Südtirolskie impresje w sosie własnym: Seceda – Alpe di Siusi

10 lipca, Poznań po 17.00. Autobus Sindbada pojawia się z lekkim poślizgiem. Większość pasażerów bez problemu przechodzi ‚odprawę’, jedna osoba zaginęła w WuCe, druga ma problem z biletem – kupiła, ale system miał inne zdanie.  Minuty mijają, oba problemy jakoś zostają rozwiązane, w komplecie ruszamy na południe. Chciałbym powiedzieć, że prewencyjnie zapadłem w 12 godzinny sen po którym rześki skakałbym po dolomickich skałach… ale w Słubicach następuje zamiana autobusów i przesiadka na szczegółowe połączenia we wszystkie kierunki Europy. I z długiego snu nici.

W drugim autobusie trafiam na nowego współpasażera, starszą panią, która jak się okazuje pół roku sprzędza w Katowicach, pół u znajomych w Trentino. Zauroczona włoskim życiem opowiada mi o realiach regionu, polecając masę miejsc o których istnieniu nie miałem pojęcia… i których byłem pewien że podczas tej wyprawy nie odwiedzę – ale w przyszłości, kto wie. Jedyne co na tym etapie denerwowało to ponadprzeciętna ilość postojów na fajeczkę :/ Wraz ze wschodem słońca wjechaliśmy w Alpy, zielone, potężne, skąpane w słońcu – już się mordka cieszyła 🙂

Tuż przed 7 rano dojeżdżamy do mojego celu: Bolzano. Autobus zatrzymuje się tuż przy dworcu autobusowym a ze mną wysiadają całe dwie osoby, reszta jedzie dalej na południe. Z pozostałą dwójką wymieniamy się informacjami co, kto, gdzie i dlaczego po czym każdy rusza w swoją stronę. Na dworcu kupuję najważniejszy świstek papieru całego wyjazdu – Mobil Card, 7 dni wałęsania się autobusami, pociągami (i kilkoma kolejkami górskimi) za 28 euro! Jest niedziela, internetowe rozkłady jazdy mówiły, że autobus na camping jeździ bez problemu, ale zbyt wiele razy człowiek miał przygody, ŻE JEDNAK NIE. Na szczęście tu wszystko zagrało jak należy i po chwili już pędziłem do pierwszego ze swoich noclegów – Camping Moosbauer.

4 gwiazdki, położenie między sadami jabłek, winoroślami, u podnóży strzelistych gór. W środku wszelkie ustrojstwa jakich sobie człowiek zamarzy w tym restauracja z miejscowym piwem i  perspektywa wieczornego finału Mistrzostw Europy pośród samych Niemców i Austriaków, którzy stanowili chyba z 90% campingowiczów. Ziemia pod rozbicie namiotu kamienista, nie dająca się pokonać śledziom, dlatego głownym balastem po rozłożeniu zostaje plecak, tyle kilogramów musi się do czegoś przydać! Jest rano, słońce grzeje, Mobil Card zakupiony, można ruszać w land!

SECEDA

Cel pierwszy: Ortisei. Autobus wspina się wąską drogą a zewsząd człowieka atakują kapitalne widoki, stoki pokryte hektarami wionorośli. Ortisei okazuje się niemałym, miłym miasteczkiem, skąd  miałem zamiar zaatakować wzgórze Secedy. Trwała tam akurat jakaś ‚jodłowana’ impreza, pod wielkim namiotem tłumy ludzi bawiły się przy swojskich dźwiękach. Sam posiłkując się jednak mapą nie bardzo mogłem trafić na początek intersującego mnie szlaku, dlatego o pomoc poradziłem się miejscowych. Sympatyczna pani z wnuczkiem, mimo zupełnej nieznajomosci angielskiego zaparła się że mi  pomoże i przy akompaniamencie setki „Mamma mia!” doprowadziła mnie do początku schodów po minięciu których, rozpoczynało się podejście. W ogóle: południowi tyrolczycy okazali się ludźmi nad wyraz otwartymi i pomocnymi, każdy jeden poproszony o pomoc/poradę/kierunek starał się udzielić jak najmocniej a jeśli sam nie mógł to szukał kogoś innego kto rozwiązałby moje problemy. Dzięki!

