Góry Stołowe, super odlotowe.

Środek lipca, prognozy pogody zwiastowały kolejny świetny weekend. Plan wyklarował się w kilka godzin, eksploracja Gór Stołowych. Wcześniejsza wizyta w Adrszpaskim Skalnym Mieście rozbudziła apetyt na więcej fantazyjnych krajobrazów a tych w Górach Stołowych nie brakuje 🙂

P1010465.jpg
Nakryto do stołu, proszę się częstować.

ZŁE MIŁEGO POCZĄTKI

Działo się to wszystko w nie tak odległych czasach kiedy weekendowa kolejowa podróż na Dolny Śląsk była dla kogoś spoza regionu przyjemna, miła i bezproblemowa. Żeby nie było, dziś wciąż jest miło i przyjemnie, tyle że bardziej upierdliwie… Nic to, było minęło, żyje się dalej.

W każdym razie wszystko zaczęło się zgodnie z planem by po chwili wziąć w łeb. Seria różnych wypadków (niekończący się remont na odcinku Poznań-Wrocław, awaria składu idealnie na polu pośrodku niczego…) sprawiła, że ciuchcia do Dusznik Zdroju dotarła z około 90 minutami opóźnienia. Co by nie było, chmury które oszukistycznie wbrew prognozom zaczęły kłębić się na niebie rozmyły się po wyjściu z pociągu – no, jakaś sprawiedliwość jest na tym świecie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dzień zaczął się nie fajnie, ale potem ciemne chmury odeszły…

Nie było co tracić czasu, godzina była zaawansowana a do przejścia tak z 20 kilometrów do Schroniska w Pasterce, plus wszystkie „pomysły po drodze”. A szlak, którym się udam niby biegnie przez serce Polskiej części Gór Stołowych a jakoby po jego obrzeżu, przez co tłumów na szlaku nie uświadczyłem niemal do finału w schronisku i późniejszej wizyty na Szczelińcu. Po kolei jednak…

GÓRY STOŁOWE

To co obecnie znane jest nam jako Góry Stołowe swój początek miało hen hen dawno temu, może i nawet 100 milionów lat wstecz, kiedy to w okresie kredy duża część Europy znajdowała się pod wodą wielgaśnego morza. A jak jest morze to jest i piasek na jego dnie. Przez kilka dobrych milionów lat odkładający się piaskowiec zaczął tworzyć skały, raz twardsze, raz mniej.

P1010570.jpg
Przekrój przez skały.

Mijały lata… miliony lat w sumie, morze zaczęło się cofać, teren wypiętrzać na skutek ruchów górotwórczych. Co ciekawe jednak poziomo uformowane piaskowce nie uległy pofałdowaniu i nie zatraciły swej… płaskości. Nie stanowiły już morskiego dna, stały się za to szczytami nowo powstałego pasma górskiego. Natura nie powiedziała jednak wtedy ostatniego słowa i wystawiła skały na działanie procesów erozji i wietrzenia. I to one w głównej mierze odpowiadają za dzisiejszy często fantastyczny kształt Gór Stołowych.

SKAŁY PUCHACZA (742 mnpm)

Pierwsze co trzeba zrobić to jak najszybciej dotrzeć do Łężyc a uczynić to można na piechotę drałując wzdłuż asfaltu przez prawie 3 kilometry. Można też łapać stopa, zawsze to kilkadziesiąt zaoszczędzonych minut. Krajobrazy po drodze są jednak bardzo malownicze dlatego marsz asfaltem nie stanowi aż takiego problemu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widoki po drodze.

We wsi zakręt w las w i końcu zaczyna się konkretny marsz ku widocznym skalnym półkom górującym nad zielenią drzew. Wiele osób mówi, że Góry Stołowe tak jak piękne tak są łatwe i nie męczące. Niby tak, wybitnie zmęczyć się tam nie zmęczycie, ale są fragmenty kiedy góry przypominają… no, że są górami. I takim miejscem jest podejście na Skały Puchacza, krótki stromy odcinek lasem wzdłuż dawnego „chodnika” zapewne używanego w czasie funkcjonowania kamieniołomów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W drodze na Skały Puchacza
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W drodze na Skały Puchacza
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W drodze na Skały Puchacza

