Japonia: Takayama – miasto przecudnie klimatyczne

Cześć! Wielka pora by wybrać się na spacer po Takayamie, mieście, które mimo krótkiego czasu weń spędzonego skradło moje serce. Miejscowym matsuri ekscytowałem się ostatnim razem, teraz pokażę czym zauroczyło mnie samo miasto. Zapraszam, pozachwycajmy się razem!

Takayama, miasto nader urokliwe.

Takayama jest ciekawym i wyjątkowym przykładem miasta zamieszkałego przez niewielką – jak na japońskie standardy – liczbę mieszkańców a przy tym niebotycznie wręcz rozległego: przeszło 2 tysiące kilometrów kwadratowych jest domem dla zaledwie 80 tysięcy osób! Tak, kto nie czytał poprzedniego wpisu niechaj wie, że od kilkunastu lat, po fuuuuuuzji z kilkoma sąsiednimi wsiami i miasteczkami obszar Takayamy rozrósł się do rozmiarów dorównujących Tokio. I jest to taki ciekawy administracyjnie twór, rozciągający się przez niemal całą szerokość prefektury Gifu (jej północnej części, równej niemal 80 kilometrom) gdzie historyczna Takayama wraz z wchłoniętymi wsiami jest li tylko niewielką zurbanizowaną wyspą otoczoną przestworem potężnych, nierzadko trudno dostępnych, zalesionych gór, Północnych Alp Japońskich i Ryohaku. Jaka to jest jednak wspaniała wyspa! Opasana niekończącymi się lasami słynie ze zjawiskowego i zabytkowego centrum, niezliczonych świątyń i chramów, jednego z trzech najpiękniejszych w Japonii festiwali, rzemiosła artystycznego najwyższych lotów, pierwszorzędnej kuchni i niezwykle przyjaznych mieszkańców. Ze wspaniałymi tradycjami tamtejszego matsuri spotkaliśmy się w poprzednim tekście, teraz pora na spokojny spacer uliczkami Starego Miasta.

Historyczne centrum miasta drewnem stoi.
Witajcie w Takayamie.

Takayama w swym zabytkowym centrum (choć ok, nie tylko tam!) jest miejscem niezwykle urokliwym, intrygującym ale i historycznie ważnym. Z poprzedniego tekstu wiecie, że dawna prowincja Hida była domem tak dla najwyższej jakości drewna jak i najlepszych rzemieślników zajmujących się jego obróbką. Przez stulecia Hida no Takumi, Mistrzowie z Hidy znani byli w całym kraju pracując na dworze cesarskim, u największych daimyo, przy najważniejszych świątyniach. To spadkobiercy ich dziedzictwa przyłożyli rękę do powstania miasta, z czasem okrzykniętego Takayamą, z racji na mnogość wspaniałych rezydencji i świątyń porównywanego do samego Kioto. Darzone estymą przez siogunat Tokugawa stało się ono administracyjnym centrum prowincji, kontrolując każdy aspekt nie tylko drzewnego przemysłu. I to właśnie z okresu Edo (dla przypomnienia 1603-1868) pochodzi olbrzymia część pięknie zachowanego do dziś zabytkowego centrum, niezwykle popularnego wśród turystów, pełnego dawnych rezydencji służących dziś tak za muzea, sklepy, restauracje czy pensjonaty. Wąskie uliczki pełne są prowadzonych od pokoleń browarów sake a w stylowych wnętrzach drewnianych domostw skosztować można miejscowego specjału, wołowiny z Hidy. Stare Miasto, Furui machi nami dba o doznania estetyczne, kulturowe i kulinarne, nie zapomina też o wszystkich tych szukających chwili na spotkanie z Japonią bardziej duchową – szereg świątyń i chramów na obrzeżach „starówki” jest do waszej dyspozycji, idealnie nadając się na powolny, popołudniowy spacer.

Takayama.
Takayama.
Takayama.

Tak, Takayama to ten rodzaj miasta, w którym już po kilku godzinach, po zobaczeniu zaledwie kawałka atrakcji czujecie się jak u siebie, którego tempo idealnie współgra z waszym, z którego wyjeżdża się z poczuciem świetnie spędzonego czasu, zarazem od razu kombinuje się jakby tu w miarę szybko wrócić, tak by na spokojnie nadrobić wszystko to czego nie udało się zobaczyć, poczuć i posmakować. No kurczę, mam nadzieję, że nakłonię was do odwiedzin w tym przefajnym miasteczku.

