Wokół Leszna nie zawsze reprezentacyjnym szlakiem dworsko-sakralnym. Cz.2

Tym razem ruszamy na południe od Leszna gdzie zobaczymy jaki los mógłby spotkać te wszystkie zadbane dziś pałace, gdyby miały one mniej szczęścia do ludzi…

CHRÓŚCINA

Kiedy 2 miesiące po rozpoczęciu lockdownu przekraczałem Rów Polski i symboliczną granicę między województwem wielkopolskim i dolnośląskim czułem niewysłowioną radość. To niby nic, kilkanaście kilometrów rowerem z Leszna, ale jednak po narzuceniu sobie dość srogiego rygoru wyjazdowego nawet chwilowe postawienie nogi w dolnośląskim było mi potrzebne. Bo wiecie, choć pochodzę i mieszkam w Wielkopolsce to i na Dolnym Śląsku (a w ukochanych Sudetach to już w ogóle) zdecydowanie czuję się jak w domu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dom i dom.

Chróścinę na cel tej przejażdżki wybrałem dość przypadkowo, w sumie w ogóle jej nie wybrałem – pewnego dnia postanowiłem po robocie pojechać na maksa na południe tak by jeszcze przed zachodem słońca wrócić do Leszna. No i tak jakoś wyszło.

Dojeżdżając popołudniem na miejsce nie sposób nie zachwycić się widokiem na wieś i górujący nad nią kościół na niewielkim pagórku, na długie cienie kładące się na okolicznych polach, ciepłe barwy tej pory dnia… Czasami jednak te iście romantyczne uniesienia mogą zostać przerwane przez smrodek z pobliskiej ubojni… 😛

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Chróścińskie impresje.

Jadąc od strony Leszna pokonuje się trasę dawnej linii kolejowej łączącej Leszno z dolnośląskim Krzelowem. Trasa, będąca dzieckiem powstałej w przededniu wybuchu I Wojny Światowej spółki Leszczyńsko – Górowsko – Ścinawska Kolej Mała w swej pierwotnej postaci nie przerwała zbyt długo. W czasie walk Powstania Wielkopolskiego wysadzono most kolejowy na jego początkowym odcinku i pozostałości po owym moście (oraz sąsiednim wiadukcie) można zobaczyć zbliżając się do Chróściny, w sąsiedniej wsi Laskowej. Mostu nigdy nie odbudowano przez co odcinek leszczyński działał ledwo kilka lat. Do dziś w mieście znajduje się jednak pozostałość po linii, budynek początkowej stacji Leszno Dworzec Mały.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pozostałość po wiadukcie kolejowym w Laskowej.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Stacja Leszno Dworzec Mały, której kariera nie była zbyt długa.

Wróćmy do Chróściny. Wieś ma dość długawy rodowód bo pierwsze o niej wzmianki pojawiają się już w XIII wieku. Z kolei kościół, który widzimy już z daleka, pw. Św. Michała Archanioła swe początki ma w 1483 roku. Na przestrzeni lat czekało go wiele remontów, jego gotycki rodowód jest jednak niezaprzeczalny i imponujący, nawet jeśli wysoka wieża ma dopiero 100 lat, bo tyle też minęło od uderzenia pioruna, zawalenia się jej fragmentów i ponownej odbudowy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Chróściński kościół.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Chróściński kościół.

