Jesienne Sudety: od Krzyżnej Góry po Skalny Stół

Karkonosze to najwyższe pasmo Sudetów i pierwsze góry, w które za dzieciaka jeździłem z zieloną szkołą. Mam do nich niesamowity sentyment, ba kocham je miłością bezwarunkową! Dlatego gdy po okresie aury cokolwiek wątpliwej przyszło kilkudniowe okno pogodowe nie wahałem się nawet chwilę i wybrałem się na wycieczkę: z widokiem „na Karkonosze” oraz „z Karkonoszy”. W jesiennym klimacie był to strzał w dziesiątkę.

P1016120 (Kopiowanie).jpg
No cześć!

Zresztą, jesień a w szczególności październik jest – wedle mnie przynajmniej – jednym z najlepszych okresów do górskich wypraw. Drzewa, trawy i krzewy mienią się feerią barw, od wciąż obecnej zieleni przez żółcie, pomarańcze po czerwienie. Tworzy to jedyny w swoim rodzaju spektakl, w górach chyba jeszcze bardziej imponujący niż na nizinach.

P1016143 (Kopiowanie).jpg
Jesienny Sokolik Duży w barwach coraz bardziej żółtych.

By nie iść na łatwiznę wykoncypowałem sobie, że wędrówkę zrobię sobie dłuższą i Karkonosze będą li tylko wisienką na torcie. Dlatego też marsz rozpoczyna się w Trzcińsku skąd do przejścia jest kawałek Gór SokolichRudaw Janowickich, obowiązkowe odwiedziny na Krzyżnej Górze, naleśniki w schronisku „Szwajcarka”, nieznany mi wcześniej pagór Brzeźnika z kapitalnym widokiem na Kowary i dopiero potem marsz przez Przełęcz Okraj na Skaly Stół skąd Śnieżkę ma się jak na dłoni. Szlak rozłożyłem sobie na dwa dni – co powodowane było dość późnym pociągiem – lecz myślę, że da się go ogarnąć i w jeden dzień, choć to raczej na przełomie wiosny i lata gdy dni zdecydowanie dają szansę na dłuższe wędrówki…

P1016308 (Kopiowanie).jpg
Wędrując ku jesieni.

Dzień I. Trzcińsko-Schronisko „Szwajcarka”-Krzyżna Góra-Karpniki-Brzeźnik-Kowary

17km, 5h, Suma podejść: 573 m, Suma zejść: 490 m

Bez tytułu

Trzcińsko, wieś leżąca niespełna 20 kilometrów na wschód od Jeleniej Góry, to wraz z Wałbrzychem moje ulubione miejsce przesiadkowe w drodze ku Sudetom. Wioska przytulona do dwóch charakterystycznych szczytów zwanych tu i ówdzie „piersiami Bardotki/Lollobrygidy” to brama do najbardziej na zachód wysuniętych fragmentów Rudaw Janowickich w tym masywu Gór Sokolich, do którgo zaliczają się wspomniane wcześniej szczyty.

P1016073 (Kopiowanie).jpg

Nie są to góry rozległe czy wysokie, lecz wielokrotnie już pokazywałem, że nie w takich kategoriach należy szukać ich zalet. Po pierwsze primo chodzi o nagromadzenie niezliczonej ilości skalnych cudów – od pojedynczych ostańców po niewielkie skalne miasta. Mnogość granitowych skał już dawno temu przyciągnęła tam zapaleńców wspinaczki windując Rudawy na jedno z ważniejszych miejsc szkoleniowych w kraju, wystarczy wspomnieć, że trenowało tam gro polskich himalaistów czy taterników a na tamtejszych drogach swoje przygody ze skałkami zaczynała Wanda Rutkiewicz. Drugie primo to punkty widokowe, wielce odlotowe. Tak pysznych krajobrazów jak np. z „cycuchów” to ze świecą szukać, można poczuć się „jak dron”.