TAKAYAMA – SŁÓW KILKA O DOTARCIU

Otoczenie gór niewątpliwie wpływa na walory estetyczne spacerów po mieście, pociąga jednak za sobą dość karkołomne skomunikowanie z resztą kraju. Albo inaczej, może nie karkołomne, ale wymagające sporego nakładu czasu by doń się dostać*. Bo choć Prefektura Gifu znajduje się niemal w centrum wyspy Honsiu to jednak siatka japońskich kolei jest tam dość uboga:

  • Takayamę i Tokio dzieli około 300 kilometrów i odległość tę najłatwiej pokonać przy pomocy kombinacji shinkansen+limited express Hida. Stacją początkową jest tu Tokyo Station, skąd wybrać możecie między dwoma shinkansenami, pierwszym Hokuriku jadącym do Toyamy (2h) i drugim Tokaido (Nozomi) jadącym do Nagoi (1h34min). Oba miasta są przystankami limited expressu Hida, którym dotrzecie już do Takayamy. Z Nagoi express jedzie 2 i pół godziny, z Toyamy 90 minut. Nie jest to tani biznes bo razem wynosi ok 16.000 jenów.
  • Takayama jest jednym z przystanków osobówki Takayama Main Line, kursującej między Toyamą (ponownie) a Gifu (tu najłatwiej dostać się z Nagoi) tak więc ciuchcią bezpośrednio dojedziecie też i stamtąd,
Limited Express Hida do Nagoi.

Można też wykonać manewr następujący, com sam uczynił. Pociągiem dostać się do Matsumoto (już w 2h20min z Tokio) a stamtąd do Takayamy ruszyć autobusem – jedzie się 2 i pół godziny, bilet na pociąg kosztuje 6620 jenów, autobusowy 4400. Zresztą, autobusem do Takayamy dostaniecie się już bezpośrednio z Tokio, ale nie wiem czy interesuje was 6 godzin podróży przy nie do końca wystarczającym komforcie.

* – hm, w sumie, z perspektywy czasu i warunków polskich to tak dużo to to nie jest.

TAKAYAMA (高山市)

Dworzec kolejowy w Takayamie jest nowoczesny, kompaktowy, kameralny i dba o to by przybywający już na starcie spotkali się z drewnianym dziedzictwem miasta. I już nie chodzi o nowe wnętrza, na które nie szczędzono miejscowych cyprysików, ale o długi hol, stanowiący bardzo fajne wprowadzenie w tradycję miejscowego rzemiosła i matsuri. Jeśli w mieście będziecie tylko przejazdem i zabraknie wam czasu na wyskoczenie na spacer (jakimś cudem :P) to zróbcie sobie przysługę i zajrzyjcie na piętro gdzie znajduje się przyjemna wystawa nie tylko o yatai.

Drewno i jego obróbka to rzecz dla Takayamy wielce emblematyczna.
Na dworcu znajdziecie wystawę poświęconą miejscowemu festiwalowi.
O tu, w tym holu.

Pierwszą rzeczą po pozbyciu się tobołów (mój hotel znajdował się tuż przed dworcem i bez problemu na kilka godzin przed zameldowaniem można zostawić bagaże) było wybranie się pod miasto, celem spotkania z Matsuri no Mori, wydrążonym w skale muzeum poświęconym miejscowemu festiwalowi, uznawanemu za jeden z trzech najpiękniejszych w całej Japonii. O klawości tego miejsca pisałem tutaj, zapraszam

Muzeum i dworzec dzielą 3 kilometry i odległość tę najłatwiej pokonać jednym z miejskich busików. Część z nich oklejona jest tematycznymi grafikami a trzy linie Takumi jako żywo nawiązują do matsuri i kilku elementów nań się składających – busik-lew z tańca Shishimai jest wspaniały. Do muzeum jeździ linia Sarubobo i po drodze zahacza ona o jeszcze jedno, niezwykle ciekawe miejsce, Hida no Sato, czyli muzeum etnograficzne, skansen przedstawiający zabytkową, ludową architekturę prefektury Gifu – wizytę w skansenie polecam wam szczególnie, jeśli nie planujecie wyprawy do słynnej wioski Shirakawa-go.

Jeden z busików Takumi.
No ja wybrałem wycieczkę do Shirakawa-go i polecam ją wielce. Piękne choć diablo popularne miejsce.

Wróćmy do centrum. Najbardziej znana, zabytkowa i turystyczna część miasta oddalona jest od dworca o rzut shurikenem. Stare Miasto, Furui machi nami podobnie jak dworzec jest kameralne, kompaktowe i do jego poznania wystarczą wam wygodne buty a uważny, spokojny spacer po najciekawszych miejscach powinien zamknąć się w 10 kilometrach (na luzaku), choć jasne, dystans ten może być znacznie dłuższy – interesujących miejsc i punków widokowych jest w mieście więcej i chyba łatwiej byłoby mi powiedzieć, których nie odwiedziłem 😀

Spacerując po Takayamie.
Spacerując po Takayamie. Lasy na dalszym planie to coś co bardzo mi się tam podobało.

