało widać znaczenia. 

Dobra stop! Dużo gorzkich słów, ale w tej całej historii nie ma tylko mroku. Bo nade wszystko, mimo kilku decyzji, które mi zgrzytają trzeba przyznać, że Lapidarium zgromadziło w swoich murach niebanalną liczbę epitafiów i nagrobków (kosztem innych, cicho! koniec narzekania) i od czasu powstania walnie przyczyniło się do pielęgnacji tychże! Odwiedziłem zbyt wiele cmentarzy, które nie miały tyle szczęście (a jeszcze więcej nigdy nie odwiedzę bo już po prostu nie istnieją) by nie doceniać tego co we Wschowie mamy. Bo (zdecydowanie zbyt często używam słowa BO) to miejsce, które nazwać można nie inaczej jak kroniką miasta (z kilkoma wyrwanymi stronami), dającą wgląd w jego wielokulturową historię. Takimi miejscami absolutnie powinniśmy się opiekować

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Cmentarz, park, miejsce zadumy.

A teraz odpowiedź na pewnie nurtujące was pytanie: dlaczego zdjęcia wyglądają jakby robione zza bramy? Bo oczywiście okazało się, że późną jesienią Lapidarium otwierane jest tylko po wcześniejszym umówieniu się. I jako jednostka wybitna sprawdziłem to dopiero po przyjeździe i z odwiedzin wyszło tyle, co widać. czyli wbrew pozorom nie tak mało, bo trzy bramy pozwalają na całkiem niezły rozejrzenie się po nekropolii…

Łapcie godziny otwarcia oraz dane na jakie można się umawiać: tel. 65 540 16 40 lub adresem e mail lapidarium.muzeum.wschowa@gmail.com.

Poniedziałek – nieczynne
Wtorek – 9.00 – 16.00
Środa – 10.00 – 18.00
Czwartek – 9.00 – 16.00
Piątek – 9.00 – 16.00
Sobota – 11.00 – 18.00
Niedziela – 11.00 – 18.00

Dawne koszary

Dawnych koszarów nie planowałem odwiedzać, ale jakoś tak wyszło, że zawędrowałem w ich pobliże. Oto ukazał się moim oczom kompleks rozległy niczym ten leszczyński, zbliżony takoż pod względem architektury, pruskie budownictwo wojskowe jak się patrzy. Jednak co mnie zaskoczyło? Otóż to, że wybudowane przeszło 100 lat temu budynki w niemalże całości dziś są na powrót użytkowane. Może i nie są w najlepszej kondycji, ale przynajmniej nie stoją puste niszczejąc już kompletnie. Bo oto na starcie witają nas budynki od 45 lat służące za przedszkole – kolorowe elementy na ścianach i w oknach wespół z nazwą „Wesoła Trójeczka” dość ciekawie z koszarami współgrają 😀

A potem aż ciężko nadążyć co w koszarach znaleźć możemy: internat, schronisko młodzieżowe, liceum ogólnokształcące, Centrum Kształcenia Zawodowego, Starostwo Powiatowe, Sąd Rejonowy, Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie… Uff, nieźle.

Powojskowe obiekty często po zakończeniu swej roli popadają w ruinę i straszą opuszczonymi budynkami, tu było inaczej i myślę, że zrobiono najlepsze co można było zrobić.

Zespół klasztorny Franciszkanów, dawniej Bernardynów

Wracając lekko naokoło natrafiam na kolejną ciekawą świątynię, której historia jak poprzednich jest dość burzliwa. Pierwotny szachulcowy kościół wzniesiony został przez Bernardynów sprowadzonych do miasta w XV wieku. Nie przetrwał on jednak czasów zmagań katolików z luteranami i spłonął w 1556 roku. Po ponad pół wieku bracia powracają do Wschowy lecz nie mija 20 lat jak świeżo odbudowany kościół ponownie staje  w ogniu. Dopiero rozbudowa (dodanie wspaniałych sądząc po zdjęciach polichromii, budowa krużgankowego dziedzińca) w XVIII wieku najwidoczniej ubłagała figlarny los i kolejne stulecia wolne były od pożarów. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół św. Józefa Oblubieńca

Wraz z kasacją wszelkich konwentów Bernardynów w zaborze Pruskim bracia musieli opuścić kościół i klasztor, który przemianowano na szkołę. Kościół przejęła parafia i dopiero po wojnie, w 1945 cały zespół trafił w ręce zakonu Franciszkanów. Oczywiście kiedy już tak zbliżałem się do świątyni w głowie miałem plan, że wejdę i pozwiedzam co nieco. A tu się okazało, że trwała msza i tyle.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół św. Józefa Oblubieńca

Także tutaj we znaki dał się dość improwizowany charakter podróży do miasta bo zwiedzania kompleksu wraz z intrygującymi podziemiami i tak odbywa się w godz. 14.00-16.00 dopiero po wcześniejszym kontakcie z braćmi. 

Powolnym krokiem ruszyłem zatem z powrotem. Brukowana Ulica Niepodległości, jedna z ważniejszych w mieście a potem podobna choć krótsza Boh. Westerplatte, dawały po sobie poznać, że wiele widziały, starsze kamienice mieszały się z młodszymi, nowiutkie sklepy powstają podczas gdy na elewacji budynku obok widać jeszcze prawie stuletnie reklamy, w tle majaczyły wiele wież, ratusza, kościoła ewangelickiego, poczty a nawet fary. Ot choćby warto wspomnieć, że na Niepodległości mieściła się winiarnia założona przez Gottfrieda Grosmana, po którego śmierci trafiła w ręce wdowy Anny Cathriny, prawdziwej bizneswoman swoich czasów a także wielkiej znawczyni trunków. Budynek poznacie po ciekawym dość fragmencie elewacji z dwoma gryfami/mantikorami/sfinksami? Numer 23 jakby co.

To by było na tyle, na razie. Wiem, że jeszcze tu wrócę bo temat wschowskich historii daleki jest od wyczerpania. 

Czy ten tekst a zwłaszcza jego część lapidarna powstałby bez Marka Chwistka i jego kapitalnego opracowania historii wschowskiej nekropolii? Zdecydowanie nie a na pewno nie byłby on tak pełny. Czy Muzeum Ziemi Wschowskiej mimo, że zamknięte było pomocne przy pisaniu tego tekstu? A jakże, z zasobów dostępnych na ich stronach – http://muzeum.wschowa.pl/ – korzystałem dość mocno poszukując wiedzy i faktów o których poczytać możecie powyżej. Wam też polecam.

Trzymajcie się!

2 myśli na temat “Wschowa – królewskie miasto niejednej historii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.