Starcie zimy z wiosną: Zamek Chojnik + Wodospad Podgórnej

Zamek Chojnik, ileż to razy mijałem go w drodze ku Karkonoszom i Izerom? Zawsze jednak rzucałem nań tylko pobieżne spojrzenie jadąc dalej. Powiedziałem sobie jednak „Inaf!”, trzeba w końcu bliżej się poznać. A pogoda zachęcała do tego wielce.

Górujący nad pod-jeleniogórskim Sobieszowem zamek stanowi jeden z kluczowych punktów w czasie wędrówki wokół miasta. Nie sposób go nie zauważyć, wyniosłe wzniesienie wybija się ponad okolicę, będąc tak doskonałym punktem widokowym jak i orientacyjnym.

xxddff
Tak to w sumie wyszło 🙂

Dzień zaczął się tradycyjnie na dworcu we Wrocławiu. 4.30 i pełną parą Kolejami Dolnośląskimi do Szklarskiej. Podróż jak każda… gdyby nie mały szczegół w tragikomicznej historii młodej konduktorki, która w Wałbrzychu po wyruszeniu już w trasę zorientowała się, że pomyliła pociągi i ten w którym powinna jechać wciąż czeka na nią na dworcu. No, cóż, zdarza się 😛

dav
Sobieszów welcome to!

Dobra, przed 8 rano jestem w Sobieszowie. Wschodzące słońce kładzie na odległej Śnieżce pastelowe cienie. Jest chłodno, rześko, idealnie na marsz. Jest wcześnie, na ulicach pusto, ale jestem pewien, że parę osób obudziłem. Znaczy się psy, które zaczęły szczekać mi „na powitanie” i zrobiły niemały hałas 🙂

Kto rano wstaje… ten do zamku nie wchodzi

Z Sobieszowa do zamku prowadzą dwa szlaki, czerwony i czarny. Szybki wybór i idziem w czarne. Prowadził on przez Zbójeckie Skały, których nazwa dawała obietnicę dobrej zabawy, z drugiej jednak strony ostrzeżenie przed oblodzeniem od razu dało do myślenia. Raczki nie czekały i od razu wylądowały na girach. Jak się okazało wzięcie ich było idealną decyzją, do południa każde podejście bez nich byłoby mozołem niewysłowionym.

P1010460.jpg
Elo, kto na bobsleje?

Budka Karkonoskiego Parku Narodowego zamknięta na trzy spusty, cóż zawsze to kilka złotych w kieszeni.

Czarny wariant jest bardziej wymagający niż czerwony, choć chyba dopiero warunki jak w niedzielę potrafią naprawdę pokazać różnicę. Oblodzone głazy dla raczków nie były wyzwaniem – wyobrażam sobie jednak jaką mordęgą byłoby wspinanie się na „goły but”, o wywrotkę byłoby nie trudno.

Zbójeckie Skały
Zbójeckie Skały

Obejście całej grupy wzięło dłuższą chwilę, ścieżka wygładziła się, ale z przekory raczków nie zdjąłem, a co, lód pojawiał się to tu, to tam, lepiej mieć pewność pewnego kroku (jakkolwiek to brzmi :D).

P1010474.jpg

P1010489.jpg
Cze, jestem Skalny Grzyb.

Krótkie podejście i przy Skalnym Grzybie (wielgaśnym charakterystycznym głazie) ponownie spotykamy się z czerwonym szlakiem, którym wspólnie maszerujemy już do zamku. Im bliżej warowni tym ścieżka bardziej sucha, raczki zaczynają uderzać o kamienie więc lądują w plecaku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Punkt widokowy trochę poniżej zamku zachwyca panoramą Karkonoszy, która jednak dla aparatu staje się nie do udźwignięcia a to przez słonko dające pełną moc prosto w obiektyw. Skarpa jednak na jakiej człowiek ląduje jest urzekająco piękna, tak samo jak i ta zaraz w sąsiedztwie zamku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Idzie wiosna, idzie 🙂

Pod warownię docieram w samotności, wokół żywej duszy. Zwiedzanie rozpoczyna się dopiero o 10, patrzę na zegarek, pozostała godzina. Cóż, czekać nie będę, ale i tak dość długo kręciłem się wokół strzelając focisze tu i tam.

1501.jpg

P1010506.JPG

Zamek wzniesiony został na przełomie XIII i XIV wieku, przez lata dosięgnęły go różnego rodzaju nieszczęścia, jednak szereg remontów doprowadził do osiągnięcia obecnego niezłego stanu. W murach zamku PTTK wygospodarowało miejsce dla niewielkiego schroniska (choć tu mam zagwozdkę bo info jest niepewne, ktoś potwierdzi?) oraz karczmy.

