Oybin, Hochwald i nie tylko – piękne Góry Żytawskie

Wypad w niemiecką część Sudetów chodził mi po głowie już od dawna. Korzystając z wyjazdu do Görlitz wyskoczyliśmy na jeden dzień w Góry Żytawskie by przekonać się, że nawet jeśli trochę na uboczu to zasługują one na wielką uwagę wyciskając najlepsze z piaskowcowo-wulkanicznego dziedzictwa swojego regionu. I dużo więcej.

P1012547-2.jpg

Ostatni rok minął nam w dużej mierze na przemierzaniu różnego rodzaju skalnych miast a także wspinaniu na dawne wulkany połączone z podziwianiem najbardziej wymyślnych bazaltowych cudów natury. Tuż za naszą południowo-zachodnią granicą, na trójstyku z Czechami i Niemcami znajduje się kraina gdzie jednego i drugiego jest pod dostatkiem a wisienką na torcie są niesamowicie malownicze ruiny zamku i klasztoru w Oybin. Zapraszam was w miejsce gdzie natura pokazała jak wielką ma wyobraźnię, ale i gdzie człowiek pięknie dostosował się do narzuconych przez nią warunków. I to raptem 40 kilometrów od Görlitz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Górska gospoda na górze Oybin.

Skalne formacje? Będą. Wulkany na wyciągnięcie ręki? Jasne. Ruiny rodem ze Śródziemia? Również. A o kolejce wąskotorowej, dzięki której będziecie mogli pokonać naprawdę urokliwą trasę w te górki wspominałem? Nie? No to posłuchajcie.

ŻYTAWSKA KOLEJ WĄSKOTOROWA

Wąskotorowa kolejka codziennie kursująca pomiędzy Żytawą a Oybin jest atrakcją turystyczną samą w sobie. To właśnie ona bez wątpienia jest najlepszym sposobem na dostanie się do naszego celu, latem oferując przejażdżkę w otwartym wagonie pozwalającym chłonąć wszystek widoków… oraz niemało dymu 😉

P1012316-2.jpg

Zabytkowe ciuchcie – wiele będących naprawdę RETRO i udostępnianych tylko kilka razy w roku – zabierają nas w podróż trwającą 45 minut. Pod drodze w Bertsdorf następuje rozwidlenie torów i prócz Oybin można dotrzeć do Jonsdorfu. Lub też wysiąść i resztę drogi pokonać pieszo – przystanków jest więcej i od was zależy co zrobicie.

puciong.jpg

Pełny plan jazdy znajdziecie na stronie kolejki.

Do całkiem niedawna podróż kolejką była – w przypadku wcześniejszego zakupu biletu EURO-NYSA – darmową przyjemnością. Sam bilet EURO-NYSA to chyba najfajniejsza opcja na ciekawy weekend przy granicy z Niemcami i Czechami. Bilet ten za 25 zł (o ile zakupimy go w Polsce, w Niemczech kosztuje 13 euro!) przez cały dzień pozwala na nielimitowany transfer pociągowy (i bardziej limitowany autobusowy) w przygranicznej – niemałej – strefie. No i tego, niedawno jeszcze w pełni jego mocy znajdowała się kolejka. dziś mając w kieszeni EURO-NYSA trzeba dopłacić 5 euro (lub 3 ulgowo) by cieszyć się nielimitowanymi przejazdami przez cały dzień. Standardowa cena jednodniowego biletu na kolejkę to… 17 euro.

P1012323-2.jpg

Największym plusem kolejki jest odkryty wagon. Z wiatrem we włosach można w nim delektować się mijanymi wioskami, odległymi górami czy zielonymi lasami na wyciągnięcie ręki. Skorzystać można z wagonu restauracyjnego… o ile jest miejsce, bo przyznam wam jest on dość oblegany 😉 A w sezonie czeka was mnóstwo imprez – od wieczorno-nocnych przejazdów po koncerty jazzowe. Piknie.

64759371_697538557324998_4310224140821856256_n

OYBIN

P1012446-2.jpg
Ładnie tam.