Sellagruppe und kwiatki z Ortisei

Do prowadzącej do Secedy drogi Św. Anny dociera się systemem ruchomych schodów. Konkretna ścieżka rozpoczyna się łagodnie i prowadzi wzdłuż niewielkiej rzeczki, po drodze dla strudzonych wędrowców przygotowano szereg hamaków! Po nastu minutach marszu  docieram do najlepiej położonego placu zabaw ever, no kurde, żeby na karuzeli mieć takie widoki!!! Dorośli swój plac napotykają po 30 minutach. Wielka gospoda z olbrzymim polem rekreacyjnym wita  wszystkich spragnionych i takich, którzy chcą się po prostu poopalać w słońcu. Na miejscu piwo z prywatnego minibrowaru, czego chcieć więcej.

Zaraz po minięciu gospody zaczyna się większe podejście. Skały wokół przybierają ciemniejszą barwę. Po ostrym skręcie i obejściu małego wodospadu na chwilę wchodzę na wąską asfaltową drogę,  którą dochodzę do kilku chałup i serii znaków pomagających w rozeznaniu się w swojej sytuacji.

Scieżka z powrotem robi się kamienista, po lewej jej stronie jeśli mamy szczęście możemy trafić  na rodzinę rogaczy, najprawdopodobniej hodowlanych danieli, które spokojnie hasają wśród sosen. Po dojściu do drewnianej bramki wiemy, że jesteśmy w Furnes, 1730 mnpm. Stąd macie dwie możliwości dotarcia na Secedę:
1) na nogach, kolejne 800 metrów wysokości ścieżką dość okrężną i czasochłonną,
2) kolejką, która w 5 minut wwozi na szczyt. 11 euro w jedną, 19 w dwie strony.
Jako, że miałem jeszcze kilka celów tego dnia wybrałem opcję drugą, choć przy wolnym dniu niechybnie powoli wspinałbym się zboczem. W kolejce tłumów brak, razem ze mną dwie koreanki i amerykanka. Na szczycie każdy każdemu strzela serię zdjęć po czy można już rozkoszować się naturą.

Tuż przy Secedzie postrzępione szczyty Furchetty i Sass Rigais rozpoczynają ciągnące się wiele kilometrów pasmo Odle. Widok wystrzelonych, niemalże zatrzymanych w czasie skał robi piorunujące wrażenie. Same finałowe podejście pod Secedę doskonale ilustruje ewolucję gór, warstwy skał niczym pierścienie drzew układają się w historyczną układankę. Schodząc w dół doliny dojść można do Col Raiser, kolejki prowadzącej do miasteczka St. Christina.

Zostaję jednak na górze, korzystając z huśtawek, które ktoś mądry tam ulokował. Mam stamtąd panoramę w której jest wszystko: Odle, zaczątek masywu Puez, zbitą i poteżną Sellagruppe oraz wybijający się szczyt Sassolungo po prawej. Niedaleko huśtawek ciekawostka – blaszany okręg, odwzorujący otaczający krajobraz, każdy szczyt (z podaniem jego wysokości) oraz odległościami do europejskich stolic. Dodatkowo wystarczy wyjść z okręgu i spojrzeć na północ – przy dobrej widoczności Alpy mamy w pełnej okazałości 🙂

Juppi!

Po chwili słyszę „Hey, can you take us a photo?” z bardzo znanym akcentem. Robiąc zdjęcie pytam „Where are you from?” no i reszty możecie się domyślić. Krakowska para kończyła właśnie swój tygodniowy pobyt we Włoszech i na rowerach ‚w ramach rekreacji’ zdobyli Secedę, na samą myśl o podjeździe rozbolały mnie nogi 😀 Patrzę na zegarek, pora się zbierać. Czasu jeszcze dużo, ale w planach jeszcze Schlern i hale pod nim. Przyśpieszonym tempem zaczynam powrót wzdłuż grani dochodząc do Rifugio Curona, po którym czeka GRUBE zejście. Najpierw wzdłuż samych skał, które po chwili zaczynają ustępować krzewom i drzewom.

