Wzgórza Trzebnickie: czerwonym szlakiem z Obornik Śląskich do Trzebnicy

Wzgórza Trzebnickie, zwane również Kocimi Górami to miejsce malownicze, pozwalające odetchnąć od gwaru miast. Łagodne acz widokowe pagóry ciągną się na długości 60 kilometrów od Wińska przez Oborniki Śląskie, Trzebnicę po Twardogórę. Stanowią one centralny punkt Wału Trzebnickiego będącego namiastką gór (górek, góreczek) dla wszystkich tych z granic województw wielkopolskiego, dolnośląskiego i lubuskiego, którzy nie mają częstej okazji by wyskoczyć dalej na południe w Sudety chociażby.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wzgórza Trzebnickie i ich morenowe krągłości.

Wciąż staram się unikać dalekich podróży pociągiem, dlatego też rozglądam się obecnie za połączeniami z Leszna raczej nie obleganymi wielce i nie tak odległymi, ale oferującymi w miarę pagórkowate tereny do łazęgowania. I w tej kwestii Wał Trzebnicki wydaje się dobrym wyjściem, jadąc do Głogowa mamy Wzgórza Dalkowskie, z Obornik Śląskich mamy kilka opcji ruszenia we Wzgórza Trzebnickie a i z takiego Żmigrodu na rowerze można ruszyć w stronę Wzgórz Twardogórskich a z Ostrowa Wielkopolskiego ku Wzgórzom Ostrzeszowskim. Swoją strefę podróżniczego komfortu postanowiłem opuścić w Obornikach gdzie zaczniemy bardzo fajny niespełna 20 kilometrowy marsz do Trzebnicy 🙂

OBORNIKI ŚLĄSKIE

Z początku nie planowałem poświęcać Obornikom Śląskim większej uwagi i od razu ruszyć na szlak… no, ale bliskie okolice dworca nie dały mi wyboru i z ciekawością pokręciłem się tu i ówdzie.

Oborniki Śląskie to niewielkie miasteczko położone 20 kilometrów na północ od Wrocławia. Choć ma ono przeszło 700 lat na karku to dopiero w XIX wieku nastąpił znaczący jego rozwój spowodowany odkryciem w najbliższej okolicy źródeł szczawy żelazistej i rozpoczęciem budowy uzdrowiska. Jak to w (pod)górskich mieścinach bywało, lecznicze właściwości miejscowych wód, pewne mikroklimatyczne uwarunkowania i przyjazne dla ciała i duszy okoliczności przyrody stworzyły mieszankę wybuchową przyciągającą mieszkańców Wrocławia i nie tylko. Wiele z powstałych wtedy przybytków, willi, sanatoriów, pensjonatów czy też budynków bardziej użytecznych całemu miastu (jak dworzec czy poczta) towarzyszy nam przez pierwsze metry czerwonego szlaku, którym wędrować będziemy do samej Trzebnicy.

Spójrzcie tylko na stylowy budynek poczty (wówczas cesarskiej) z 1895 roku z poddaszem wykonanym „murem pruskim”, jeszcze bardziej stylowa willa z naprzeciwka powstała w 1880 roku może zachwycić stylizowanymi na alpejskie(?) drewnianymi zdobieniami na werandzie (kurde, na Żuławachlaubzekiny, pod Warszawą świdermajer – czy na Dolnym Śląsku też obowiązuje jakaś nazwa i coś co zapewne subtelnie wyróżnia tutejsze zdobienia?).

Tym jednak co najbardziej przyciąga wzrok jest neogotycki kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa projektu Alexisa Langera, wybitnego architekta z Oławy, mającego w swoim portfolio dość kapitalny zbiór projektów z całego Śląska (od kościołów we Wrocławiu, Wałbrzychu czy Katowicach po dość kapitalny ratusz w Ząbkowicach Śląskich!). Monumentalna obornicka budowla powstała pod koniec XIX wieku dla coraz liczniejszej katolickiej społeczności miasta i dziś jest jedną z dwóch miejskich świątyń, drugi kościół Św. Judy Tadeusza – ongiś ewangelicki, był mi wybitnie nie po drodze dlatego doń nie zawitałem. Swoją drogą neogotyk to taka sprytna bestia, że pewnie w 9 przypadkach na 10 nie byłbym w stanie określić czy mamy do czynienia z oryginalnym gotykiem czy jego XIX wiecznym wnukiem 😉