P1016122 (Kopiowanie).jpg
Takie tam widoczki 😉

Zaczynamy więc we wspomnianym Trzcińsku, dokąd bez problemu dojechać można pociągami z Wrocławia, tak TLK, PolGERIO jak i Kolejami Dolnośląskimi. Niemal zaraz po wyjściu z ciuchci naszym oczom ukazuje się Sokolik Duży, jeden ze wspomnianych „cycuchów”, w jesiennych barwach bojowych niesamowicie fotogeniczny. Ze wsi w góry prowadzi niebieski szlak, choć jeszcze niedawno sprawa wyglądała inaczej – po przekroczeniu mostu nad Bobrem (swoją drogą to co wyrabia roślinność tej rzeki to cud miód!) do wyboru były szlaki niebieski (w prawo w las) oraz żółty (w lewo przez wioskę). Doszło jednak do przemeblowania i dawny niebieski został zlikwidowany/przeniesiony zajmując przeto miejsce żółtego, którego na obecnych mapach już nie uświadczymy 🙂 Takie kombinacje.

P1016081 (Kopiowanie).jpg
Szlaki mogą być zmieniane, ale Sokolik Duźy ciągle na miejscu i nieustannie zachwyca 🙂

Schronisko PTTK „Szwajcarka”

Droga nie jest ciężka, pierw przez wioskę po asflacie a następnie na granicy lasu ścieżynką by w końcu już troszkę depnąć w górę w samym lesie. Po raptem 40-50 minutach docieramy do jedynego w swoim rodzaju miejsca, schroniska PTTK „Szwajcarka”, jako żywo przywodzącego na myśl tyrolskie chaty z Alp. I jest to jak najbardziej dobre skojarzenie bo przybytek powstał z nakazu księcia na Karpnikach Wilhelma von Hohenzollerna, którego żona pochodziła ze Szwajcarii. Od tamtego czasu – a mówimy o początku XIX wieku – chata cieszyła się popularnością a po I Wojnie Światowej przemianowana została na schronisko o niesłabnącej estymie wśród piechurów i wspinaczy, od lat 50 XX wieku będąc pod patronatem PTTK. Byłem tam nieraz lecz dopiero ostatnio pokusiłem się na naleśniki i powiem wam, że posypane cynamonem smakują wyśmienicie, polcam.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Szlak niebieski.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pod „Szwajcarką” piękna jesień.

Krzyżna Góra

„Szwajcarka” przycupnięta jest na stoku Krzyżnej Góry i tam też warto się udać po chwili blogiego odpoczynku w schronisku. Na szczyt prowadzi czarny szlak, początkowo zgodny z czerwonymi i zielonym, ich rozejście następuje przy Husyckich Skałkach, przyjemnym punkcie widokowym zabezpieczonym barierką. Ongiś skały nosiły im. feldmarszałka Bluchera, pogromcy Napoeleona spod Lipska i przyozdobione były żeliwnym orłem, dziś jednak nie ma po nim śladu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widoczki z Husyckich Skałek.

Na Krzyżną Górę trzeba podskoczyć po kilku kamlotach, spod Skałek na szczyt pokonuje się niemal 100 metrów. Końcowy etap, czyli sam wierzchołek to strome podejście, przy którym w ruch idą ręce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Droga na Krzyżną Górę.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Droga na Krzyżną Górę.

A potem już tylko: przestrzeń. I widoki! Krzyżna Góra jak i sąsiędni Sokolik Duży pozwalają choć na chwilę wczuć się w żywot drona czy ptaka, panorama okolicy robi przeogromne wrażenie. Na wyciągnięcie ręki ma się cały grzbiet Karkonoszy jak i spory kawał Gór Izerskich, jednak to zielono-pomarańczowo-żółte najbliższe okolice robią najwiekszą robotę. Na szczycie znajduje się wiekowy krzyż, który przyczynił się do „obalenia” poprzedniej nazwy szczytu, Sokolej Góry.

Tam na skałce są wspinacze 🙂
Piękności.
Jest i Krzyż.

Karpniki

Wróciwszy pod „Szwajcarkę” ruszyłem na południe żółtym szlakiem. Dość szybko traci się wysokość, jesienna Krzyżna Góra zostaje w tyle a na horyzoncie pojawiją się Karpniki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Krzyżna Góra, spojrzenie alternatywne.