Z początku protestancki, przez dłuższy czas we własności zakonu klarysek z Głogowa, dziś jest świątynią katolicką. Spacerując wokół uwagę zwraca lapidarium i zbiór wiekowych płyt nagrobnych, w dużej mierze niemieckojęzycznych (wszak od połowy XVIII wieku Chróścina mieściła się w granicach Prus). Nie wszystkie płyty dają się odczytać, jednak wystarczy popatrzeć na zdobienia by wyczytać szczegóły, takie np. dębowe liście i żołędzie towarzyszące pochówkom żołnierzy (bardzo często walczącym w wojnie prusko-francuskiej).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ciekawe jaka historią kryje się za tym nagrobkiem?
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Sądząc po dekoracjach jest to grób weterana, najpewniej wojny prusko-francuskiej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Chróścinie znajdziemy również pałac. A raczej to co z niego zostało. I raczej nie znajdziemy, przynajmniej latem kiedy to dojście do pozostałości po posiadłości jest praktycznie mało możliwe. Drzewa gęsto otaczają ruiny barokowego dworu, którego fragmenty murów z ledwością wystają ponad korony drzew. Wybudowany w XVII wieku, kilkukrotnie rozbudowywany w końcu po II WŚ trafił w ręce PGR-u, który delikatnie mówiąc zbytnio się posiadłością nie opiekował a i późniejsze lata również nie były łatwe. Dziś budowla jak i towarzyszący jej folwark straszą, wszędzie widać tablice o terenie prywatnym i możliwości zawalenia się… Cóż, szkoda, że chyba tylko na tyle można liczyć… Inna rzecz, że sposobem na „zieleninę” powinna być wizyta na zimę, kiedy opadną liście, wtedy cosik (nie tylko tutaj) powinno być widać.

No... to latem widać tyle. Chyba, że ktoś chce się bawić w Indianę Jonesa i przebić przez tę zieleninę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pozostałości po folwarku.

O Chróścinie krąży wiele legend a najgłośniejsze łączą wieś z postacią Napoleona. Otóż ponoć w takcie marszu na Moskwę wojska francusko-polskie zawitały do wsi a kawalerzyści na odpoczynek upatrzyli sobie niewielki potok w cieniu miejscowych lip. Gdy pod koniec kampanii wracający na tarczy żołnierze ponownie zawitali do Chróściny lip już nie było. Co się z nimi stało nie wiadomo, lecz z rozkazu samego wodza zasadzono alejkę nowych drzew. A Mały Kapral miał ponoć słabość do odpoczynku pod miejscowym dębem… I cóż, tak dębu i jak i lipowej alejki zbytnio nie da się dziś namierzyć, ale ponoć w opowieściach starszych mieszkańców wsi da się usłyszeć, że ongiś takie we wsi się znajdowały… Ile w tym prawdy już się nie dowiemy, ale fakt faktem powiedzieć komuś, że „pod tym i tym drzewem Napoleon przyciął komara” brzmi nieźle.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Czy gdzieś tu w okolicy odpoczywał Napoleon?

GLINKA

Do Glinki jechałem przede wszystkim w celu zobaczenia pałacu (który kto wie jak długo jeszcze postoi) a wyjechałem zachwycony tamtejszym gotyckim kościołem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół w Glicne.

Glinkę i Chróścinę dzielą niespełna 4 kilometry dlatego odwiedzając jedne warto i zaglądnąć do drugiego. Niewielka wieś przyciąga chwytliwe brzmiącym „Pałacem Samobójców”. To wybudowana dla rodziny Zobeltitzów barokowa posiadłość z XVIII wieku, dla której los był łaskawy i oszczędził wojennych zniszczeń w obu wielkich konfliktach XX wieku. Po wojnach mieściło się weń przedszkole, żłobek, mieszkania i biura dla pracowników PGR-ów… Nadchodzą jednak zmiany ustrojowe, PGR ostaje zlikwidowany, obiekt powoli pustoszeje… Opiekująca się obiektem Agencja Nieruchomości Rolnych wydzierżawia pałac na dekadę lecz po kilku tylko latach okazuje się, że dzierżawca absolutnie nie dba o majątek, którego stan bardzo szybko staje się zły… Po sądowych bataliach pałac wraca w ręce ANR, która od jakiegoś czasu bezskutecznie stara się sprzedać nieruchomość… Wizyta tam uświadomiła mi dlaczego: stan posiadłości jest dość tragiczny, choć kuta brama zwieńczona sobolem robi kapitalne wrażenie.

Pałac w Glince.
Pałac w Glince.
Sobol na bramie.
Herb rodziny von Zobeltitz.
Herb rodziny von Zobeltitz.

A dlaczego „Pałac Samobójców”? Otóż powiada się, iż posiadłość wzniesiono na dawnym nieformalnym cmentarzu dla samobójców. I jakaś tajemnicza siła w następnych dziesięcioleciach ciągnęła kolejnych samobójców do przypałacowego parku, gdzie przewieszali liny na gałęziach drzew i odbierali sobie życie. Z każdą śmiercią wycinano kolejne drzewa a z gałęzi strugano krzyże dla nieszczęśników… Ile w tym prawdy, kto wie?