Kurort Oybin, serce Gór Żytawskich, niemieckiej części Gór Łużyckich, najdalej na zachód wysuniętego pasma Sudetów. Nie dość, że urokliwe i przyjemne dla oka miasteczko to i punkt, z którego najłatwiej dotrzeć do najciekawszych miejsc w okolicy. A tych jest bez liku i z łatwością na łazęgę dałoby się zagospodarować kilka dni. Nie śpiesząc się, warto pomyśleć nad noclegiem w samym kurorcie (opcja droższa) czy w okolicznych niemieckich czy czeskich pensjonatach tuż za granicą (opcja tańsza).

P1012497-2.jpg
Przed wami Oybin i Hochwald/Hvozd.

Tym co przyciąga największe rzesze turystów bez wątpienia jest góra z ruinami zamku i klasztoru, robiące olbrzymie wrażenie połączenie wyobraźni natury i człowieka. Monumentalne ruiny zamku i klasztoru w Oybin niezwykle komponują się z piaskowcowymi skałami, na których zostały wybudowane i precyzyjnie doń dostosowane.

Zamek powstał w XIII wieku i przez wiele lat służył za jeden z ważniejszych grodów strzegących handlowego traktu z Czech do Łużyc. Rozbudowany o klasztor celestynów kompleks rozwijał się do XVI wieku kiedy to wskutek pożaru spłonęła duża jego część. Zniszczeń nie naprawiono, lata mijały, zamek i klasztor opustoszały. I jakkolwiek już w XIX wieku ruiny postanowiono oddać turystom do zwiedzania tak dopiero lata 90 ubiegłego stulecia przyniosły długo oczekiwany remont, dzięki któremu dziś obiekt prezentuje się tak imponująco.

Na zawiedzanie i powolny spacer przeznaczcie z lekka dwie godziny, wiele jest do zobaczenia.

Klimatyczne ruiny przywodzą na myśl wszelakie podobne warowne pozostałości rodem z Władcy Pierścieni, Osgiliath czy Amon Sul od razu przychodzą do głowy. Niesamowicie finezyjnie wkomponowane w piaskowcowe skały działają na wyobraźnię, ba inspirował się nimi a także uwiecznił na płótnie Caspar David Friedrich – jeśli myślicie, że nazwisko to nic wam to nie mówi to patrzcie 🙂

Friedrich_Wedrowiec_przed_morzem_mgly
Wędrowiec nad morzem mgły. Caspar David Friedrich

Na górze poprowadzono szereg prostych szlaków, warto zrobić rundę wokół całych ruin – ścieżka po krawędzi szczytu pośród dziesiątek skalnych formacji daje dodatkowo świetne widoki na najbliższą okolicę.

Niezwykle w tych skałach wkomponowano nie tylko zamek i klasztor, niesamowicie prezentuje się cmentarz oraz górska gospoda, trochę przywodząca na myśl schronisko na Szczelińcu.

Na szczyt z miasteczka prowadzą dwa szlaki: jeden kieruje w las i za oczkiem wodnym odbija ostro w górę ku zamkowi, niestety był on zamknięty po wcześniejszych burzach; drugi prowadzi przez centrum główną ulicą Hauptstrasse (badum tsss!) i wśród ładnych domków, odbija  przy karczmie Burgfeller, mija Kościół w Skale i dalej schodami do ruin… choć zawsze można skręcić w las i pobłąkać się jeszcze trochę pomiędzy skałami.

Info praktyczne:

  • Wejście na teren zamku i klasztoru jest płatne.
  • Normalny bilet kosztuje 7 euro, ulgowy 6 euro a dla dzieci 2,5 euro.
  • Sezon trwa od kwietnia do października i wtedy godziny otwarcia prezentują się tak: 9.00-18.00. Od listopada do marca czynne jest 10.00-16.00.

Bawcie się dobrze.

PĘTLĄ WOKÓŁ OYBIN

Ruiny są niezwykle, ale nie powinny stanowić jedynego powodu dla jakiego odwiedzacie Oybin, oy nie. Góry Żytawskie mają do zaoferowania dużo więcej. Jak całe pogranicze Niemiec i Czech na odcinku do mniej więcej Rudaw region ten w zamierzchłych czasach służył za pole eksperymentalne dla wyobraźni Matki Natury: pierw osadzanie piaskowców, następnie ich porządna erozja, następnie fajerwerki w postaci głównie czeskich wulkanów a na koniec ponowna erozja i ostatnie szlify górotwórcze. Z takiego miksu musi powstać coś ciekawego.