Tak, od XIX do końca II Wojny Światowej działał tam kamieniołom a odsłonięte półki skalne (w tym Skały Puchacza) są pozostałościami po robotach. Z wysokich na kilkadziesiąt metrów urwisk roztacza się bardzo przyjemna panorama na Wzgórza Lewińskie a także dalej Góry Orlickie czy nawet masyw Śnieżnika.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Urwiska jak to urwiska, trzeba mieć się na baczności by nie zrobić kroku za dużo – w wąskim przejściu zainstalowano nawet łańcuchy, które przy złej pogodzie (deszcz/lód) będą jak znalazł i zaoszczędzą wam niepotrzebnego nerwa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

KOPA ŚMIERCI, NAROŻNIK (825/849 mnpm)

Wzdłuż urwiska biegnie niebieski szlak, raz po raz odbijający lekko w las – raz gęsty, raz pełen martwych drzew –  głównie jednak ciągnący się przy samej krawędzi skał. Wysokie ściany tworzą idealne warunki do wspinaczki, dlatego nie dziwi, że poprowadzono na nich około stu dróg.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

wojtecek2.jpg
Miłośnicy wspinania nie powinni się nudzić.

Z każdej odsłoniętej półki skalnej rozciąga się kapitalny i daleki widok. Jest jednak jedno miejsce w którym krajobrazu schodzą na dalszy plan. Miejscem tym jest Narożnik.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To chyba najbardziej imponująca z grup skalnych, które spotkamy pomiędzy Skałami Puchacza a Lisią Przełęczą. Są też tymi z którymi związana jest tragiczna i niewyjaśniona do dziś historia. W sierpniu 1997 roku doszło tam to zabójstwa dwójki studentów Akademii Rolniczej we Wrocławiu. Dwójka młodych ludzi w środku dnia straciła życie a okoliczności zdarzenia do dziś są niewyjaśnione a sprawcy nieznani…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O tragicznej historii przypomina tablica wmurowana w jedną ze skał.

PASTERKA/SAWANNA PASTERSKA

Po dotarciu do Lisiej Przełęczy najbardziej logicznym posunięciem dalej byłby marsz w stronę Białych Skał. Tyle tylko, że niekiedy logika się mnie nie ima i postanowiłem pruć przed siebie tak by jak najwcześniej rozbić się w Pasterce. Nie popełnijcie mojego błędu – Białe Skały są bardzo ciekawym kompleksem, piaskowce wysokie na kilkanaście/dziesiąt metrów robią wrażenie nie gorsze niż te z najbardziej znanych skalnych miast okolicy.

 

Ważne: Na Przełęczy znajduje się bezpłatny parking więc jeśliście zmotoryzowani to miejsce dla was.

Ruszam jednak w stronę Szczelińca, na sam szczyt jednak nie wchodzę (nie od razu :)). Kierunek Karłów, obejście najwyższego szczytu Gór, rozbicie namiotu w schronisku Pasterka i dopiero wtedy wieczorny już wypad na Szczeliniec celem podziwiania zachodu słońca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dotrzeć na miejsce można w dwójnasób – albo przez szczyt Ptak, albo wzdłuż Szosy Stu Zakrętów (pierwsza opcja koniec końców zbiega się z drugą). Wybrałem pierwszą, celem zobaczenia ruin Fortu Karola, pozostałości po XIX wiecznych pruskich fortyfikacjach granicznych z Austrią. Plan był dobry, ale coś nie pykło. By trafić do ruin należy – tuż przy szczycie Ptaka – odbić od zielonego szlaku w las. Tam właśnie schowane są fortyfikacje. Noooo i cóż, najwidoczniej przeoczyłem ten moment bo miast tego dotarłem do zejścia się ze szlakami czerwonym i żółtym. No bywa 😛

P1010455.jpg

Wzdłuż Szosy Stu Zakrętów (i trzech kolorów szlaku) docieramy do Karłowa. Widać i czuć, że nad głowami wyrasta nam najwyższy szczyt całego pasma. Restauracje, pensjonaty, w zimie wypożyczalnia nart, kurort jednym słowem. No kurorcik.

