Chřibská – bardzo fajny acz niespodziewany przystanek w cieniu Gór Łużyckich

Z cyklu teksty zaginione a z dawna obiecane zabieram was na granicę Gór Łużyckich i Czeskiej Szwajcarii, do niewielkiej, miejscowości Chřibska, miasteczka całkiem niepozornego, które 2 lata temu przypadkiem (ale i przebojem) wdarło się do naszej czesko-niemieckiej marszruty granicznej. Będą domy przysłupowe, trochę historii, baroku i neogotyku, szklarstwa, jedzonko i miejscowy odkrywca, który nie dość, że w XVIII-wieku opłynął pół świata to jeszcze wytyczył drogę (ok, był jednym z kilku pionierów) dla botanicznej eksploracji Ameryki Południowej i Australii. Chodźcie, nie będzie długo, ale mam nadzieję, że ciekawie.

Witajcie w Chřibskiej.
Kiedy owe dwa lata temu, kolejny raz jechaliśmy w Góry Łużyckie, wszystko mieliśmy dość dobrze rozpisane. Każde miejsce, każdy autobus, pociąg. Jak po sznurku. A i tak – jak zresztą zawsze – okazało się, że plan planem a rzeczywistość miała swoje… nomen omen plany 😀 Chřibska stanęła nam na drodze podczas jazdy do Kamenický Šenova, miasteczka nad którym góruje wspaniała Panska Skala, geologiczny, bazaltowy cud północnych Czech. Śmigający po okolicy autobus, jeden z przystanków ma właśnie w Chřibskiej i wystarczyła dosłownie chwila postoju, rzut okiem na neogotycki gmach dawnego ratusza i rząd domów przysłupowych rozsianych nad wątłą rzeczką by postanowić; my tu jeszcze wrócimy. I tak też popołudniem zrobiliśmy.
Pańska Skała leży niespełna 13 kilometrów na południe od Chribskiej.
Drewniane Czechy zawsze spoko.
Warto tu też postawić sprawę jasno: to ten rodzaj miejscowości, które wiele osób po prostu ignoruje, uznając je za nawet ładne, ale podobne do wielu innych a przez to nie warte zatrzymania się. Zgodzę się, przy czym dla mnie nie jest to wada, lubię taką estetykę, nie przeszkadza mi ona a wręcz to ten przypadek prawa inżyniera Mamonia, który doskonale ze mną rezonuje. To sielskie miasteczko, które da się przejść w pół godziny, ale jeśli tylko się chce, wizyta może potrwać i 2-3 godziny. Serio 😛
Chribska i w sumie 2 najważniejsze w miasteczku budynki, dawny ratusz z restauracją oraz kawiarnia z muzeum Tadeusa Haenke.

Dzieje Chřibskiej sięgają średniowiecza i całkiem dobrze wpisują się w historyczny szablon obowiązujący w okolicy. Jako miejscowość często przechodząca z rąk do rąk, szukała ona swego miejsca odfajkując fazę górnictwa (nieudanego, szybko zarzuconego), tkactwa (czemu zawdzięczamy mnogość domów przysłupowych) aż w końcu znajdując swą niszę w przemyśle szklarskim – jeśli wierzyć źródłom to zamknięta kilkanaście lat temu huta była najdłużej (nieprzerwanie) działającą w całych Czechach! Po drodze ucierpiała z rąk Husytów a podczas Wojny Trzydziestoletniej tak Wallensteina jak i – niezawodnych niszczycieli wszystkiego co stanie im na drodze – Szwedów. Dodajmy do tego poważne powodzie, groźne pożary, wielki powojenny eksodus niemieckojęzycznej ludności, brak chętnych do zajęcia ich miejsca, powolne wyburzanie pozostawionej przez nich zabudowy i otrzymamy obraz miasteczka upadłego. Na szczęście jest to obraz sprzed kilkudziesięciu lat. Przełom wieków zatrzymał smutny trend a dzisiejsza Chřibska ponownie staje na wątłe nóżki i zdaje się być całkiem przyjemnym miejscem na krótki postój.

Chribska i tamtejsze domy przysłupowe.
Chribska

Choć administracyjne Chřibska rozciąga się na długości 6 kilometrów to jej centrum, skupiające wokół wszystko co najciekawsze, jest naprawdę niewielkie. W centrum… centrum znajduje się plac, okalają go najważniejsze zabytki, jest gdzie zrobić szybkie zakupy (w Polsce pewnie wyrosłoby gdzieś Dino a tu wciąż królują malutkie potraviny) i gdzie zjeść. Tam też zatrzymuje się autobus, tam też mieści się sprawca całego tego zamieszania: dawny ratusz.