Wracając na czerwony szlak mijamy staw, nad którym góruje dąb „Cesarz”, przeszło 400 letnie drzewo dawnej nawiązujące do cesarza Wilhelma (ale którego, to jest pytanie!). Swego czasu życząc komuś szczęścia obdarowywano go zdrowymi liśćmi tego dębu a gdy nie za bardzo się kogoś lubiło to podkładało mu pod dom liść wyschnięty. Takie dziwy 😛 Na drugim brzegu znajduje się rzeźba „Mężczyzny ze słonecznikiem”, poświęcona Otto Muellerowi, malarzowi o ponoć całkiem niemałej renomie (hm, nie chcę wychodzić na ignoranta, ale nie znałem ;)), który ostatnie lata życia spędził w Obornikach właśnie, gdzie zmarł na gruźlicę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Człek ze słonecznikiem

No dobra, w końcu moglibyśmy ruszyć trochę poważniej i uderzyć w las, ale… jak chcecie to polecam jeszcze skoczyć na polankę przy klubie Rodzin Abstynenckich AURA (zacna inicjatywa zawsze!) gdzie zobaczyć można kilkanaście drewnianych rzeźb postaci z bajek, dzieła twórców klubu. Doceniam.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

GRZYBEK

Tymczasem wracamy na szlak, wbijamy w las i od razu dość ostro (jak na moje tegoroczne standardy) ruszamy w górę. Wspinamy się na „Grzybek”, jak potocznie zwą się pagóry ponad miastem. Nazwę swą zawdzięczają dawnej, bardzo stylowej altanie będącej punktem widokowym, altanie zwanej… niespodzianka „Grzybek”. Popatrzcie na starsze fotografie i pocztówki, ten kto wymyślił nazwę lepiej trafić nie mógł.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z pierwszej rozległej polanki rozpościera się widok na miasto, lecz wystarczy podejść jeszcze kilkadziesiąt metrów do miejsca gdzie ongiś znajdowała się altana by zrozumieć dlaczego wybudowano ją tam a nie niżej. Będąc na Górze Holtei’a – bo tak się nazywa to miejsce – można usiąść pod Milenijnym Krzyżem i przy szczęściu napawać się całkiem solidną panoramą, niekiedy widać Ślężę a może i Karkonosze (potwierdzone dalekie obserwacje!), ale no cóż, mój fart kończył się ledwo ledwo na zarysach Sky Tower, Mostu Rędzińskiego i kominach wrocławskiej elektrociepłowni. A kimże jest sam Holtei? Karol Edward był „człowiekiem renesansu”, poeta, pisarz, aktor i reżyser teatralny przez wiele lat mieszkał w Obornikach, tu też się ożenił a i swoich dziełach często wracał do miasteczka. I cóż… niedaleko szczytu, raptem o rzut kamieniem znajduje się obelisk mu poświęcony, ale do niego nie dotarłem bom gamoń. Nie wiem jak, nie pytajcie 😛

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rzut okiem na Oborniki.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wrocław na horyzoncie.

Ruszając na północ, powolnemu schodzeniu czerwonym szlakiem towarzyszą chyba wszystkie możliwe typy lasu, jest też całkiem fajowy tor zjazdowy dla rowerów, z masą hopków i zapewne z wieloma innymi udogodnieniami, których nazwać nie potrafię 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Niewielki rajd dla rowerzystów.

POPRZEZ POLA I PAGÓRY

Dochodząc do Żytna natrafia się na drugi około-obornicki dąb będący pomnikiem przyrody („Cesarz” był pierwszy, a trzeci zobaczycie niebawem). Przy nim zakręcamy, mijamy boisko piłkarskie i docieramy na skraj lasu. Tam też spotkana para rozkminia, którędy biegnie szlak bo znakowane znika – jako wytrawny piechur co wiele w życiu się już zgubił posiłkuję się wydrukiem mapy oraz apką mapy.cz i uspokajam ich gdzie powinni iść. I sam też tam idę. Cały czas do przodu.

Wychodząc na szerokie pole po raz pierwszy tak dobitnie widać efekty wizyty lodowca sprzed setek tysięcy lat. W czasie najmłodszego ze środkowopolskich zlodowaceń – warciańskiego – lądolód dotarł właśnie w te tereny i cofając się pozostawił stempel w postaci spiętrzonych moren czołowych, stanowiących o pofałdowanym i pagórkowatym charakterze okolicy. Tak, to gościnnym występom skandynawskiego lodowca Wzgórza zawdzięczają dziś swój kształt.