Szczeliniec jest na wyciągniecie ręki, ale jeszcze nie jego pora. Miast tego proponuję obejście obu Szczelińców od strony zachodniej. Rozległa polana się tam ciągnąca zyskała nazwę Pasterskiej Sawanny. To świetne miejsce dla podziwiania płaskości Szczelińców – tak, można kiwnąć głową na myśl „Góry Stołowe”. Na sawannie wśród wysokich traw i pojedynczych drzew pochowane są różne skałki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

W takich okolicznościach przyrody dociera się do Pasterki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Witajcie w Pasterce

Niewielkiej wsi ze schroniskiem o takiej samej nazwie. Schroniskiem jakie lubię. Tam to rozbiłem namiot i przekonałem się, że w góry trzeba brać gotówkę – a pierwszy raz byłem uzbrojony tylko w plastik. No i domyślacie się, za nocleg zapłacić można było tylko żywym piniądzem, najbliższe bankomaty 15 kilometrów dalej, słońce powoli chyli się ku zachodowi. Cóż zrobiłem w takiej sytuacji? Poszedłem na piwo w poszukiwaniu złotego rozwiązania. I przyszło ono samo. Na piwko wybrałem się do Pasterkrowy, restauracji, którą mija się z 500 metrów przed schroniskiem. Tam podzieliłem się swoją sytuacją… na co barmanka z uśmiechem na twarzy (dzięki wielkie!) oznajmiła, że za nocleg w schronisku można zapłacić u nich, kartą 🙂 Nawet nie wiecie jak bardzo smakowało mi ich piwo 😉

SZCZELINIEC WIELKI, TAK JAKBY… (913 mnpm)

Dobra, dobra, ale zbliżał się zachód słońca a ja wciąż tkwiłem u stóp Szczelińca. czym prędzej ruszyłem przed siebie.

P1010486.jpg
Szczeliniec Mały

Szczelińce mamy dwa, razem tworzą jeden masyw. Wielki to ten… większy, dostępny dla zwiedzających, ten znany każdemu ze skalnych labiryntów, „Piekiełka”, małpoluda. Mały brat to rezerwat tak ścisły, że żaden turysta nie ma prawa postawić nań nogi. Ostatnia nasza wizyta na Wielkim zakończyła się serią niefortunnych i niezbyt chwalebnych czynów (człowiek młody był to i głupi ;)): rozbiciem okularów, badaniem swoich granic w zlodowaciałym „Piekiełku” w samych adidasach czy… nie, tego nie chcecie czytać 😀

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Południowe tarasy Szczelińca
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widoczki z Pasterki na schronisko na Szczelińcu

Wejście od strony Pasterki to najpierw dość mozolny fragment w lesie (uwaga na osuwające się kamienie i mnóstwo korzeni). Z każdym krokiem 250 metrowego podejścia pojawia się więcej skał aż w końcu docieramy do Przełęczy pod Szczelińcem skąd zaczyna się już konkretny skalny szlak. I świat.

Czerwony szlak na Szczelińcu to wspaniała rzecz, jedna z wizytówek Gór Stołowych, ich kwintesencja. Odcinek od przełęczy do schroniska dostępny jest dla każdego, od Schroniska do tarasów południowych za niewielką opłatą.

To naprawdę ciekawe – jak w przypadku wielu innych gór – że mniej więcej do przełomu XVIII i XIX Szczeliniec uznawany był za górę nie do zdobycia i dopiero wizyty wielu możnych ówczesnego świata pozwoliły uwierzyć, że nie taki diabeł straszny. Twórca szlaków turystycznych na szczyt, Franz Pebel został przez pruskiego króla Fryderyka Wilhelma II w 1813 mianowany pierwszym przewodnikiem turystycznym. Tablica jego pamięci znajduje się tuż przy schronisku na Szczelińcu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pasterka widziana ze Szczelińca Wielkiego
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zachód na Szczelińcu Wielkim

Z jego tarasów rozciąga się imponująca panorama sięgająca wgłąb czeskiej części Gór Stołowych (Broumovske Steny!) a daaaaleko nawet charakterystyczne szczyty Gór Kamiennych. W takich okolicznościach przyrody można się zasiedzieć…

BROUMOVSKE STENY

Tuż za czeską granicą rozciąga się rozległy kilkunastu-kilometrowy obszar będący Górami Stołowymi w pigułce: mamy fantastyczne formy skalne (pojedyncze i bardziej złożone), świetne rozległe punkty widokowe, kapitalne lasy… no i wszystko za darmo w ciszy i spokoju. Tak, nawet przy największym oblężeniu ludzi jest niewielu 🙂

Najbardziej podstawowa i najkrótsza pętla z Pasterki to niespełna 11 kilometrów marszu po szlakach na które szybko będziecie chcieli wrócić. Jeśli jednak będziecie mieć więcej czasu to zachęcam Was do wędrówki kompleksowej aż do czeskich Polic nad Metuji, gdzie po drodze zobaczycie jeszcze więcej cudów, w tym znajdujący się poza Broumovkemy Stenami szczyt Ostas.