Niemalże po sąsiedzku znajdziecie gotycki kościół pw. Św, Marcina. Piękny XV wieczny budynek o klasycznych kształtach mnie zachwycił, mała świątynia, ale korzystająca z najlepszych wzorców. Wokół wiele niemieckojęzycznych grobów a także płyty nagrobne rodziny von Stoschów, przez co doszedłem do wniosku, że kiedyś musiał być to zbór ewangelicki. Zaglądam do środka, dwie sprzątaczki niechętnie patrzą na aparat i proszą o nie robienie zdjęć.

Spoko. Rozmawiamy chwilę o okolicznych pałacach i kościołach, proponują bym udał się do Witoszyc, gdzie niegdyś wznosił się inny ewangelicki kościół…

WITOSZYCE

…a dziś w jego miejscu znajduje się plac zabaw i „miejsca rekreacyjne”. Wzniesiony w 1766 szachulcowy kościół był jedną z większych ewangelickich świątyń na tych ziemiach i dotrwał do końca II Wojny Światowej. Niemieccy mieszkańcy opuścili te ziemie a wraz z nimi odeszła większość wiernych zboru. I nie wiadomo nawet kiedy, ale bardzo szybko po wojnie wyburzono budynek wraz z dzwonnicą, po których dziś niemalże nie ma śladów – widać jedynie fundamenty po wieży…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Miejsce gdzie ongiś kościół się znajdował.
Kartka na 150 lecie kościoła. Żródło: https://polska-org.pl/5752448,foto.html?idEntity=509634

Pomnik żołnierzy z Witoszyc i pobliskich wsi poległych w I Wojnie Światowej, który znajdował się tuż obok również nie doczekał dzisiejszych czasów. Ostał się tylko cokół, a i napisy na nim się znajdujące (w tym najpewniej nazwiska poległych) są dziś już nieczytelne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pozostałość po pomniku.

CZERNINA

Odwiedziny w takich miejscach nie należą do przyjemnych bo historia czernińskiego zamku do przyjemnych nie należy… na w każdy razie ostatnie rozdziały tej historii.

Wieś o której pierwsze wzmianki jako dobrach kościelnych pochodzą już z XIV wieku, w połowie owego stulecia znalazła się w rękach rodu von der Czirne. Pod ich panowaniem zaczyna się budowa zamku – odpowiedzialny za to Jan znany powinien być wam m.in. tym, że ufundował również zamek w Rydzynie. A jeśli na nazwisko von der Czirne coś wam dzwoni, ale nie wiecie w której parafii to śpieszę z wyjaśnieniami – to ta sama familia, której niesławny członek Hayn, ze swego zamku Niesytno terroryzował śląskich kupców.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek w Rydzynie obecnie.

Sprintem wróćmy do Czerniny. Mijają lata, zmieniają się właściciele wsi, z rąk von Czirnów przechodzi do von Lebelów, von Dohnów, w 1515 roku król Władysław Jagiellończyk nadaje jej przywileje lokacyjne a pod rządami następnych właścicieli von Stoschów wieś erygowana zostaje do rangi miasta! Następuje rozkwit świeżej miejscowości, zamek zostaje rozbudowany, powstałe budynki idealnie wpasowują się ówczesny „miejski szablon”, wzniesione zostają miejskie mury z trzema bramami, powstają cechy rzemieślnicze…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Witajcie w Czerninie.