Dawny ratusz w Chřibskiej.

Nie da się ukryć, że to jego neogotycka fasada była powodem, dla jakiego w Chřibskiej się zatrzymaliśmy. Charakterystyczny budynek z delikatnym ryzalitem zakończonym kamiennymi sterczynami przyciąga wzrok i również na nas zadziałał jak lep na turystów. Wzniesiony jako ratusz swe funkcje administracyjne pełnił niespełna 40 lat – Rada Miejska opuściła go już w 1908 roku. Na szczęście szybko znalazł nowe zastosowanie a dziś służy za restaurację oraz dom kultury, ewentualnie miejsce gdzie można pograć w kręgle. Restauracja o klasycznej nazwie „Radnice” (czyli Ratusz) okazała się być całkiem przyjemną, oferuje całą gamę tradycyjnych specjałów, od zupy czosnkowej, smazenego syra, przez topinki i kolosalne knedle z jagodami (naprawdę olbrzymie, ledwo zjadłem :D) po mięsiwo wszelakie. Do tego z kija kofola i Breznak svetly lezak i nic więcej nie potrzeba.

Restauracja Radnice.
Znajdujący się na ryzalicie herb miasta jest już trochę wyblakły, brakuje m.in. czerwieni w dolnym herbie Arcyksięstwa Austriackiego (prawa miejskie nadane zostały przez cesarza Maksymiliana II Habsburga) a i niebiesko-żółtemu tłu części górnej przydałby się lifting.

W sąsiednim budynku znajdziecie centrum informacji turystycznej i kawiarnię „U Tadeáše” –  wmurowana w fasadę barokowego budynku pamiątkowa płyta szybko wyjaśnia, że o nie byle jakiego Tadka tu chodzi.

tt

Raz na jakiś czas przychodzą na świat ludzie, którzy ciężką pracą, dzięki talentowi, ale i z łutem szczęścia, zapisują się w historii zgłoskami nie innymi jak złotymi. Jedną z takich postaci był Tadeáš Haenke prawdziwy człowiek renesansu, jegomość żadnej pracy się nie bojący. Botanik, lekarz, chemik, etnograf, muzyk, podróżnik i nie bójmy się tego słowa odkrywca. Uczestnik badawczej ekspedycji Alejandro Malaspiny, podczas, której opłynął pół świata, poznał, odkrył i opisał niezliczone rośliny i zwierzęta (w sumie zawsze trochę śmieszy mnie to określenie, bo jest strasznie europocentryczne) m.in. Wiktorię Królewską, olbrzymią lilię wodną. Zafascynowany Ameryką Południową osiadł w niej na stałe, do końca życia odkrywając nieznany mu kontynent. Haenke przyszedł na świat w Chribskiej w 1761 roku i miasto o tym pamięta – tablica na ścianie budynku to jedno, otwarte 20 lat temu muzeum to drugie. Jest ono niewielkie, za to z masą informacji i całkiem sporą garścią eksponatów z jego podróży – ja tam mówię, że do takich muzeów warto zajrzeć, gdzie indziej (poza wikipedią w tym wypadku XD) da się znaleźć tyle ciekawostek o takich postaciach.  Otwarte jest ono w środy, soboty i niedziele w godz. 13.00-17.00 a bilety normalne kosztują 20 koron.

Muzeum Tadeáša Haenke.
Muzeum Tadeáša Haenke.

Na spokojne miasteczko, z niewielkiego wzniesienia, spogląda XVI-wieczny kościół Św. Jerzego, renesansowy i co zaskakujące, w XIX-wieku regotyzowany. Trochę, z zewnątrz. Wewnątrz króluje ponoć barok i rokoko, ale ujrzeć tego nie mogliśmy, w ciągu tygodnia i poza mszami świątynia zamknięta jest na cztery spusty.

Kościół Św. Jerzego i jego częściowo regotyzowana fasada z delikatnymi fryzami arkadowymi i ostrołukowymi oknami.
Zabytkowa, choć opuszczona pastorówka czeka na lepszy czas.