Czuć atmosferę wyborów – mających obyć się dnia następnego – lokale przyozdabiane były flagami a ja powoli uczyłem się kto z jakiej partii w jakim okręgu startuje 😉 Największą atrakcją wsi jest Zamek, wielokrotnie na przestrzeni setek lat przebudowywany dziś będący luksusowym hotelem. A jeszcze kilkanaście lat temu tak kolorowo nie było bo przybytek po II Wojnie Światowej i odejściu właścicieli zaczął podupadać i dopiero interwencja obecnego właściciela i poważna inwestycja w remont liczona w milionach złotych uratowała niszczejącą warownię.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zamek w Karpnikach.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pobliski staw.

Brzeźnik

Dalszy fragment szlaku na skraju lasu może i nie jest diablo ekscytujący ale dostarcza wielu przyjemnych kadrów. Dopiero na wysokości Bukowca zaczynamy ponowne delikatne podejście, wchodzimy w las… i ponownie schodzimy kawałek aż do drogi na obrzeżach Kowar.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Takie „zwykłe” widoczki po drodze 😉
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Takie „zwykłe” widoczki po drodze 😉 [2]

Tam też warto na chwilę zrezygnować z niebieskiego szlaku i odbić w prawo ku niepozornemu Brzeźnikowi. Liczący 555 metrów pagór skryty trochę na uboczu oferuje łatwe podejście i odwrotnie proporcjonalne do trudności widoki, kapitalną panoramę Kowar i granicy Rudaw Janowickich z Karkonoszami. Ten popularny ongiś szczyt przez dziesiątki lat zarósł i dopiero wycinka sprzed kilku lat spowodowała ponowny ruch i odżycie turystycznych wędrówek nań.

Portal do innego wymiaru.
Nie śmieć/ Nie pal ognia. Krótko 🙂
Spojrzenie w jedną stronę.
Kowary ❤

Tam też jednak zaczęła boleć mnie głowa, i to tak porządnie. W brzuchu też coś zaczęło się kręcić :/ Trochę skołowany obrotem sytuacji zacząłem zejście do miasta, zupełnie ignorujac mijane po drodze budynki. Cel był jeden: dojść do noclegu, glebnąć się na łóżko i liczyć, że przejdzie. Apartament znalazłem z małym opóźneniem ponieważ będąc w remocnie skrywał się pod płachtą. Kawa, tabletka na łapetynę, paczka wafli (a co :P) przegoniły ból głowy, ale zmęczenie pozostało. Dlatego wieczorne wyjście sobie darowałem licząc, że to wypadek przy pracy, ale i dmuchając na zimne.

uid_a09ef5c63304303aadf5492202059f6e1528715626191_width_900_play_0_pos_0_gs_0_height_506
Za chwilę dalszy ciąg programu.

Dzień II. Kowary-Wzgórze Kapliczne-Żółta Droga-Schronisko na Przełęczy Okraj-Sowia Przełęcz-Skalny Stół-Jelenka-Karpacz

17,5km, 6h, Suma podejść: 1035 m, Suma zejść: 961 m

mpp.jpg

Rankiem po złym samopoczuciu i bólu nie było śladu. Bo energii miałem chyba aż za dużo, kawka dodatkowo podziałała budująco. Kowary jeszcze spały, słońce wciąż kryło się za górami. Zanim opuściłem miasto odwiedziłem Kapliczne Wzgórze z niewielką barokową Kapilcą św. Anny. Tam to posiedziałem chwilę w oczekiwaniu na wschód słońca po czym uzmysłowiłem sobie, że słonko wzejdzie owszem, ale zanim wyskoczy ponad góry to trochę minie. I ruszyłem dalej 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kowarska poczta nocą/brzaskiem.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kaplica św. Anny w Kowarach.

Spotkany nieopodal jegomość na wieść, że idę na Skalny Stół zaproponował mi alternatywną drogę przez jakieś wygnajewa, podziękowałem uprzejmie, ale pana chyba to nie interesowało bo odchodząc mruczał już sobie coś pod nosem popijając piwo.

Z Kowar na Przełęcz Okraj prowadzi szlak żółty oraz niebieski… w dalszej części wędrówki asymilowany przez wcześniejszy żółty, zwany badum tss „Żółtą Drogą”. Czeka nas trochę wspinania, finalnie tego dnia z 500 metrów wdrapiemy się na niemal 1300, ale szlak poprowadzony jest w taki sposób, że zdobywania wysokosci nie odczuwa się aż tak mocno jak możnaby przypuszczać.

P1016238 (Kopiowanie).jpg
W takich okolicznościach przyrody można wędrować.