Idylla trwa sto lat, XVII wiek przynosi szereg nieszczęść. Pierwsza to wojna trzydziestoletnia, wypłaty licznych kontrybucji wojskom szwedzkim czy dragonom Liechtensteina, rabunki plonów, plądrowanie przez nich miasta przez wojska tak duńskie, szwedzkie i cesarskie. Do tego dochodzi epidemia ospy a jeśli komuś jest mało to przytrafia się i zaraza bydła. Kolejne lata nie zwalniają z wystawianiem miasta na próbę, wojna siedmioletnia przynosi kolejne zniszczenia. I i II Wojna Światowa przetacza się przez te ziemie z impetem. Zamek jednak wciąż trwa w znacznej mierze nienaruszony, co więcej po drodze w wieku XVIII zostaje przebudowany na modłę barokową i w takiej postaci w styczniu 1945 roku stają przed nim żołnierze Armii Czerwonej…

Zamek/Pałac w Czerninie
Mniej więcej tak zamek/pałac prezentował się pod koniec wojny. Źródło: http://www.zamki.pl
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
A tak już paręnaście lat później.

Dlaczego wam o tym wszystkim piszę? No proste, zobaczcie  ile w tych latach Czerniny dosięgnęło konfliktów, nieszczęść, katastrof. Nieźle, prawda? Nawet same działanie wojenne II Wojny Światowej nie czynią posiadłości wielkich szkód. No to wielka pora by na arenę weszła powojenna rzeczywistość: pałac zostaje upaństwowiony, żołnierze wywożą gro jego wnętrz a nie zabezpieczony, nie zarządzany i nie użytkowany obiekt w kilka lat zmienia się w totalną ruinę, szaber na wielką skalę robi swoje, władza patrzy, ale nie kiwa nawet palcem, ba zdaje się, że wręcz przymyka oko! Wuala, nie trzeba wojen by w krótkim czasie wspaniały zamek/pałac doprowadzić do stanu tragicznego…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek/pałac w Czerninie dziś. Przykry widok.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek/pałac w Czerninie dziś. Przykry widok.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek/pałac w Czerninie dziś. Przykry widok.

To niebywałe, bo prezentował się naprawdę okazale i nawet przebudowa w barokowym stylu nie pozbawiała posiadłości imponujących gabarytów i warownej postury. Oglądanie powojennych zdjęć i stopniowej degradacji smuci wielce. Ściany, które ledwo stoją i z każdym rokiem jest ich coraz mniej, zaniedbana fosa, wnętrza zarośnięte gdzie się da… Z lekkim niepokojem przedarłem się przez chaszcze by zobaczyć jak wygląda w środku.  Przykry widok. W sumie to chyba trzeba tylko czekać na zawalenie kolejnej ściany i finalną decyzję o „wysprzątaniu” tego bałaganu…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek/pałac w Czerninie dziś. Przykry widok.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zapraszam do środka…
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek/pałac w Czerninie dziś. Przykry widok.

Jest też jednak w Czerninie pewne niewielkie źródło nadziei a znajdziecie je w wieży dawnego kościoła ewangelickiego, sąsiadującej z ruinami zamku. Pierwsi mieszkańcy wyznanie ewangelickie przyjęli w połowie XVI wieku, w kolejnym stuleciu miasto dosięgnęła wojna 30-letnia niosąca za sobą „odwiedziny” wojsk tak sprzyjającym reformatorom jak i tych nie bardzo. Stabilizację przyniósł wiek XVIII, katolicy i ewangelicy żyli obok siebie a w mieście wybudowano ewangelicki kościół. Nie dotrwał on jednak dnia dzisiejszego, gdyż ponieważ poważnie ucierpiał w czasie II Wojny Światowej, z której przetrwała tylko wieża. Wieża, której zaczął grozić los podobny do zamku, przez lata coraz bardziej podupadała „na zdrowiu”. Jednakowoż dość niedawno, przy wsparciu funduszy z Unii Europejskiej udało się przeprowadzić całkiem zacną renowację, co więcej, na wieży otwarto taras widokowy! O dość specyficznych godzinach jej otarcia przeczytacie na komunikacie poniżej:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Czernińska wieża.

No, da się? Da się!