Baloty rozsiane po polach, trawy powoli tracące zielony pigment, chłodny wiatr i coraz niżej wędrujące słońce przypominały, że lato powoli dobiegało końca. Ścieżki na pagórach rozchodzą się we wszystkie strony i tak naprawdę chętnie poszedłbym po kolei w każdym kierunku, jednak zgodnie z mapą pomaszerowałem w  kierunku Kuraszkowa.

KURASZKÓW

Wieś wita przybywających bardzo fajna rysowaną mapą okraszoną mottem „Kuraszków – wieś ludzi z pasją”. I raczej nie ma w tym haśle przesady. Od przeszło 50 lat muzyczne i taneczne tradycje kultywuje kilkupokoleniowy już zespół „Malwa”, Stowarzyszenie Przyjaciół Kuraszkowa „Lipowa Dolina” dba o to by mieszkańcy nie narzekali na nudę i dość cyklicznie organizuje lub pomaga organizować różnego rodzaju imprezy a dwie gry terenowe pomagają bliżej poznać kuraszkowskich pasjonatów a także liznąć trochę historii wsi. A jest co bo można między innymi poznać historię nieistniejącego już ewangelickiego kościoła – co ciekawe w czasie Wojny 30-letniej będącego „kościołem ucieczkowym” pozwalającym na nabożeństwa wiernym z cesarstwa Habsburgów – spalonego przez wojska radzieckie w 1945 roku, zawitać do XIX wiecznego pałacyku, służącego dziś za schronisko młodzieżowe-całkiem odlotowe czy też stanąć w cieniu Dębu Napoleońskiego… a raczej pozostałości po tym co zostało po potężnym drzewie, pod którym wedle legendy pochowanych zostało kilku żołnierzy wracających z napoleońskiej eskapady do Rosji. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Witamy w Kuraszkowie.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dąb Napoleoński po intensywnym strzyżeniu.

Jestem jednak prostym człowiekiem i tym co w Kuraszkowie najbardziej przykuło moją uwagę była miejscowa Akademia, w której zatrzymałem się celem degustacji IPY o doskonałej i akuratnej dla sytuacji nazwie „Święty Spokój” 😀 A czymże jest Akademia Kuraszków? Restauracją? Tak, ale przy tym jeszcze hotelem czy też przede wszystkim pilnowaną przez drewniane wyrośnięte krasnoludy (jak tam dotrzecie to zrozumiecie) stadniną koni i szkołą jeździectwa. Wydaje się, że to całkiem spoko miejsce na weekendową ucieczkę choćby z Wrocławia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Akademia Kuraszków.

Ponad Kuraszkowem wznosi się ciekawy pagór, Gnieździec. Niespełna 226 metrów wysokości, ale ze względu na całkiem solidną wybitność nad okolicą, szerokie odsłonięte zbocza i dość wietrzne warunki jest to idealne miejsca treningów lotniarzy i paralotniarzy. No i po prostu jest to kapitalny punkt widokowy, z wierzchołka, na który dotrzeć można podążając za niebieskim szlakiem widać całkiem niezłą połać Wzgórz. 

SZLAKIEM CZERWONYM

Ruszając dalej z  Gnieźdźca mamy kilka opcji, niebieski szlak odbija na południe, czarny wiedzie prosto na wschód by potem spotkać się z niebieskim a czerwony uderza na północ. Tam też ruszyłem. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Gdzieś dalej ktoś wypalał trawy.

Ten fragment – już niemal do Trzebnicy idealnie nadaje się na rower. Ruch na drodze znikomy to i bez obaw można jechać a i spacer nie jest taki zły kiedy wokół okoliczności przyrody ładne. Pierwszą mijaną wsią Przecławice mogące pochwalić się laurem najmniejszej… miejscowości gminy Oborniki Śląskie. Niegdyś nad wsią górował XIX wieczny neogotycki pałac, dziś jednak próżno szukać jego śladów – podobnie jak wiele podobnych nie przetrwał on spotkania z Armią Czerwoną i pierwszymi latami po II Wojnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Urokliwa droga do Rzepotowic.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Urokliwa droga do Rzepotowic.