Postanowiliśmy wdrapać się na jeden z najwyższych szczytów pasma, dwu wierzchołkowy Hochwald/Hvozd – niższy wierzchołek leżący całkowicie po stronie niemieckiej i w takim też języku nosi nazwę, wyższy na granicy częściej znany jest pod czeskim mianem.

Spośród wielu szlaków wybraliśmy żółty, biegnący w dużej mierze lasem, taki z licznymi fajnymi punktami widokowymi. Po drodze można poczuć się jak w Górach Stołowych, różnych fantazyjnych skał jest tam spoooro. Dużo jest też jagód to się posililiśmy co nieco.

Pierwszym przystankiem jest Pferdberg. Z 545 metrowego szczytu rozpościera się ciekawy widok na ruiny zamku, klasztoru – i jeszcze mocniej daje to do myślenia, jak bardzo te 800 lat temu musiała być to „prosta budowa”. 200 metrów za szczytem znajduje się niewielka wiata Marienhutte, przy której można odpocząć, napawać się kolejnymi widokami czy jak kto woli nawet i uskutecznić wiating 😉

Szczęka jednak nam opada jakiś czas później. Jeśli chcecie wiedzieć skąd jest najlepszy – według mnie – widok na Oybińskie ruiny to atakujcie Ludwigshöhe. Kierujcie się na Hain a znaki powiedzą wam gdzie skręcić. Tam też widząc jaki otwiera się przed nami widok Bartu zaliczył solidną glebę – tak był zapatrzony w krajobraz! Ludwigshöhe to niewielki punkt widokowo-wypoczynkowy z kapitalnym spojrzeniem na Oybin, górę z ruinami i dalszą okolicę. Nie da się jednak ukryć, że to pozostałości po zamku i klasztorze robią największe wrażenie, Tolkien byłby dumny.

Powiem wam teraz, że jakkolwiek zamek w Oybin jest chyba największą trakcją całego pasma tak dla mnie główny cel odwiedzin znajdował się kilka kilometrów na południe. I tam też zbliżaliśmy się wielkimi krokami.

Hochwald/Hvozd to graniczny pagór wulkanicznego pochodzenia, wybitny wielce – wraz z wystającą ponad las wieżą widokową widać go bardzo wyraźnie. Konkretny szlak nań zaczyna się w niewielkiej wsi Hain dokąd dotarliśmy prosto z Ludwigshöhe. 

P1012458-2.jpg
Hochwald/Hvozd widziany ze szczytu Oybin

Wejście niebieskim szlakiem jest łatwe i niemęczące, tak maksymalnie 20 minut przez gęsty las. Po drodze mnóstwo ścieżynek odbijających we wszystkie strony, frekwencja na szlaku idzie w górę. I nie ma się co dziwić, góra pochwalić się może dwoma wierzchołkami, które można by rzec konkurują do miana najlepszego punktu widokowego całych gór.

P1012399-2.jpg
I wicewersa: spojrzenie na Oybin z Hochwaldu. W tle Żytawa.

Północny wierzchołek (743 m), w całości leżący po stronie niemieckiej nosi nazwę Hochwald. Pod koniec XIX wieku wybudowano nań kamienną wieżę widokową (a jestem takich fanem!) – najwyższą w całych Górach Żytawskich – bliźniaczą budowlę znajdziecie na Jedlovej po czeskiej stronie. W dalszych latach powstała restauracja i dziś Turmbaude przyciąga turystów tak pięknymi widokami jak i dobrym jadłem.

P1012383-2.jpg

Widoki zacne, od malutkiego Oybinu i Żytawy na dalszym planie (bardzo podoba mi się ten widok, ta perspektywa w której ruiny – choć z bliska monumentalne – tak naprawdę nikną przy potędze otaczającej je natury), przez grzbiet Jesteda i Karkonoszy po wulkany Gór Łużyckich czy nawet dalekiego Czeskiego Średniogórza.  Na tle mrowia stożków wybija się południowy wierzchołek (750 m) naszej górki, Hvozd przez który biegnie granica z Czechami i w tym języku jest on znany.