Bozanovsky Spicak (773 mnpm)

Broumovskie Ściany są spełnieniem marzeń dla miłośnika skalnych wygibasów i klimatycznych lasów. Kilkanaście kilometrów szlaków oferuje nie tylko wspaniałe doznania estetyczne, ale i gwarantuje większy spokój niż najwięksi okoliczni celebryci, Skalne Miasta z Adszpachu i Teplic czy Błędne Skały.

Szlak na najwyższy szczyt Skał rozpoczynamy w Pasterce. Niebieskim szlakiem mijając zabytkowy Machovsky Krzyż przekraczamy granicę, gdzie witają nas pierwsze nietuzinkowe skały, którym wasza wyobraźnia z pewnością poprzypisze ciekawy nazwy 😉 Ten odcinek jest najmniej emocjonujący… co nie znaczy, że nieciekawy bo tamtejsze lasy są zaprawdę urzekające. Warto w tym miejscu odbić do Bozanova skąd widok na Spicaka i Korunę jest najbardziej imponujący.

Po godzinie marszu osiąga się Pánův kříž, rozejście szlaków. I się zaczyna. Żółta pętla na Bozanovskiego Spicaka to istna galeria skalnych osobliwości, z których wiele posiada swoje nazwy jak Wiewiórka czy Wielbłąd – to czy są adekwatne to inna sprawa. Szczyt a zarazem punkt widokowy osiąga się dość szybko, z niewielkiego skalnego cyplu rozpościera się fajna panorama na oba Szczelińce i Pasterkę. Cała pętla z fotostopami powinna wziąć wam nie więcej niż 45 minut.

Koruna (769 mnpm)

To była jednak tylko rozgrzewka. Koruna to diablo charakterystyczna góra z niesamowicie widowiskowym podejściem i główną atrakcją w postaci huśtawki na szczycie! :O

Podejście na szczyt jest kapitalne, 1,5 kilometra pośród skalnego labiryntu – różnica pomiędzy tą drogą a wejściem na Spicaka jest taka, że koruńskie skały są… pieruńsko wielkie! Naprawdę ogromne formy otaczają z każdej strony, zupełnie nie przeszkadza, że wszystko ma miejsce w środku lasu pośród dziesiątek drzew – wszystko współgra ze sobą tak bardzo, że tylko się uśmiechnąć.

Fragmenty szlaku poprowadzone są drewnianą kładką, momentami robi się ciasno, niekiedy należy uważnie patrzeć pod nogi bo znienacka wzdłuż całego marszu trafić można na niewielkie szczeliny. A jak jest ze szczelinami każdy wie i nie chciałby wpaść.

Kulminacja Koruny to miejsce szczególne. Rzadko zdarza się pohuśtać w tak niezwykłym miejscu. Huśtawka, zabezpieczony punkt widokowy z sosenką przypominającą nieodżałowane drzewko z Sokolicy… Naprawdę kapitalna miejscówka.

Co jednak najlepsze, jest jeszcze jedno miejsce na Korunie, które TRZEBA odwiedzić -niewielki taras widokowy na północnej ścianie masywu. To stamtąd rozciąga się najbardziej wypasiona panorama jaką w czasie tego wypadu ustrzeliłem. Widoki z ławeczki/skałek są obłędne – mamy Góry Kamienne, Sowie i spory kawałek Czech z Broumovem na czele…

PRAKTYCZNIE

  • Szlak z Duszników do Pasterki i dalej na Szczeliniec to 17 kilometrów marszu czyli 6-7 godzin z fotostopami.
  • Pętla w Broumovske Steny to 11 kilometrów i 4-5 godzin spokojnego marszu.
  • Po drodze znajdziecie wiele parkingów (Lisia Przełęcz, Karłów, Pasterka) tak więc nie będziecie mieć problemu z zostawieniem auta.
  • Niezmotoryzowani mogą skorzystać z Kolei Dolnośląskich dojeżdżających (już z Wrocławia) do Dusznik/Kudowy Zdroju. Bądź też z komunikacji autobusowej do tychże miast z Kłodzka.
  • Broumovske Steny są darmowe, zajedwabiste i absolutnie wolne od tłumów – szukacie w Górach Stołowych alternatywny dla bardziej popularnych miejsc? Włuala.
  • To super miejsce, nawet jak nie zobaczy się Małpoluda czy Błędnych Skał. I to świadczy o wyjątkowości Gór Stołowych 🙂
mapy
Stołowe profile.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.