Sewan – jezioro, którego mogło już nie być…

Wizyta nad największym jeziorem Kaukazu to obowiązkowy punkt programu w czasie podróży po Armenii, choć do niedawna to szczególne dla Ormian miejsce znajdowało się na skraju wielkiej katastrofy…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

TRZY MORZA

Dawno, dawno temu gdy Armenia była wielkim królestwem rozciągającym się od morza Śródziemnego po Morze Kaspijskie w jej granicach znajdowały się trzy wielkie jeziora. Z czasem imperium zaczęło się kurczyć oraz straciło dostęp do mórz. Wtedy to trzy jeziora zaczęto nazywać „morzami Armenii”. 

Sewan, Wan oraz Urmia. O pierwszym zaraz więcej usłyszycie, a czy znacie dwa pozostałe? Spośród tych trzech ważnych dla Ormian jezior tylko Sewan znajduje się dziś w granicach republiki. Wan, niesamowicie piękne, niezwykle ważne, wokół którego kształtowała się państwowość starożytnych królestw Armenii obecnie leży w granicach Turcji co jest powodem wielkiego bólu wśród miejscowych. Wedle legend to Ormianie wygnani znad Wanu, po dotarciu do Sewanu zapłakali nad swym losem a jezioro na cześć tego utraconego nazwali Czarny Wan (czyli po ormiańsku Sewan).

P1012331.jpg

Urmia z kolei to przykry przypadek jeziora, które umiera i ma małe szanse na „przeżycie”. Leżące dziś w Iranie słone jezioro wskutek wielu czynników klimatycznych ale i ludzkich niemalże zniknęło z powierzchni ziemi i obecnie zajmuje 10% swojej dawnej powierzchni. Nie dziwi więc szczególny stosunek Ormian do jedynego z trzech „mórz”, które mają na wyciągnięcie ręki, JEST ICH. Ostatnie stulecie nie było jednak dla akwenu łaskawe…

O KROK OD KATASTROFY

Największe jezioro Kaukazu, zdecydowanie jedno z największych-najwyżej położonych na świecie (1900 m.n.p.m. – mowa o jeziorach o sporych rozmiarach jak Titicaca a nie małych sąsiedzkich andyjskich jeziorkach czy wręcz stawach z wysokości ponad 5000 m.n.p.m.). Zajmuje ok 3% powierzchni całej Armenii, choć jeszcze całkiem niedawno było to procent 5. A wszystko przez ludzi i ich działania.

P1012226.jpg

Lata 30 XX wieku. Jezioro ma powierzchnię ponad 1400 kilometrów kwadratowych, głębokość 95 metrów. Sowieci opracowują wielki plan wykorzystania go i nawodnienia okolicznych ziem, na jedynej rzece wypływającej z akwenu powstaje 6 kaskadowa elektrownia wodna. Plany wykorzystania zasobów zakładają obniżenie poziomu wód o… 50 metrów! No jeśli to nikomu nie zaświeciło czerwonej lampki to ja nie wiem… choć w dużej mierze za projekt odpowiedzialny jest Soukias Manasserian, który maczał palce w „wyniszczeniu” jeziora Aralskiego więc nic mnie nie zdziwi.

9PrktkpTURBXy9kZjY4YzNjZDVhNjU0MDUxOTVmMTI4N2M3YzQ1ZjgzNi5qcGeSlQLNA8AAwsOVAgDNA8DCww.jpg
Na szczęście udało się uniknąć losu jeziora Aralskiego. fot. Bartek Sabela [Rozdroża]

Jak zakładano poziom wód drastycznie spada, lecz okoliczne ziemie są na tyle nieurodzajne, że dalsze nawadnianie nie ma sensu. W latach 60 ktoś się opamiętuje i mówi „Stop!”. Powoli acz systematycznie kończy się proces osuszania, powstają kanały łączące jezioro z dwoma większymi zbiornikami w okolicy celem podniesienia poziomu wód, zdaje się, że Sewan uniknie losu jeziora Aralskiego. Wciąż jednak zmiany są ogromne, spadek powierzchni o prawie 200 km kwadratowych, głębokości o niemal 15 metrów, zakłócenie ekosystemu, osuszanie mokradeł zamieszkałych przez miejscowe zwierzęta. By dalej przeciwdziałać zaistniałej sytuacji wokół jeziora powstaje park narodowy. Przyszłość nie jawi się w tak dramatycznych barwach jak jeszcze niedawno… Choć wróć! Powolne acz systematyczne podnoszenie się poziomu wód niepokoi wszystkich, którzy w ciągu minionych lat nad brzegami pobudowali hotele czy restauracje – jeśli władzę uznają, że wciąż warto podnosić poziom wód to branżę turystyczną czekają „ciekawe” dni.