Trochę na przekór tuż obok dumnie stoi kościół pw. Św. Wawrzyńca. Katolicka gotycka świątynia z początku XV wieku, kilkukrotnie remontowana może zachwycić bogatymi zdobieniami z czasów jej budowy, w tym drewnianym ołtarzem-pentaptykiem z XV wieku czy płytami nagrobnymi właścicieli miasta z wieków późniejszych. Burzliwy los miasta nie oszczędził jednak i tego kościoła, w czasie Wojny 30-letniej wielkich szkód dokonali weń Szwedzi, którzy zniszczyli organy jak i rozgrabili grobowiec nie szczędząc ciał zmarłych…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół pw. Św. Wawrzyńca widziany spod ruin zamku/pałacu.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół pw. Św. Wawrzyńca

Poświęcając jeszcze chwilę ewangelickiej przeszłości Czerniny warto przespacerować się na tamtejszy cmentarz. Istniejąca już w XVIII wieku nekropolia czynna była do końca II Wojny Światowej, kiedy to większość ewangelickich mieszkańców miasta opuściła je. Na szerokim polu, którego gro zajmuje obecnie cmentarz katolicki, przy niewielkiej kapliczce zgromadzono ocalałe płyty nagrobne, epitafia, rzeźby. W oczy od razu rzuca się pomnik poświęcony poległym w I Wojnie Światowej. Jego autorem jest pochodzący z Czerniny Paul Schulz, mało pamiętany dziś rzeźbiarz, którego życie poprowadziło przez pół Europy i konserwatoria największych (Christian Behrens czy Auguste Rodin). 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pomnik ofiar I Wojny Światowej.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Rzeźby skryte w zieleni.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pamięć…
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Z widokiem na kaplicę oraz cmentarz rzymskokatolicki.

JABŁONNA

Do Jabłonnej jechałem z nadzieją, wszak i tam znajduje się pałac czekający na ratunek. A, że ostatnio nawet głośno było o mieszkańcach, którzy we własne ręce chcieli wziąć sprawę jego renowacji to nadzieja była realna. Jednak po przybyciu na miejsce zorientowałem się, że sprawa jest raczej nieaktualna a przyszłość posiadłości rysuje się w ciemnych barwach…

Jabłonna to niewielka wieś oddalona od Leszna jest niespełna 19 kilometrów, które można pokonać pierw ścieżką rowerową do Rydzyny a potem lasem po przecięciu „S Piątki”. Tam to zbaczając nieznacznie ze ścieżki można trafić na opuszczone gospodarstwo, zrujnowany dom i sporawą oborę. Dom w głębi lasu normalnie 😛

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jadąc taką ścieżką miłą dociera się do domu na krańcu lasu.

Przejeżdżając przez wieś da się zauważyć wiele starszych gospodarstw, najstarsze z XIX wieku! I to w całkiem dobrym stanie. Warto zatrzymać się przy kościółku pw. Św. Mikołaja, niewielkiej świątyni otoczonej cmentarzem. Na ścianach świątyni znajdują się płyty nagrobne dawnych właścicieli wsi, w tym znanego z Czerniny Georga von Stoscha.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zwykłe niezwykłości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
A to płyta nagrobna innego włodarza wsi, Fryderyka Niesemeischela (z Rojęczyna).

Sam pałac schowany jest kilkadziesiąt metrów dalej, latem otaczający park zakrywa go na tyle, że gdyby nie brama ozdobiona herbami właścicieli to można by mieć problem z dostrzeżeniem go z ulicy. Kartusz rodziny von Lösch udało mi się rozszyfrować, drugi najpewniej familii, z której pochodziła wybranka ówczesnego właściciela majątku (Joachima seniora) nie dał się odszyfrować. Eklektyczną posiadłość wybudowano w 1901 roku a von Löschowie zarządzali nią do końca II Wojny Światowej. Po wojnie tradycyjnie przekształcenie na mieszkania i biura PGR-u, szkoła 4 letnia. Jakoś się kręciło, ale z każdym rokiem lokatorów ubywało… a wraz z nimi cennych „bebechów” pałacu. Szkoła również przeniosła się w inne miejsce i stało się to co zawsze dzieje się z opustoszałymi nagle posiadłościami. Nic. Wielkie nic. Pozostawiony sobie, bez opieki powoli niszczał, tak budynek jak i okalający go park z dość wiekowymi pięknymi drzewami… Co jakiś czas mimo coraz gorszego stanu dało się w internetach zobaczyć jakiś ciekawy urbex z tego miejsca… Wtem buchnęła informacja, że miejscowi mają dość, zaczęto szukać inwestora, który tchnąłby w to miejsce nowe życie… I cóż wam powiem, teren ogrodzony siatką, drzwi i okna zabite dechami oraz  tabliczki „obiekt przeznaczony do rozbiórki” na każdej ścianie dość dobitnie świadczą o tym, że misja się nie powiodła.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tak jak herb rodziny von Losch da się łatwo rozpoznać tak tu nie znalazłem odpowiedzi.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pałac zabity. Płytami i nie tylko.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Herb rodziny von Losch.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tyle było z prób ratowania…
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jak jeszcze niedawno można było słyszeć o urbeksie w ruinach tak dziś już jest to niemożliwe.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wieżyczka przez lata walczyła dzielnie…