Przyjęło się mówić, że spacer po Takayamie jest jest jednym z tych umożliwiających podróż w czasie. I nie ma w tym twierdzeniu wielkiej przesady, co więcej nie tylko Starówka jest gwarantem takich doznań – całkiem spora, pozostała część miasta zdaje się dobrze pamiętać powojenny, budowlany boom okresu Showa i choć eklektyczne, raz betonowe, raz drewniane stemple sprzed dekad swój najlepszy czas mają już za sobą to i tak (a może tym bardziej?) nadają ulicom nostalgicznego charakteru. Dosłownie do ery Showa przeniesiecie się w miejscowym muzeum (Takayama Showakan), poza masą eksponatów jest tam kilka pomieszczeń jak i cała uliczka z dawnych, dobrych czasów. I tak, to jedno z wielu miejsc, do których nie dotarłem, bo też brakło czasu.

Spacerując po Takayamie. Miejska zabudowa nie jest wybitnie strzelista, nie uświadczycie tam drapaczy chmur.
Spacerując po Takayamie.
Spacerując po Takayamie.

No i dobra, zanim zanurzymy się w siatce uliczek historycznego centrum warto zrobić jeden, acz niezwykle ważny przystanek. Przed wami:

TAKAYAMA: HIDA KOKUBUN-JI (飛騨国分寺)

Nie ma w mieście wielu ważniejszych a już na pewno starszych świątyń niźli ta. Jej początki sięgają czasów zaprawdę odległych, VIII-stulecia, wielkiej epidemii ospy i edyktu cesarza Shōmu by w każdej części spustoszonego kraju wybudować świątynię mającą roztaczać pieczę nad swymi prowincjami – obdarowane rzeźbami Yakushi Nyorai, medycznego Buddy (takiego chroniącego przed chorobami), w swym założeniu jako żywo przywodzą mi na myśl kolumny morowe stawiane w Europie. Pierwotna świątynia (po której rzecz jasna nie ma dziś większych śladów) powstała pod czujnym okiem postaci dla japońskiego buddyzmu niemal mitycznej, mnicha Gyōkiego, pierwszego, który dostąpił zaszczytu tytułowania Najwyższym Kapłanem, Dai-sōjō (大僧正), pośmiertnie wyniesionego do rangi bodhisattwy, wybitnego architekta… o ironio nie pochodzącego z Hidy a z odległej Osaki. 

Senja-fuda (千社札), wotywna naklejka (rzadziej tabliczka), symbol i świadectwo wizyty w świątyni i chramie – najczęściej wykleja się nimi świątynne bramy.
Hida Kokubun-ji, jedna z najstarszych świątyń Takayamy.
Pawilon Główny, Hondo, choć wielokrotnie ulegał kataklizmom, jest dziś jednym z najstarszych budynków w mieście – jego obecna forma wzniesiona zostałą przeszło 400 lat temu.
Dzwonnica składa się z elementów nieistniejącego już zamku Takayama.

Z powstałych przed ponad tysiącem lat budowli przetrwał kamień węgielny pierwszej, siedmiopiętrowej pagody. Dziś jej rolę pełni, niższa trzypiętrowa, niezwykle piękna, dzieło rodziny Mizuma, wielopokoleniowej familii od setek lat dzierżących miano Hida no Takumi. Świątynne pagody wielokrotnie były przebudowywane, restaurowane, odbudowywane, cierpiały tak z rąk ludzi jak i natury, tymczasem sąsiadujące z nimi drzewo miłorzębu za nic miało sobie burzliwą historię. I trwa sobie w miejscu od 1250 lat! Piękny okaz, choć z jego początkami wiąże się historia ojca i córki, o oddaniu, poświęceniu i inaczej pojmowanym honorze.

Trzypiętrowa pagoda Kokubun-ji.
Wiele osób przychodzi tu z modlitwami o pomyślny poród i zdrowie dla noworodków.
Trzypiętrowa pagoda Kokubun-ji.
Pagoda widziana spod miłorzębu.
1250 letni miłorząb, jeden z symboli Takayamy! Czy to prawda, że odpadnięcie jego żółtych liści jest oznaką rychłego nadejścia zimy? Nie inaczej.