JEDZIEMY

Zobaczyć jezioro na własne oczy ruszamy w sobotę. Nie jest to jednak proste zadanie, Północny dworzec autobusowy łączący Erywań z Sewanem bądź Dilijanem znajduje się daleko poza centrum. Wedle przewodników da się tam dojechać marszrutkami… nas jednak czekała niespodzianka. Busikiem wskazanym w jednym z opracowań przejechaliśmy pół miasta i wysiedliśmy na zadupiu. Po drodze ze zdziwieniem obserwując tłumy dzieciaków, które z uśmiechem na twarzy maszerowały na pierwszy dzień szkoły. W sobotę! W każdym razie wysiadając z jednej marszrutki spytaliśmy kierowcę następnej jak dojedziemy do dworca Północnego i udało się. Może i dość powoli – jechaliśmy z prędkością światła niewiele większą niż trucht –  dojechaliśmy do skrzyżowania na którym nasz kierowca wskazał kierunek i powiedział „Idźcie tam!„. Niepewni ruszyliśmy i na szczęście był tam dworzec.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dworzec Północny.

Do Sewanu jeździ marszrutka z numerem 317. Kursuje co ok. 45 minut, podróż trwa ponad godzinkę i kosztuje 500AMD. Można na szczęście szepnąć, że chce się jechać nad samo jezioro (miasto Sewan leży trochę kilometrów wgłąb lądu) i za dodatkowe 100AMD dojeżdżamy pod tamtejsze monastyry.

SAKRALNE PERŁY

Z miasta nad brzeg jeziora jest około 5 kilometrów, więc jeśli macie dużo czasu to możecie się przejść.  A jeśli wasz bus zatrzyma się w Sewanie to taxi pod monastyry kosztuje już 1000AMD za dwie osoby, z czego taksówkarz się śmiał „Tylko za taką cenę wy Polacy albo Czesi jeździcie. Rosjanie płacą każdą cenę”.  Ejże 😛

P1012205.jpg

Sewanawank to zespół klasztorny składający się z dwóch kościołów, chcąc nie chcąc to tacy sakralni celebryci Armenii – na wzór Cmindy Sameby w Gruzji. Wiekowe ponad tysiąc letnie świątynie wybudowano przy pomocy ciemniejszego tufu przez co ich nazwa Czarnego Klasztoru. Wedle legendy wybudowano je w miejscu wskazanym Mesropowi Masztocowi (temu samemu od pisma ormiańskiego) przez postacie płynące łodziami po jeziorze.

Półwysep na którym dziś się znajdują jeszcze kilkadziesiąt lat temu był wyspą jednak na skutek osuszania jeziora doszło do paru przeróbek w linii brzegowej i sami wiecie. Widoki spod monastyrów są naprawdę imponujące, całe jezioro i góry Gegamskie są na wyciągnięcie ręki. Swoją drogą ponoć dawno temu do monastyru zsyłano co bardziej „rozrywkowych” mnichów z Eczmiadzyna, no fajna opcja w sumie. Nie dziwią też tłumy. Poniżej świątyń namnożyło się stoisk z pamiątkami, fajnymi, ale i takimi kiczowatymi i powiedzmy to słabymi, niestety taki „urok” popularnych miejsc. Żeby trochę odetchnąć wystarczy trochę ruszyć wgłąb półwyspu gdzie większość przyjezdnych już się nie zapuszcza. Tam też jest najlepsze miejsce do podziwiania zmieniającego się koloru jeziora i gór.

Niecałe 40 kilometrów na południe znajduje się inne szczególne dla Ormian miejsce, Noratus, największe na świecie skupisko chaczkarów, tradycyjnych płyty nagrobnych z czerwonawo-pomarańczowego tufu. W Noratus znaleźć ich można niemal 800. Niezwykły kunszt, bogata ornamentyka, tylko podziwiać. Najstarsze pochodzą sprzed tysiąca lat a w 2010 roku UNESCO wpisało je na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowe ludzkości. Smutek człowieka bierze, kiedy pomyśli sobie o Dżulfie w azerskiej eksklawie – Nachiczewańskiej Republice Autonomicznej gdzie znajdowało się chyba największe na świecie cmentarzysko z chaczkarami. Liczy się, że dawno temu było ich tam kilka tysięcy, jednak z czasem azerskie władze rozpoczęły zakrojone na szeroką skalę działania mające na celu zniszczenie nagrobnych płyt. Niewiele z nich przetrwało do dziś…

PISARSKI KONTRAST

Tym co w bezpośrednim sąsiedztwie sewańskich monastyrów najbardziej rzuca się w oczy i nie do końca do świątyń pasuje jest Writers House, modernistyczny twór tak bardzo charakterystyczny do post-stalinowskiego Związku Radzieckiego. Przed wojną dwójka miejscowych architektów wybudowała ośrodek pisarski dla… Związku Pisarzy ZSRR. „W uznaniu” za wybudowanie 4 kondygnacyjnego budynku Stalin wysłał architektów na przymusowe wakacje pod kołem podbiegunowym, które przeciągnęły się i skończyły po 15 latach. Architekci zostają zrehabilitowani i wracają do ojczyzny. W latach 60 jeden z nich  (Gevorg Kochar) otrzymuje propozycję dobudowania kawiarni dla wcześniejszego budynku. Historia zatacza koło. Tak powstaje modernistyczna awangardowa budowla rzucająca się w oczy nie mniej niż tysiącletnie monastyry. Choć czasy świetności ma już za sobą to wciąż przyciąga wielu gości, nawet jeśli z zewnątrz nie prezentuje się już tak okazale.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