Rzepotowice, wiekowa wieś o której pierwsze wzmianki pochodzą już z okolic 1200 roku wyłaniają się powoli zza łagodnego pagórka. Trafiam na pierwsze w okolicy, niewielkie sady, zapowiedź tego co czeka w okolicach Trzebnicy. Centrum wsi stanowi niewielki staw hodowlany, swe początki mający jeszcze w XVIII wieku! Jego rówieśnikami są odbijające się w wodzie zabudowania miejscowego folwarku, monumentalna ceglana stajnia/obora(?) zagarnia cała uwagę tak, że niepozorny kościółek pw. Bożego Ciała  mijam nawet go nie zauważając.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Witojcie w Rzepotowicach.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rzepotowickie pozostałości folwarczne.

Przy skrzyżowaniu ozdobionym starszymi sprzętami jest tablica z różnymi przydatnymi informacjami. W oddali straszy nieczynny już budynek dawnego PGR-u a pusta ławeczka przy niewielkiej kapliczce czeka na kogoś by przysiadł i poczuwał. Dzieciaki na rowerach w niewielkiej grupce coś kombinują, dwóch starszych jegomości w cieniu spożywczaka raczy się zimnym piwkiem, jest spokój. Jest dobrze. 

I jakby tego było mało… to na na pobliskich pagórach znajdziecie winorośle. 3,5ha winorośli. Skąd się tam wzięły? Otóż lat temu kilka dwóch młodych entuzjastów winiarstwa postanowiło ziścić swoje marzenie o własnej winnicy a Wzgórza Trzebnickie nadają się do tego idealnie, co przecież pokazuje historia i ślady winiarstwa już w średniowieczu. I tak od 5 już lat Tomek i Dorian łączą pasję z pracą w Winnicy 55-100 dzieląc się z nami owocami swej pracy… i ja kurde nie miałem zbytnio czasu by się tam zatrzymać 😀 Ale wrócę!

https://www.facebook.com/winnica55100/
Foto: https://www.facebook.com/winnica55100/

Droga do Marcinowa jest już wybitnie rowerowo-friendly (patrząc na baaardzo mały ruch), dla piechura kolejne kilometry asfaltu już takie miłe nie są. Na horyzoncie zaczynają wyrastać wzgórza pokryte jabłkowymi sadami, zadziwia mnie ich ilość. A to tylko przedsmak tego co moim oczom ukazuje się gdy tylko mijam wieś i powoli dochodzę do drogi S5. A… to i tak oczko wodne z porównaniu z sadowymi „molochami” np. w mazowieckim Grójcu. No, ale wróćmy na Wzgórza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Droga do Marcinowa.

Szeroka jak okiem sięgnąć połać pokryta owocowymi drzewami nie może dziwić bo okolice Trzebnicy to chyba największy na Dolnym Śląsku sadowniczy region specjalizujący się głównie w jabłkach, ale i gruszkach, wiśniach, śliwkach czy brzoskwiniach! Okolice Wrocławia cieszą się jednym z najdłuższych w Polsce okresów wegetacji, lessowe gleby są przyjazne uprawom i „tylko” problemy z suszą (i wszystkim co za sobą niesie) potrafią spędzać sen z powiek sadowników. Wiecie, jestem olbrzymim fanem jabłek – ale takim specyficznie wybrednym bo uwielbiam odmiany twarde i słodkie, kręcąc nosem na te bardziej „miękkie” przy jednoczesnym uwielbieniu dla… papierówek, wybitnie przecież kwaskowatych i miękkich – i spacer w pobliżu sadów uzmysłowił mi jak niepełne byłoby życie bez jabłek i wszystkiego co może z nich powstać.

TRZEBNICA

Do miasta dotarłem popołudniem już dość późnym, do pociągu nie miałem dużo czasu więc też na zwiedzanie czasu nie było i z pewnością wrócę by później podzielić się z wami wrażeniami z całego miasta. Jednak jak już się tam jest to warto spróbować odwiedzić choć jedno szczególne miejsce i poznać historię pewnej Świętej. Przenieśmy się trochę w czasie…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Trzebnica.