Tak jak dziś przez południowy wierzchołek przebiega granica Czech i Niemiec tak dwa stulecia temu było to pogranicze pomiędzy imperiami Austro-Węgier i Niemiec. I było tu tłocznie. Niemal w swoim sąsiedztwie istniały dwie „budy” a także drewniana wieża widokowa. Czasów obecnych dotrawała jedna chata, która w ostatnich latach przeszła remont i dziś hula na 100% jako schronisko.

P1012415-2.jpg

Z szerokiego tarasu jak na dłoni mamy całe Góry Łużyckie, Jesteda czy chociażby elektrownię Turów w Bogatyni. A każdy jeden szczyt z łatwością można rozpoznać dzięki metalowym płytom z opisami.

Zasiedzieliśmy się tam i nagle okazało się, że czas nas nagli, możemy nie zejść na czas do Oybinu. Wtedy też jak na prawdziwych globtroterów przystało skorzystaliśmy z pomocnej dłoni w postaci Gebirge Express 😀 Cudownego samochodziko-kolejki, ustrojstwa pędzącego z prędkością światła, dygoczącego tak, że można mieć wątpliwość czy dotrze do celu.

P1012416-2.jpg

Jeśli jednak mielibyście czas na spokojny spacer to polecam wam szlak żółty, może i troszku długi, ale niezwykle widokowy przez wąwóz Grosse Felsengasse zwieńczony na skałkach Scharfenstein z których rozciąga się kolejna przednia panorama czy czerwone skalne grzyby Kelchstein.

Jakby tego było mało, w Górach Żytawskich możecie spróbować swoich sił na via-ferratach. Nie musicie wyjeżdżać w Alpy by zobaczyć z czym to się je, szlaki tak łatwe jak i bardziej wymagające znajdziecie w Oybin jak i w Jonsdorfie. Zobaczcie zresztą co pisze o nich Pan Szpak.

A najlepsze jest jednak to, że tylko liznęliśmy okolicy, do zobaczenia zostało jeszcze mnóstwo i na pewno nieraz wrócimy!

ŻYTAWA

Będąc w Górach Żytaskich nie można odpuścić sobie – nawet krótkiej – wizyty w mieście, od którego nazwę zapożyczyły. Mieliśmy ledwo 2 godziny, miasteczko okazało się miłe dla oka, zabytków wiele, rynek ładny, kościoły imponujące, ale…

Nie będę wam jednak ściemniał, Żytawa kojarzyć mi się będzie z Domem Dornspacha. Jest to najstarszy zachowany świecki budynek w mieście, swoje początki mający jeszcze przed XVI wiekiem a przebudowany w renesansie. Dziś służy za restaurację a klimatyczne patio przywodzi na myśl bardziej południowe rejony Europy. Okoliczności przyrody przednie, to fakt, ale i uczta dla podniebienia. Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem tak dobry krem ze szparagów a smażona kaszanka z zasmażaną kapustą i śląskimi kluchami… ach!

Niestety byliśmy w mieście późnym popołudniem i nie mieliśmy okazji chociażby rzucenia okiem na największy ze skarbów miasta, Wielkie Zasłony Wielkopostne.  W średniowieczu w okresie Wielkiego Postu ołtarze z Najświętszym Sakramentem były od wiernych odgradzane wielkimi suknami/płótnami. Był to zwyczaj niezwykle popularny w krajach niemieckojęzycznych. Dziś jednak jest on raczej przeżytkiem a na świecie pozostało niewiele takich sukien. W Żytawie oglądać można przeszło 500 letnie płótna pełne obrazów z Biblii – są to jedne z największych o ile nie największe takie sukna na świecie. Znajdziecie je w niepozornym kościele Św. Krzyża tuż za rynkiem – i pamiętajcie, godziny otwarcia to 10.00-17.00…


To co? Kto wsiada w ciuchcię i jedzie sprawdzić na własne oczy czy czasami temu Wojtkowi „sufit na łeb się nie spadł”? Góry Żytawskie na was czekają. I was nie rozczarują. Gwarantuję.

P1012550-2.jpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.