TAKAYAMA: DROGA KRAJOWA 158 czyli NOSTALGICZNA SHOTENGAI WZDŁUŻ ULIC KOKOBUNJI I YASUGAWA

Jedną z najważniejszych przecinających miasto dróg jest ciągnąca się z zachodu na wschód droga krajowa 158, w zachodniej części przybierająca nazwę Yasugawa dori, na wschodzie m.in. Kokubun-ji dori. To jedne z nostalgicznych, acz nie tak bardzo zabytkowych handlowo-usługowych uliczek, wzdłuż których przed kilkoma dziesięcioleciami (w dużej mierze w erze Showa) jak grzyby po deszczu wyrastały dziesiątki sklepów i knajpek. Nie tak oczywista shotengai, ma fajny vibe, a skryte w podcieniach sklepiki i knajpki kuszą by zatrzymać się choć na chwilę.

Droga krajowa 158.
Droga krajowa 158.
Droga krajowa 158.
Droga krajowa 158.
Na granicy czasu.

I co wam powiem, żołądek w takich chwilach jest najlepszym doradcą i tak wylądowałem na miejscowym ramenie w 高山中華そば 晋. Takayama ramen, przez miejscowych zwany klasycznie chuka soba jest wyjątkowy ze względu na fakt, że bulion (w tym przypadku oparty na kurczaku, warzywach i płatkach bonito) i sojowe shoyu tare nie spotykają się w misce a już wcześniej, na ostatnim wspólnym etapie gotowania. Z tego co czytałem (i co wydaje się logiczne) otrzymany ramen w pierwszych godzinach po otwarciu lokalu może być delikatny, ale później wcale taki być nie musi. Jest za to dość klarowny, makaron doń dobierany jest cienki a dodatki klasyczne, cebulka, menma i plastry chashu. I jest to rzecz pyszna. I szybka.

Takayama ramen, pyszniutki.
Z pozdrowieniami od chefa.

TAKAYAMA: MIYAGAWA (宮川)

Prostopadle do drogi 158, z północy na południe przez miasto przemyka rzeka Jinzū, na większości map zobaczycie ją jednak pod inną nazwąw prefekturze Gifu, w górnym jej biegu przyjęło się nazywać ją Miya. Widok na Miyagawę i szereg przerzuconych nad nią mostów jest dla Takayamy wręcz emblematyczny i prędzej czy później nad rzekę traficie. Fakt, jak w każdym większym japońskim mieście została ona ujarzmiona i trafiła w nieurodziwy betonowy uścisk, ale w kilku miejscach prezentuje się naprawdę ładnie, ot spojrzenie na najbardziej ikoniczny, czerwony Most Środkowy, Nakabashi, wraz z zielonym tłem w postaci pagóra Shiroyama to coś co naprawdę warto zobaczyć. Wiosną otoczenie cynobrowego Nakabashi mieni się wiśniowymi różami, jesienią jest tam zapewne ładne momiji, a niezależnie od pory roku przy moście czeka na was Han Jihwa, Kan Shiwa, legendarny (ale tak serio, serio) rzemieślnik i twórca drewnianych lalek karakuri, pojawiający się w starych chińskich podaniach z okresu dynasti Tang, najpewniej pochodzący z Hidy – brązowa rzeźba przedstawia go frunącego na wielkim żurawiu. Ponoć przed wiekami na takim właśnie drewnianym żurawiu dotarł do Chin i był to pierwszy z wiel cudów którymi zachwycił tamtejszy dwór cesarski.

Nakabashi.
Zielone okolice Nakabashi.
Okolice mostu.
Most trafił również na pokemonową studzienkę. Towarzyszą mu Panpour, Pansage i Pansear.
Han Jihwa, Kan Shiwa z dłłutem i młotkiem w dłoniach, lecący na swoim żurawiu.

Również przez cały rok, wzdłuż rzeki doświadczycie jednego z dwóch miejscowych porannych targów – wspólnie z drugim, odbywającym się przed Takayama Jinya są one uznawane za jedne z większych w całej Japonii. Część nadrzeczna ma miejsce pomiędzy mostami Kaji i Yayoi startując w okolicach godziny 7.00, najpóźniej 8.00. I ktoś powie targ jak targ, ja powiem… nie wiem, nie byłem nie wypowiem się, w godzinach otwarcia kręciłem się już daleko poza miastem, w Shirakawa-go 😛 Choć nawet, jeśli byłby to zwykły targ to… byłoby klawo – nie potrafię odmówić sobie przyjemności zanurzenia się w takich jarmarcznych klimatach. A z tego co słyszałem to setki straganów z miejscowym rękodziełem, pamiątkami i przede wszystkim jedzonkiem, tak przekąskami, słodyczami jak i warzywami i owocami nie pozostawiają niewzruszonym i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Tak więc tak, to kolejny powód do powrotu.

Nad Miyagawą.
Nad Miyagawą.

No i dobra, skoro wspomniałem o Takayama Jin’ya to rzućmy okiem cóż to za miejsce. Spoiler alert: wyjątkowe!