Gdy na przełomie XII i XIII wieku młoda Jadwiga z Andechs została wydana za mąż za księcia Henryka Brodatego nikt raczej nie spodziewał się, że po latach jej postać będzie wspominana z tak wielkim uznaniem, jej czyny przyczynią się do wyniesienia jej do świętości a jako „kropka nad I” uznana zostanie za patronkę choćby Polski, Śląska, Europy, uchodźców oraz pojednania i pokoju. Zestaw idealny na obecne czasy 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Historia Trzebnicy nierozerwalnie połączona jest z Jadwigą. No bo tak, to za namową księżnej Henryk Brodaty w 1202 roku ufundował pierwszy w Polsce żeński zakon cysterski sprowadzając siostry z odległego Bambergu, dodatkowo to ona wybrała Trzebnicę na miejsce powstania klasztoru. Uwaga i dygresja: de facto były one benedyktynkami, które po kilku latach przyjęły Regułę cysterską… co jest o tyle dla mnie zastanawiające, że czytając o tejże Regule można dojść do wniosku, że oparta jest ona na Regule Św Benedykta. No, a może nie kumam tu czegoś. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widzisz pięć gwiazd w aureoli, myślisz Jan Nepomucen.

Sama księżna religijna była tak wielce, że z pewnością zawstydziłaby niejednego księdza – wiara wiarą, ale nie miała oporów by osobiście nieść pomoc poddanym, stojąc na pierwszej linii w walce z ówczesnymi chorobami – w trzebnickim klasztorze leczono chorych takich nazwijmy tradycyjnych, w ufundowanym przez nią szpitalu w Środzie zmagano się z samym trądem, Szpital Św. Ducha we Wrocławiu niosący pomoc wszelkim potrzebującym również był jej pomysłem. Co zabawne, zawsze chodziła na boso – a chodziła często i daleko, odwiedzając poddanych – i na prośbę męża oraz swojego spowiednika by zaczęła nosić buty uczyniła to i… zaczęto widywać jak przechadza się z butami przewieszonymi przez ramię 😀 Dobra, już zmierzam do końca bo mógłbym pisać jeszcze sporo. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Bazylika i sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy

Jeszcze za życia Jadwigi klasztor przez nią ufundowany stał się mauzoleum Piastów Śląskich i w jego murach pochowano przeszło 20 członków rodu. Tak też było z Jadwigą, która zresztą w klasztorze spędziła ostatnie lata swojego żywota. I to jej życie zaprawdę musiało mocno wpływać na innych bo już dwadzieścia kilka lat po śmierci została wyniesiona do świętości a klasztor od tego czasu uznawany jest za Sanktuarium. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Bazylika i sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy

Jednak co ważne romański klasztor w postaci z XIII wieku praktycznie już nie istnieje, burzliwe dzieje, wojny, katastrofy, ale i jego rozbudowa doprowadziły do wyburzenia starych budynków i to co dziś możemy podziwiać to powstały na romańskim trzonie piękny barokowy kompleks. Jednakowoż gotycka XIII-wieczna kaplica Jadwigi dotrwała naszych czasów w kształcie niemal niezmienionym i jest uznawana za jeden z najlepszych (bo też najlepiej zachowanych) przykładów architektury owych czasów. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Bazylika i sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy

I cóż ja wam powiem, szybkim krokiem ku Bazylice i sanktuarium św. Jadwigi pognałem mając nadzieję na choć szybki spacer po wnętrzach… tyle tylko, że pod murami zorientowałem się, że trwa msza 😀 Nic to, obejście wokół też było spoko, ale zdecydowanie będę musiał wrócić na spokojniejsze odwiedziny.

No, ależ się o Jadwidze rozpisałem. I tu w sumie nie ważne czy wierzymy w Boga, w świętość i te sprawy, bo po prostu, z przekazów wydaje się, że naprawdę była ona władczynią bliską ludziom, dbającą i troszczącą się o nich niezależnie od tego jacy byli. I to chyba jest najważniejsze.

13 myśli na temat “Wzgórza Trzebnickie: czerwonym szlakiem z Obornik Śląskich do Trzebnicy

    1. Taka też byłą 🙂 Tak, ten rok to ponowne odkrywanie swych małych ojczyzn i choć nawet przed covidem sporo po własnej okolicy podróżowałem to teraz skupiam się tylko na niej i to jest świetne, że niemal każdy wypad kończy się odkryciem nowych kapitalnych miejscówek 🙂

      Polubienie

  1. Wydaje mi się, że na DŚ nie ma jakiegoś precyzyjnego określenia na zdobienia. W sumie większość ludzi jest napływowa, więc duży miks językowy jest i nie mamy jakiejś gwary. A Wzgórza Trzebnickie są super!

    Polubienie

  2. W tym roku Kaśką mnie kilka razy namawiała na wypad z Obornik do Trzebnicy, ale jakoś bez efektów. Po tym wpisie widzę, że trzeba się tam wybrać, bo warto. Ale w opcji rower, bo na piechotę mi się nie będzie chciało 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.