Po drodze mija się Sztolnie Kowary, jedno z wielu miejsc w okolicy gdzie wydobywano… no wiele rzeczy, od rud żelaza po uran, wywożony początkowo do Niemiec a po wojnie do Związku Radzieckiego. O różnych zaskakujących faktach o Kowarskich kopalniach przeczytacie na blogu Wolnym Krokiem, ja niestety byłem tam za wcześnie i mogłem jedynie pocałować klamkę.

P1016233.jpg

 

Do momentu zejścia szlaków idzie się naprawdę szeroką ścieżką, choć pod górkę to jest rekreacyjnie. Dopiero na Żółtej Drodze zaczyna się poważniejsze podejście na szagę przez las. Piękny, jesienny las. Co ciekawe jednak wciąż wędruję sam, aż do Przełęczy nie spotykam nikogo.

P1016245 (Kopiowanie).jpg

Przełęcz Okraj/Pomezni Boudy

Na Przełęczy melduję się po niespełna 3 godzinach marszu. Jest wcześnie, idealna pora na śniadanie. Pałaszuję jajecznicę w schronisku, o którym naczytałem się wielu różnych opinii. Cóż, z racji tego, że jedynie wpadłem coś zjeść to nie opowiem się po żadnej ze stron… poza tym, że szama była dobra.

P1016264.jpg
Schronisko na Przełęczy.

Wróciwszy na Przełęcz doświadczam dziwnego uczucia, wydaje się jakoby przez granicę z Czechami przebiegała niewidzialna bariera, u naszych południowych wszystko jakoś tak wygląda na bardziej zadbane i ogarnięte, od chat i pensjonatów po samą drogę.

P1016254 (Kopiowanie).jpg

Trzeba przyznać, że spoglądajac na Pomezni Boudy można poczuć małe ukłucie zazdrości. Typowo turystyczny charakter przygranicznej wioski robi wrażenie i przywodzi na myśl tak alpejskie jak i skandynawskie kurorty. Kolorowe pensjonaty, karczmy niezwykle malowniczo ciągną się wzdłuż drogi, jest tam nawet browar a zowie się Trautenberk! Tamtejsza restauracja otwierana jest o 10 jakby ktoś pytał.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Browar Trautenberk.

W otoczeniu górskich łąk i z Czarną Kopą oraz Śnieżką w tle wioska wpisuje mi się na listę „miejscówek nadwyraz przyjemnych”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Skalny Stół

No, ale nie po to na Przełęcz lazłem by zachwycać się przygranicznymi chatami. Uwierzycie, że do tej pory moja noga ni razu nie stanęła na Skalnym Stole? Ano, trzeba było zmienić ten stan rzeczy.

P1016267 (Kopiowanie).jpg

Podejście niebieskim szlakiem na Stół oraz Czoło zaczyna się dość hardo, na bardzo krótkim odcinku pokonuje się niezłe przewyższenie. Na szczęście Matka Natura idzie na pomoc każdemu kto może złapać zadyszkę, bardzo szybko pojawia się dość rozległy prześwit oferujacy KAPITALNĄ panoramę na bliższą i dalszą okolicę, z łatwością widzę wiele znajomych twarzy: Chełmiec, Trójgarb, Góry Suche, Ślężę, Góry Kaczawskie… Przepychota, warto zrobić sobie tam przerwę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Cud.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Miód.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Orzeszki.

Potem jeszcze chwila podejścia… i nagle płasko. Niecały kilometr podejścia rozgrzewa stawy by potem aż do Stołu dać nogom odpocząć. Ścieżynka biegnie wzdłuż granicy z Czechami, jest przyjemna, łatwa i przyjemna, mnóstwo tam jagód i co ciekawe wydawały się jeszcze zjadliwe. Swoją drogą zwróciliście kiedyś uwagę na słupki graniczne, te małe kamienne białe z czerwonym „czubkiem”? Wiecie, że 3 symbole (umownie minus plus minus) znajdujące się na samej górze słupka wskazują przebieg granicy i położenie sąsiednich słupków? Człowiek uczy się całe życie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Droga na Stół.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Słupek graniczny.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Droga na Stół.