TAKAYAMA: TAKAYAMA JINYA (高山陣屋)

Przez wiele stuleci, słynąca z niekończących się lasów prowincja Hida była źródłem najwyższej jakości drewna, będąc domem dla najwybitniejszych rzemieślników biegłych w jego obróbce. Pod okiem lokalnych klanów prowincja zyskiwała należną sobie estymę, stając się przeto miejscem walki o wpływy. Pod koniec XVI-wieku klan Kanamori, pod łaskawym okiem wszystkich trzech Wielkich Zjednoczycieli objął władzę nad niemal całą prowincją. To wtedy tak naprawdę „narodziła” się Takayama, wybudowany został zamek (nie dotrwał on naszych czasów) a wokół niego powstało miasto, prężnie się rozwijające, przyciągające kupców i rzemieślników. Rządy Kanamorich nie trwały długo, pod koniec XVII-stulecia nestorowi rodu kulturalnie wyperswadowano, żeby zobaczył czy nie ma go gdzie indziej (czyt. podarowano mu ziemie w prowincji Dewa dokąd wraz z klanem się przeniósł) a nad całą Hidą bezpośrednie zwierzchnictwo rozciągnął siogunat Tokugawa czyniąc zeń swoje tenryō. Cóż, któż nie chciałby pełnej kontroli nad wszystkimi wspaniałościami prowincji*?

* – do drewna i rzemieślników warto dodać choćby górskie kopalnie bogate w złoto czy srebro.

Takayama Jinya.

Pod skrzydłami siogunatu miasto rozkwitło, równie szybko wzrosła ranga osiadłych w Takayamie urzędników, awansowanych do rangi daikan, roztaczających pieczę nie nad jedną a kilkoma prowincjami. Siedzibą przybyłych z Edo zarządców została dawna rezydencja klanu Kanamori. Imponujący kompleks Takayama Jinya dotrwał naszych czasów jako absolutny rodzynek – spośród kilkudziesięciu podobnych rozsianych niegdyś po całej Japonii, tylko w Takayamie zachował się oryginalny, główny budynek zarządcy, co ciekawe funkcje administracyjne pełnił on jeszcze przed 50 laty! Poddany szeregowi remontów, przeszedł lifting i dziś w całej okazałości i majestacie ery Edo zaprasza do swych wnętrz.

Takayama Jinya.
Takayama Jinya.

Zwiedzania feudalnych posiadłości nigdy dość i również tutaj czułem się jak ryba w wodzie. Kompleks jest sporawy, składa się nań budynek główny, piękny japoński ogród i jeden z największych w Japonii spichlerzy na ryż, służący dziś za halę wystawową. Główny budynek zaskakuje wielkością, ilością pomieszczeń i tym, że kiedy już wydaje się, że trafiło się do ostatniego to pojawia się wąskie przejście do kolejnego. Chowając buty do siatki/plecaka spacerujemy po drewnianych podłogach i matach tatami podziwiając drewnianą konstrukcję, zaglądamy do miejsc pracy zarządcy, sędziego i innych urzędników (z jakiegoś powodu największe szychy miały dostęp do widoku na ogród), ich komnat, kuchni, aresztu (przyjrzyjcie się koszowi na… przestępcę), no i przede wszystkim wracamy na skraj ogrodu, siadamy i kontemplujemy piękny widok.

Takayama Jinya.
Takayama Jinya.
Takayama Jinya. Ten królik to nie tylko element ozdobny, ale i praktyczny, zakrywający wbite w belki gwieździe.
Takayama Jinya od kuchni. Dosłownie.
Takayama Jinya.
Takayama Jinya.
Takayama Jinya.

Sam wielki spichlerz zasługuje na osobny akapicik. Pierwotnie był on elementem miejscowego zamku i w okolice Jinya przeniesiono go dopiero po zburzeniu warowni.  To tu w wielkich słomianych koszach przechowywano podatek, czyli nic innego jak najpotężniejszą walutę –  ryż. Dziś podziwiać można wielką stertę pustych koszy, dawniej pewnie pieły się pod sam dach (też zresztą ciekawy i warty chwili uwagi), od ściany do ściany – obecnie puste przestrzenie zaaranżowano na kilka fajnych sal przedstawiających kawałek historii miasta. Zgrabnie, nawet niemało po angielsku, spoko.

Takayama Jin’ya., Mikara, spichlerz.
Takayama Jin’ya.
Takayama Jin’ya., Mikara, spichlerz.
Takayama Jin’ya., Mikara, spichlerz.