Maszerując dalej na odcinku kilkudziesięciu metrów można poczuć się jak w Tolkienowskim Śródziemiu – w każdym razie tym filmowym jego wyobrażeniu. Pomiędzy wysokimi skalnymi ścianami, potężnymi głazami wąskie kamienne schody wiją się prowadząc w dół.

Uruk-hai nadciągają!
Chojnikowa baszta.

Dobra, dobra, trzeba ruszać dalej. Spod Żarskiej Przełęczy zielony szlak ku wodospadom Podgórnej i Kaskadzie Myi ciągnie się jak guma. Jest za to piekielnie ładny i walka zieleni z bielą towarzyszyła mi cały czas.

P1010610.jpg

Szybko przemykam przez Zachełmie i Przesiekę pełne mniejszych i większych pensjonatów i hoteli. Ludzi na szlaku wciąż jednak brak, a pogoda przecież sztos!

Wszystko rozwiązuje się kilkaset metrów dalej. Gdy docieram do wodospadu Podgórnej natrafiam na kilka grupek piechurów, tu się wszyscy wędrowcy podziali!

IMG_20180325_115733.jpg
Wodospad Podgórnej, heja!

Trzeci najwyższy po naszej stronie Sudetów wodospad wciąż uwięziony pod niemałą warstwą lodu, w zimowym anturażu prezentował się wyśmienicie, choć to paręnaście metrów wyżej skąpane w słońcu oczko wodne na rzece Podgórna robiło robotę.

Żeby nie było…
…że mnie tam nie było 😉

Chwila dla żołądka i można iść dalej. Nie ma co się śpieszyć, potok po lewej jest tak zjawiskowy, progi na nim takie fotogeniczne, że nie sposób nie focić 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dochodzimy do drogi, tabliczka informuje nas, że odbijając w prawo dotrzemy do kolejnego wodospadu, Kaskad Myi. Skręcam. Wzdłuż niewielkiej rzeczki docieram do trzech sporych skalnych progów, całkowicie oblodzonych, choć powoli już dających się wiośnie.

Kaskady Myi…
…na rzece Myja.

Słonko praży, potoki i wodospady klawe, przede mną jednak jeszcze długa droga – plan zakładał obejście zbiorniku Sosnówka i wdrapanie się na wzgórze Ks. Henryka. Wszystko fajnie, gdyby nie jeden szczegół – czarny szlak ku Sosnówce zamknięty, trwało usuwanie wiatrołomów. Grzecznie kiwnąłem głową, nie będę się pchał.

P1010615.jpg
Tramwaj sudecki, rzadki okaz 😉

Trzeba było wykombinować jak tu wrócić do Jeleniej. Po przejściu kawałka wzdłuż drogi wróciłem do Zachełmia, gdzie w sąsiedztwie zabytkowego tramwaju – pozostałości po dawnych czasach – rozpoczyna się czarny szlak na… Chojnik. No, cóż nie zawsze lubię wejścia/zejścia tą samą trasą no, ale tu nie było wyboru.

Choć tak naprawdę tylko wokół zamku przedreptałem tą samą drogą…

P1010616.JPG
Domek na odludziu, w samotności 😉

Powrót odbywał się wygnajewami, opuszczone i zrujnowane chaty straszyły swoimi szkieletami. Połamane drzewa i tutaj się pojawiły, ale nie były zbytnio uciążliwe.

P1010621.JPG
Mała przeszkoda.

Co najciekawsze jednak, po całym dniu słońca po porannym lodzie nie było już śladu. Było za to błoto i raczki były potrzebne i w takich warunkach.

P1010623.JPG
Powrót to już głównie takie klimaty 🙂

Będąc już pod warownią uznałem, że zobaczę co tam czerwony szlak ma do zaoferowania i w sumie szału nie było, spokojnie, ale po takim marszu tego potrzebowałem 😉

Do Sobieszowa wróciłem po 26 kilometrowej – jak się okazało – pętli, całkiem nieźle. Niby górki wokół Jeleniej wysokie nie są (zamek wzniesiono na wzgórzu mającym 627 metrów), ale w lodzie i błocie potrafią uprzykrzyć życie. Jak się jednak uporać z tymi trudami to wędrówka nimi daje mnóstwo satysfakcji a i pełna jest atrakcji, będę tu wracał 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s