Sielski nastrój kończy się nagle i brutalnie. Tuż przy Stole, gdy las i kosówka zostają za naszymi plecami atak przypuszcza wiatr! Silny, porywisty… taki typowy dla wyższych partii Karkonoszy 😀 Niby się człowiek spodziewał, ale i tak zaskoczenie z początku było. Wiatr wiatrem, poniewierało mocno ale widoki to co innego. Skalny Stół mierzy 1281 metrów co sprawia, że jest to najwyższy punkt Grzbietu Kowarskiego dlatego też widoki zeń są dość imponujące. Z dwóch miejscówek oddalonych od siebie o kilkanaście/dziesiąt metrów można podziwiać główny grzbiet Karkonoszy (aż po Szrenicę), Rudawy JanowickieGóry Izerskie oraz Kaczawskie. Największe wrażenie bez wątpienia robi jednak Czarna Kopa z chowającą się nieopodal Śnieżką. Mimo wichury ludzi jest całkiem sporo, większość jednak pojawia się na sekundę, cyk fota i dalej. No można i tak, ale ja tam wolę spokojnie pokontemplować to i owo, nawet jak głowę chce urwać 😉

Na Skalnym Stole.
Na Skalnym Stole.
Na Skalnym Stole.
Na Skalnym Stole.

Sowia Przełęcz/Jelenka/Czarny szlak do Karpacza

Wszystko co dobre jednak się kończy, czas było kontynuować wędrówkę. Zejście do Sowiej Przełęczy to zejście dosłowne, bo wysokość wytraca się dość szybko. Wiatr też słabnie więc gitara. Niezmienne są za to kapitalne widoki na jesienne pagóry.

P1016313 (Kopiowanie).jpg

Tak idąc zastanawiałem się czy do schroniska Jelenka trzeba będzie coś podejść, rzut okiem na mapę i rozwianie wątpliwości: co się straciło przy zejściu ze Stołu zyskuje się podchodząc do schroniska. A ciągnęła mnie tam ciekawość jak i… głód po prostu. A jedzonko okazało się mają przednie (knedliki!), a i piwo dobre (Trautenberk). Swoje w kolejce trzeba odestać, ale dłuższa chwila odpoczynku nikomu jeszcze nie zrobiła krzywdy. Bardzo przyjemne miejsce, trzeba będzie wrócić tam zimą i to może nawet na nocleg!

P1016319 (Kopiowanie).jpg
Jelenka.

Pozostawała kwestia zejścia do Karpacza tak by na spokojnie zdążyć na autobus do Jeleniej Góry. Z Sowiej Przełęczy wybór jest jeden, czarny szlak. I powiem wam, że całkiem solidny kawał łazęgi to jest, ścieżka przez długi czas dość stromo wije się po lesie by dopiero po kilometrze-półtora trochę się opanować i złagodnieć. To wymarzony dla kolan rodzaj zakończenia wędrówki 😉 Zejściu Sowią Doliną towarzyszy bardzo sympatyczna Płomnica tworząca co jakiś czas niewielkie kaskady.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Skalny Stół z perspektywy zejścia.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Droga do Karpacza,
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Sowia Dolina.

W centrum miasta jest się po około 70 minutach a tam ponownie lato. Ciepło. tłoczno, trochę przaśnie, gwarno i głośno, zupełnie inaczej niż na szlakach z ostatniej doby. No, ale cóż taki urok Karpacza… Na szczęście chcąc uciec nie trzeba szukać daleko, opcji na łazęgę po górach jest naprawdę sporo 🙂


 

6 myśli na temat “Jesienne Sudety: od Krzyżnej Góry po Skalny Stół

  1. Sudety absolutnie uwielbiam. Choć oczywiście w Polsce moim numerem jeden są Tatry, o tyle Sudety kocham pod kątem samotnych włóczęg. Przeszłam tam wiele szlaków, dwukrotnie zrobiłam trasę Karpacz-Szklarska Poręba. Zaliczyłam tam najgorsze poparzenie słoneczne w życiu. 😉 Poznałam wiele, świetnych osób. I zawsze wracam tam z dużym sentymentem.

    Polubienie

  2. Zgadzam się z Tobą w pełni, że październik to idealny moment na górskie wycieczki. Kolory drzew oszałamiają 🙂 A jeszcze przy takiej pogodzie jaka Wam się trafiła to już kompletny odjazd!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.