No, ale przynajmniej budynki folwarczne mogą mówić o większej dozie szczęścia, do dziś częściowo zamieszkane i w dużej mierze użytkowane nie mają się czego obawiać. Chyba.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Przypałacowy folwark…
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
…jest całkiem spory.

LIGOTA

No dobra, mam nadzieję, że wytrzymacie jeszcze jedną, niewielką dawkę dość mało optymistycznych wieści z pałacowego placu boju. Jadąc dalej, do Ligoty, wiedziałem, że muszę mieć się na baczności, gdyż tamtejsze ruiny zamieszkane miały być przez bezdomnego z naroślą na twarzy. Huh.

Palac_w_Ligocie_Ligota_7520825

Gdy w 1869 roku Konrad von Roeder wraz z małżonką oczekiwali zakończenia budowy posiadłości po ich głowach z pewnością nie krążyły wizje tak przykrego końca pałacu. Bardzo ładny budynek określany przez mądrzejszych ode mnie na angielski neogotyk z diablo klimatycznymi ryzalitami dość bezboleśnie przetrwał obie wojny, po których oczywiście trafił w ręce państwa, a jego wnętrza posłużyły za biura PGR-u i mieszkania. I jak długo Państwowe Gospodarstwo Rolne miało na posiadłość baczenie tak długo można było mówić o jego spokoju. Z czasem jednak mieszkańcy otrzymywali oferty wyprowadzenia się na inne tereny a sam PGR zlikwidowano… Nie potrzeba było wiele czasu by wszystko co miało jakąś wartość stamtąd po prostu „wymieciono” – a sądząc po bardzo fajnym zewnętrznym wyglądzie to i środek musiał nieźle się prezentować 😦 O degradacji i obojętności w ratowaniu pałacu usłyszałem od trochę starszego ode mnie pszczelarza, który niedaleko pałacu ma ule i za dzieciaka często bawił się koło posiadłości. I jak wspominał każde kolejne jego wakacje tam spędzane ukazywały coraz to większe szkody… Jak w większości podobnych miejsc krajobrazowy park wymknął się spod kontroli i krzewy + drzewka obrosły co się dało, w tym i wzniesiony w 1872 roku dom stangreta.

Wracając do zamieszkującego pałac bezdomnego. Nie wiem czy jeszcze w ogóle żyje, z pszczelarzem nie poruszaliśmy tego tematu, ale wystarczyło, że zbliżyłem się do otwartych drzwi by chęć do wejścia do środka przeszła, straszny odór i burdel w środku odstraszyłby chyba każdego. C

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Człowieka z naroślą na nosie nie było, były za to boćki.

Ech, tego dnia naprawdę trochę się zmęczyłem, nie fizycznie, ale bardziej tak „w środku”. Zadawałem sobie pytanie co takiego jest w człowieku, że potrafi doprowadzić budynki do takiego stanu, co sprawia, że uważamy, że możemy sobie od tak, zniszczyć dzieło życia kogoś innego… Co sprawia, że ci którzy – wydaje mi się – powinni takimi obiektami się zaopiekować odwracają wzrok…

Kolejne wyjazdy zaprowadzą mnie w miejsca gdzie z pewnością nie znajdę odpowiedzi na te pytania a wręcz pojawią się nowe, uda się też jednak zawitać tam gdzie los okazał się łaskawy, gdzie nadzieja trwa i ma się dobrze. Stay tuned!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.