Takayama Jinya czynne jest przez cały rok (za wyjątkiem okresu Nowego Roku), otwierając swe podwoje o 8.45 a zamykając o 17.00 (16.30 w sezonie niskim, listopad – luty). Cena za zwiedzanie jest śmiesznie niska – 440 jenów za osobę dorosłą.

I również tu, na dziedzińcu przed rezydencją, dzień w dzień, od niemal 300 lat organizowany jest poranny targ. Myślę, że jeśli tylko macie czas i możliwości to warto zajrzeć tu lub nad rzekę. A może i tu i tu? W końcu, tego nikt nie sprawdza.

TAKAYAMA: DAWNY RATUSZ (高山市政記念館)

Zanim ruszymy na spacer po Starym Mieście warto zatrzymać się w pięknym budynku służącym niegdyś (a dokładnie to w okresie Meiji) za miejski ratusz a później dom kultury i izbę pamięci. Tą ostatnią jest zresztą i dziś, liczne wystawy całkiem niedawno wzbogacono o historię najnowszą zdradzając kilka sekretów z wielkiej fuzji z okolicznymi miasteczkami – bez google translatora czy znajomości japońskiego się jednak nie obejdzie, angielskich informacji jest tu jak na lekarstwo.

Dawny ratusz w Takayamie.
Dawny ratusz w Takayamie.
Dawny ratusz w Takayamie.

Budynek ma ledwo 130 lat, pięknie jednak współgra z zabytkowymi sąsiadami, nic zresztą dziwnego, projekt i wykonanie wyszło od miejscowych artystów i rzemieślników. Warto zajrzeć, tym bardziej jeśli boicie się wydawać jeny na podobne atrakcje – w tym wypadku zwiedzanie jest darmowe.

Dawny ratusz w Takayamie..

TAKAYAMA: FURUI MACHI NAMI, STARE MIASTO

Takayama Jinya jest piękną pamiątką po erze Edo, serce dawnego miasta bije jednak na drugim brzegu Miyagawy. Furui-machi-nami, Starówka, handlowo-rzemieślniczy rdzeń miasta tak zamkowego, jak i późniejszego administracyjnego centrum prowincji. Czerpiące z ducha Kioto, spoglądające w kierunku siedziby Tokugawów, pamiętające jednak o swych korzeniach i w nich najsilniej umocowane. No kurczę, piękne miejsce po prostu, pełne dawnej drewnianej zabudowy, przez wielu nazywane Kioto Hidy (co przy dodatkowym zatrzęsieniu świątyń i chramów wydaje się nienajgorszym porównaniem, szczególnie do dzielnicy Gion), mnie o wiele bardziej przypomina zabytkowe miasteczka z doliny Kiso, i szlaku NakasendoTsumago-juku i Narai-juku. Zresztą podobnie jak i tam i w Takayamie nad zabytkową zabudową roztoczono prawną opiekę.

Furui-machi-nami, Stare Miasto, za dnia pełne miejscowych jak i turystów, wieczorami przyjem kameralne.
Furui-machi-nami, Stare Miasto.
Furui-machi-nami, Stare Miasto, królestwo drewna.
Furui-machi-nami, Stare Miasto.
Furui-machi-nami, Stare Miasto.

Sercem Takayamy jest Stare Miasto, z kolei sercem Starówki jest Sanmachi Suji, skłądające się z trzech ulic (dla niepoznaki ponumerowane od jeden do trzy – Kamiichino-machi, Kaminino-machi, Kamisanno-machi) i podobnie jak w dolinie Kiso sprawiają one wrażenie jakby przeniesionych w czasie, nad głowami nie zwisa plątanina kabli, samochodów brak i tylko kolorowe reklamy Snoopyego, My Hello Kitty czy Miffy przypominają, że mamy XXI wiek. Każda z ulic długa jest na bez mała 600 metrów, w ciągu dnia przeżywając istne oblężenie – nie ma w mieście miejsca bardziej popularnego, tak wśród miejscowych jak i turystów.

Furui-machi-nami, Stare Miasto.

Furui-machi-nami, Stare Miasto.
Czy istnieje możliwość zwiedzania z poziomu rikszy? A jakże.

Jak przed wiekami tak i dziś są to uliczki, w których rządzi handel, rzemiosło i szama. Zabytkowe domy skrywają sklepy, tak ze słodyczami, rękodziełem, jak i najbardziej turystycznymi pamiątkami „z taśmy”. W wielu sklepach kupicie laleczki Sarubobo, bez wątpienia będące symbolem miasta. Nieposiadające twarzy, przypominające niezdarnie narysowaną ludzką postać, wielokolorowe lalki są talizmanami przynoszącymi szczęście i chroniącymi przed złem w wielu postaciach – każdy kolor odpowiada za inną dziedziną życia. Sarubobo można kupić jako pamiątkę, talizman, wiele z nich trafia finalnie do świątyni Kokubun-ji, gdzie wiesza się je w odpowiednich intencjach.