ALPE DI SIUSI

W Ortisei, tudzież St. Ulrich – wszak większość nazw własnych w Południowym Tyrolu występuje tak w niemieckim, włoskim jak i ladyńskim języku – jestem po prawie dwóch godzinach. Autobus do Siusi podjeżdża niepostrzeżenie, w ostatniej chwili włączając numer kursu. Po kilkunastu minutach docieram na miejsce, skąd kolejną dziś kolejką podjeżdżam do Compatsch/Castelrotto. Z kabiny gondoli spoglądam na drogę poniżej, pełną ‚bezgrołów’ z 15 etapu Giro d’Italia, czasówki w której Rafał Majka zajął 10 miejsce.

Co mnie przygnało do Castelrotto? Dwie rzeczy:
1) potężny masyw Schlerna, schowany akurat w chmurach które nadały mu złowieszczego wyglądu. Charakterystycny płaski kształt z wybijającym się osobnym szczytem Santner jest jedną z największych wizytówek regionu.
2) Seiser Alm/Alpe di Siusi – największa wysokogórska hala Europy. Zamknięty pomiędzy Schlernem a Sassolungo płaskowyż ciągnie się po horyzont, tysiące pełników europejskich wygrzewa się w ostatkach słońca. A nadchodzące chmury zwiastują rychłe kłopoty.

Kręcę się jeszcze chwilę po czym decyduję o powrocie do Bolzano. Zwiedzanie miasta zostawiam na później, kierując się instynktem przetrwania, BYŁEM GŁODNY. Na Piazza Walther trafiam do pierwszej z brzegu restauracji… Walther’s. Pszeniczniak plus deska serów, tona szpeku z chrzanem i bułka każdego chyba rodzaju, żołądek się raduje. Przy wydawaniu rachunku okazuje się, że szef kuchni to w iluś tam procentach Polak. Naprawdę nieźle wypowiedziane „Mój dziadek Głowacki, walczył w wojnie” zaskakuje mnie mocno.

Najedzony wracam na camping. Dość zmęczony już, ale przecież jeszcze jedna rzecz czeka: finał ME w nodze. Połowa gości już piwkowała przed wielkim telebimem, sam uzbrojony w ciemnego Bozenera dosiadam do austriackiej rodziny. Mecz jak się skończył każdy wie, najciekawsze było obserwowanie reakcji ludzi wokół. Dzieciaki płakały jak Cristiano schodził, starsi lekko się podśmiechywali. Im dalej jednak w mecz, tym bardziej narastała frustracja grą Francuzów a rosła sympatia dla Portugalii. W czasie dogrywki już większość z nas dopingowała Ronaldo i jego kumplom 🙂

Wraz z ostatnim gwizdkiem zaczęło padać. Z nadzieją, że to tylko nocny ewenement poszedłem spać…

To był dobry dzień.

INFO PRZYDATNE BARDZIEJ:

Wjazdy na Secedę oraz hale pod Schlernem były jedynymi dodatkowo opłacanymi przeze mnie udogodnieniami całego wyjazdu, za resztę zapłacisz Mobil Card 😉 Tak więc jeśli będziecie mieli dużo więcej czasu ode mnie możecie zaliczyć oba miejsca z buta nie tracąc ani eurocenta a zyskując tonę obłędnych krajobrazów… no i troszkę więcej bóli stawów. Kolejka na Secedę kosztuje 11 euro, gondola na Alpe di Siusi do Castelrotto to koszt 16 euro w dwie strony.

Do Ortisei bezpośrednio z Bolzano dostaniemy się busami nr 170 oraz 350. Oba zatrzymują się w centralnym punkcie miasteczka, Placu Św. Antoniego. 170 jedzie ok. 70 minut, 350 mieści się w 55.

Z Ortisei do Siusi jeździ 170, którą mogliśmy jechać już wcześniej. Ostatni kurs startuje koło 18.00. Powrót do Bolzano to kolejny kurs naszą ulubioną już 170, obie jazdy – do i z Siusi trwają 35 minut.

http://www.sii.bz.it/en – tutaj można znaleźć wszystkie połączenia autobusowe i kolejowe w regionie, strona bardzo przydatna.

http://www.moosbauer.com/de – strona campingu Moosbauer z wszelkimi potrzebnymi informacjami. Dla waszej wiedzy, był to najtańszy nocleg jaki znalazłem w całej stolicy  – 18 euro :v

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.