WYPOCZYNEK NAD JEZIOREM

Mimo dogodnego położenia nie nazwałbym Sewanu i okolic rekinami biznesu turystycznego… choć starają się jak mogą. Tak jak położone dalej postindustrialne miasto (a na pewno jego centrum) wydaje się być turystyką mało zainteresowane tak nad jeziorem znaleźć można hotele, plaże, boiska do siatkówki plażowej, beach soccera, wiele basenów, kilka restauracyjek czy budek z przekąskami (częściej). Plaże są w większości jednak prywatne z płatnym wstępem rzędu 1500-2000AMD. Co ciekawe jednak była sobota a plaże owe świeciły pustkami. Prócz nas  i kilku rodzin w pobliżu plaży byli tylko… senator PO Jan Filip Libicki i ambasador Polski w Armenii. Taka sytuacja. Ciszę i spokój jedynie raz po raz zakłócały skutery wodne – chyba najpopularniejsza rozrywka w okolicy. Wypożyczalni jest kilka a amatorów nie brakuje.

Po chwili kręcenia się wzdłuż brzegu znaleźliśmy fragment „niczyi” na którym można się było rozłożyć i zanurzyć nogi w wodzie. Niespecjalnie już ciepłej. I tak jednak chwila by po prostu usiąść i nic nie robić była dobrą.

Do przystani wracają promiki, którymi można wybrać się rejs po jeziorze, sądząc po frekwencji szału nie było, ale na brzegu czekała grupka, więc koniec końców wychodziło na zero.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czas mija powoli a my robimy się głodni. Nad brzegiem znaleźć można kilka restauracji, nie mieliśmy jednak ochoty na porównywanie menu i zatrzymaliśmy się w pierwszej lepszej. Byliśmy jedynymi gośćmi przez co na rybę nie musieliśmy długo czekać a oczekiwanie spędziliśmy na podglądaniu miejscowych raków. Dobra była a Ararat w takich warunkach smakował nadzwyczaj dobrze…

IMG_20180901_142016.jpg

Powrót do Erywania zaskoczył nas. Okazało się, że z centrum Sewan – co tłumaczyć można dość szeroko bo kilka kolejnych osób odsyłało nas o jedną ulicę z dala od głównego placu miasta – odjeżdża marszrutka któregoś z biur podróży, która kurs kończy nie na Dworcu Północnym a w centrum, tuż pod parkiem Yeritasardakan. A cena? 600AMD 🙂

PODSUMUJMY:

  • Do Sewan dotrzemy marszrutką z Dworca Północnego. 500AMD do maista, 600 pod monastyry.
  • Da się jednak dojechać marszrutką jednego z biur podróży – trasa Sewan-centrum Erywania, 600AMD.
  • Latem w weekendy można jeszcze skorzystać z ciuchci. Przy czym pamiętajcie: jest wtedy 40 stopni, wagony nie są klimatyzowane, nie mają WC, podróż trwa [ponad 3 godziny (!) a siedzenia są nie do końca komfortowe. Czujcie się ostrzeżeni 😉
  • Zwiedzanie monastyrów jest darmowe.
  • wokół świątyń pełno jest stoisk z pamiątkami (średnio polecam), ale i restauracyjki (polecam) jak i plaże (płatne i nie – te drugie znajdziecie idąc dłużej wzdłuż półwyspu).
  • Oczywiście wizytę nad jeziorem można ogarnąć przy pomocy biur podróży – ta wycieczka łączy monastyry wraz z odwiedzinami w zielonym Tsaghkadzor. 600AMD.
  • Oczywiście Sewan to nie tylko monastyry oraz Noratus. Choć sami tego nie zrobiliśmy to polecam wybrać się na wschodni i nie tak popularny brzeg jeziora do miejscowosci Shorza. Internety i google maps podpowiadają, że to świetne miejsce do trekkingu m.in. na górę Artanish na półwyspie o tej samej nazwie.
  • Nie mówiąc już o bliskości do niesamowitych gór Gegamskich, których nieziemskie (dosłownie!) krajobrazy warte są chociażby najkrótszego treku. Zresztą zobaczcie jakie przygody przeżyli tam Górska Przygoda 🙂

 

 

 

 

 

 

7 myśli na temat “Sewan – jezioro, którego mogło już nie być…

  1. Byłem nad jeziorem Sewan kilka lat temu, poza sezonem, więc było dość zimno, ale za to bardzo cicho i spokojnie. Dopiero u Ciebie przeczytałem jednak o zagrożeniach Sewanu.

    Polubienie

  2. Chciałam właśnie rzec, że dość spore to jezioro się na pierwszy rzut wydało, niczym Bajkal, choć wiadomo że ten drugi jest przeogromny. No ale że tak wysoko leży, no proszę.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.