Sarubobo, symbol Takayamy.

Co jakiś czas traficie na wystawy pełne butelek, i zawieszone nad wejściami kule z liści kryptomerii, sagidamma – to znak, że dotarło się miejscowego browaru sake. Takayama od setek lat słynie z ryżowego alkoholu, i choć dziś „branża” jest zdecydowanie szczuplejsza niźli w czasach prosperity to i tak jest to kierunek, który wielbicielom trunku bym polecił. Miejscowe browary, tradycją sięgające nawet 300 lat prześcigają się w zanęceniu przybyszów, organizują prelekcje i degustacje z kikisake-shi, sake-sommelierami, dają również możliwość próbowania na własną rękę – za bezcen otrzymuje się ceramiczny kieliszek i szereg sake do spróbowania. Co jest okazją do ciekawych interakcji z pozostałymi degustatorami 😀 Sam skusiłem się na browar Harada, założony na początku ery Meiji, charakteryzujący się używaniem drożdży pozyskiwanych z kwiatów (begonii, sakury czy goździków).

Takayama słynie nie tylko z drewna, ale i z dobrego sake.
Takayama słynie nie tylko z drewna, ale i z dobrego sake.
Takayama słynie nie tylko z drewna, ale i z dobrego sake.
Takayama słynie nie tylko z drewna, ale i z dobrego sake.

Najsłynniejszym kulinarnym specjałem prowincji Hida jest tamtejsza rozpływająca się w ustach wołowina, Hida-gyu, podobnie jak u słynniejszego krewnego z Kobe, o marmurkowej teksturze, i wybitnych walorach smakowych, zaliczana do tych tak jakby luksusowych. A przy tym – tak mi się zdaje – o wiele łatwiejsza w „zdobyciu”. W wielu knajpkach i restauracjach znajdziecie ją nie dość, że w najwyższej klasie A5 to i za całkiem przyzwoite pieniądze. Ja polecam lokal Hida Kotte Ushi, sam w sobie już piękny, z kapitalnym wnętrzem i małym ogrodem – wołowinę dostaniecie tam w postaci nigiri, oraz mini tatara choć tak naprawdę gunkan sushi. Nigiri serwowane jest na krakersach ryżowych, maźnięte sosem sojowo-imbirowym i posypane solą. Pychota, za 1200 jenów.

Hida Kotte Ushi i miejscowa wołowina, pychotka.
Hida Kotte Ushi.

Na Starym Mieście większych tłumów spodziewajcie się w godzinach otwarcia sklepów i knajpek – po ich zamknięciu jak po dotknięciu czarodziejskiej różdżki uliczki pustoszeją i zostają tylko najtwardsi zawodnicy, którym do szczęścia potrzebna jest stara zabudowa i ładne widoki. Kameralny klimat przez większą część dnia towarzyszy terenom od wschodu i północy przyległym do Furui-machi-nami, równie urokliwym acz nie tak zabytkowym. Stare domy na przemian z nowszymi zaprowadzą was nad rzeczkę Enako, leniwie sunącą  w głębokim, kamiennym kanale. Jeśli szukacie spokoju i całkiem fajnych okoliczności spacerowych to ten kierunek będzie jak znalazł.

Oddalając się od Starego Miasta.
Rzeczka Enako.
Oddalając się od Starego Miasta.
Rzeczka Enako.
Oddalając się od Starego Miasta.
Zawsze cieszy kiedy nowsza zabudowa powstaje z szacunkiem dla tradycji.

TAKAYAMA: CHRAM SAKURAYAMA HACHIMANGU (桜山八幡宮) I ŚWIĄTYNIE HIGASHIYAMY 

Uliczki z domami mieszkalnymi są tak jakby buforem pomiędzy Furui-machi-nami a wznoszącymi się nad miastem wzgórzami, usianymi świątyniami i chramami. Od północy Sakurayama, od wschodu Higashiyama oferują tak fajny spacer pośród imponujących lasów i drzew, jak i – jeśli ktoś potrzebuje – przestrzeń do kontemplacji czy zebrania myśli.

Pagórami pośród świątyń. I chramów.
Pagórami pośród świątyń. I chramów.
Pagórami pośród świątyń. I chramów.