Wnętrza były zamknięte, na szczęście dostępny jest teren wokół świątyni. I zaprawdę, jest on sepulkralnym Eldorado. Kilkusetletnie epitafia i płyty nagrobne przedstawiają sylwetki ważnych dla miasta osobistości, burmistrza sprzed 4 stuleci, jak i właściciela huty szkła z XIX-wieku. Największe wrażenie robią jednak kriegerdenkmale, płyty i pomniki poświęcone mieszkańcom miasteczka poległym w walkach wielu wojen. I bardzo, ale to bardzo uświadamiają one, że wojna to, rzecz z natury niezrozumiała i tak polegli w Wojnie Duńskiej 1864 roku wspierali Prusy w walce z Duńczykami, podczas gdy kolejni, dwa lata później w wojnie prusko-austriackiej tracili życie w walkach przeciwko niedawnemu sojusznikowi. I się człowiek łudzi, że takie wspomnienie o wojennych ofiarach nauczy czegoś przyszłe pokolenia, ale koniec końców zawsze znajdzie się kilku nieskorych do nauki uczniów dzięki, którym wojna upomina się o swoje…

Wokół kościoła znajdziecie wiele płyt nagrobnych i epitafiów.
Pomnik poświęcony poległym w XIX-wiecznych wojnach.
Wokół kościoła znajdziecie wiele płyt nagrobnych i epitafiów.
Pierwszowojenny krigerdenkmal.

Sąsiadujący z kościołem, piękny, klasycystyczny budynek zdążył od naszej wizyty przejść generalny remont i dziś jako penzion „Renesance” zaprasza w swe progi. 2 lata temu, zamknięty smutno przypominał o dawnej szklarskiej potędze Chřibskiej. Najsłynniejszy ślad po tutejszych szklarzach znajduje na obrzeżach miasta, 2 kilometry na wschód  -nieczynna dziś huta działała tam przez niemal 600 co czyniło ją najdłużej funkcjonująca chyba nie tylko w Czechach, ale i całej Środkowej Europie. Za to sam budynek wspomnianego pensjonatu należał do rodziny Zahnów, słynnych szklarzy, którzy w Chřibskiej doskonalili się w produkcji wyrafinowanych żyrandoli.

Tak budynek prezentował się ponad 2 lata temu.
A tak buydnek prezentuje się dziś. Zdjęcie z booking.com.

Chribska huta w znacznej mierze skupiała się na szklarstwie artystycznym, jej XX-wieczne barwione dzieła często jako żywo przypominały te z Murano, co dziwić nie powinno bo też  czescy projektanci podpatrywali tych włoskich. Hutę zamknięto w 2007 roku i można by przypuszczać, że historia miejscowego szklarstwa się skończyła. Tyle, że nie. Jakiś czas temu emerytowani pracownicy zebrali się, założyli Stowarzyszenie Przyjaciół Huty Chribske i raz po raz – głównie w plenerze i warsztacie u jednego z nich – organizują pokazy i warsztaty, podtrzymując jak tylko się da dziedzictwo kilku wieków. Fajnie, trzymam za nich kciuki.

Prezes Stowarzyszenia, Jaroslav Veselý. For. decinsky.denik.cz/

Jak w każdym szanującym się czeskim miasteczku tak i tutaj nieopodal rzeki (zwanej jako Chřibská kamenice), nad mostkiem spotkać można Jana Nepomucena. Barokowa rzeźba, wraz z sąsiednią, Matki Boskiej są dziełami mistrza Wernera ze Sloupa, dużo młodszy, bo zaledwie 13-letni jest za to Św. Jerzy (i ubijany przez niego smok, smoczek), stanowiący zwieńczenie ośmiobocznej XIX-wiecznej fontanny – uwierzycie, że przed uruchomieniem pierwszego miejskiego wodociągu, dla większości mieszkańców to właśnie ta fontanna była podstawowym źródłem wody pitnej? No kiedyś to było.

Chrisbskie rzeźby – jedyne czego brakuje na głównym placu to zieleń. Kwiaty walczą o uratowanie sytuacji.
Jan Nepomucen, postać w czeskim krajobrazie wręcz wymagana.
Sw. Jerzy jest patronem miasta.

Rzeczka towarzyszy miasteczku na całej szerokości, z zachodu na wschód a rozsianym wzdłuż niej domom przysłupowym nie sposób odmówić uroku. Zadbane, kolorowe, pięknie ukwiecone są pamiątką po drugiej, z dawna minionej tkackiej twarzy miasteczka – najstarsze pochodzą jeszcze z XVIII-wieku. Po warsztatach tkackich, ulokowanych zawsze na parterach domów, nie ma już dziś śladów, za to w wielu zabytkowych, odrestaurowanych chatach można znaleźć nocleg, i to taki – sądząc z ofert – naprawdę klimatyczny.

I takim oto przysłupowym spacerkiem was pożegnam, licząc na to, że ta krótka wizyta zachęci was do odwiedzin i postoju w trakcie podrózy po Czeskiej Szwajcarii/Górach Łużyckich (niepotrzebne skreślić).

Domy przysłupowe w Chribskiej.
Domy przysłupowe w Chribskiej.
Domy przysłupowe w Chribskiej.

 

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.