Higashiyama Walking Course (東山遊歩道) na ten przykład, ze wszystkimi swymi świątyniami, chramami, szlakiem ciągnącym się do sąsiedniego parku Shiroyama, wspinającym się do ruin dawnego zamku klanu Kanamori to pomysł na naprawdę fajne popołudnie. Dla mnie niestety było już trochę za późno na 4 kilometry spaceru, ale wam jak najbardziej polecam. Tu zresztą już samo spotkanie z kilkoma świątyniami na skraju lasu robi robotę. Niewielkie buddyjskie zespoły, choć wydają się niepozorne są powiernikami wielkiej historii. Ot, Unryu-ji, jak się okazuje pierwsza świątynia Soto Zen w Hidzie, była rodzinną świątynią klanu Kanamori, w pewnym sensie najważniejszą świątynią u zarania takajamskiej miastowości. Niezwykle estetyczne miejsce, spokojne, wraz z sąsiednią świątynią Daio-ji idealne do zatrzymania się, chłonięcia chwili. Daio-ji pochwalić się może najstarszą dzwonnicą w mieście, co przy częstych pożarach nawiedzających tę część miasta jest rzeczą nie byle jaką. Pośród kwitnących roślin, kwiatów uwagę przykuwają pomniki, rzeźby czy obrazy im towarzyszące – te w Sali Dziesięciu Królów uzmysławiają nam, że religie mogą być różne, ale w każdym piekle prędzej czy później trafisz do wielkiego gara z wrzątkiem 😀

Unryu-ji.
Daio-ji.
Daio-ji i piekielny gar.
Wiosna.
Kapliczka Akiba, poświęcona kami chroniącemu przed ogniem i pożarami.

Tak jak południowy spacer zaprowadzi was do ruin najważniejszego zamku Takayamy, tak wędrówka na północ skończyć się może na wzgórzu gdzie dawien dawna wzniesiony został niewielki zameczek Ayzuki, należący ongiś do jednego z pomniejszych klanów – dziś znajduje się tam plac zabaw i cmentarz, a wzgórze na którym je znajdziecie zowie się Kitayama. Nie wiem czy tam dotrzecie, jestem za to pewny, że zawędrujecie całkiem niedaleko, do Sakurayama Hachimangu, jednego z dwóch najważniejszych shintoistycznych chramów w mieście.

Pierwsza kolosalna brama torii znajduje się jeszcze nad Miyagawą.
Chram Sakurayama Hachimangu.
Chram Sakurayama Hachimangu.

To właśnie tutaj jesienią bije serce jesiennego Takayama matsuri, to spod chramu w miasto ruszają procesje yatai a wraz z nimi festiwalowicze przebrani w stroje z dawnych epok, to tam odbywają się pokazy karakuri, tam też w końcu odbywają się modły do Hachimana, opiekuna tak świątyni jak i całego święta. Historia kultu Hachimana jest tu BARDZO długa, sięga III-wieku, powstania chramu poświęconego cesarzowi Ōjinowi, który jak może pamiętacie po swojej śmierci wyniesiony został do boskiej rangi i po dziś dzień czczony jest właśnie jako Hachiman. W zawierusze wojen domowych chram popadł w ruinę, z której podniósł ją Shigeyori Kanamori (jak widać w jedno stulecie rodzina ta odcisnęła na mieście wystarczająco dużo ważnych stempli), niedługo potem rozpoczynając tradycję miejscowego festiwalu. I to właśnie w bezpośrednim sąsiedztwie chramu znajdziecie drugie z miejsc gdzie na co dzień podziwiać można cząstkę festiwalowych delicji, platform yatai. Sala wystawowa Yatai Kaikan jest domem dla czterech oryginalnych platform (cyklicznie się zmieniających),  szeregu miniatur i wielu innych eksponatów ze świętem, jak i drewnianym rzemiosłem związanych. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł porównać z odwiedzonym już Matsuri no Mori.

Chram Sakurayama Hachimangu.
Chram Sakurayama Hachimangu.

I cóż, po długim dniu, szukając lokalu na postawienie odpowiedniej kropki nad i trafiłem do kapitalnej knajpki. W „Karu-かる食堂” duże piwo oznacza duże, litrowe, jedzonko jest smaczne (tak gotowane pierożki gyoza czy smażone tofu), ale największą wartością są właściciele, uśmiechnięci i bardzo chętni pogadać. Uwielbiam.

Wesoła ekipa.

I tak minął ten dzień. Na chodzeniu, jedzeniu, piciu, poznawaniu japońskiej kultury, jedzeniu, rozmowach. Choć Takayamę jako miasto poznawałem raptem przez jeden dzień to absolutnie skradła ona moje serce, nie brakowało mi niczego, ku#wa było w pytę!

Tymczasem, w hotelu czekało pranie, w TV jeden z tych przebodźcowanych teleturniejów a nazajutrz rano trzeba było wcześnie wstać. Shirakawa-go czekała 🙂

 

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.