Japonia: cudowny szlak Nakasendo. A raczej jego kawałeczek, z Tsumago do Magome

Część! Pora na jeszcze jeden, jednodniowy wypad z Matsumoto. Jedną z wielu ciekawych opcji eksploracji okolicznych gór, jest podróż do doliny rzeki Kiso, gdzie po dziś dzień zachowały się klimatyczne i wielce urokliwe miasteczka o zabudowie rodem z czasów samurajów, i okolicznościach przyrody wzywającej na górski szlak. Będzie pięknie, zapraszam!

Jednym z marzeń, które chciałem spełnić podczas tej pierwszej wizyty w Japonii było przejście fragmentu szlaku Nakasendo, dawnego traktu łączącego Kioto z Edo. Szlaku, którego pozostałości po dziś dzień przecinają japońskie góry, pełnego reliktów z samurajskich czasów, pełnego zadbanych zabytkowych miasteczek, wspaniałej przyrody, przez wielu szumnie określanego mianem tego, gdzie poczuć można prawdziwą Japonię. I jakkolwiek to ostatnie hasło traktuję z dużym dystansem, bo przecież Japonia prawdziwa jest tak od tej tradycyjnej jak i nowoczesnej strony, tak nie da się zaprzeczyć, że długimi fragmentami jest to szlak tak niesamowicie zjawiskowy, że po prostu trzeba go zobaczyć, przejść, poczuć, posmakować.

Tradycyjna zabudowa w Tsumago-juku.
Nachylenia Magome-juku.

Szlak Nakasendo, jak same kanji (中山道) wskazują oznacza Centralną drogę górską, Drogę pośród gór (jakby ktoś chciał bardziej poetycko). Była to jedna z pięciu najważniejszych dróg Japonii okresu Edo i panowania siogunatu Tokugawa, wraz z drogą Tokaido łącząca dwór cesarski w Kioto z siedzibą sioguna w Edo. Tokaido prowadziła wzdłuż południowego wybrzeża wyspy Honsiu, poprzecinana była wieloma ciężkimi przeprawami przez rzeki, Nakasendo tymczasem prowadziła przez góry, wspinała się na przełęcze, dając alternatywę wszystkim tym, którym trudy poprzednika dawały się we znaki – deal był taki, że pozbywając się problemów w postaci przepraw przez rzeki otrzymywało się inne, w postaci wymagających podejść i nierzadko śniegu. Nakasendo jak i cztery pozostałe drogi (oraz dziesiątki mniejszych odchodzących od nich dróżek) służyć miały przede wszystkim siogunowi, ułatwiając mu kontakty i kontrolę nad resztą kraju (Sankin-kōtai, mówi to panu coś panie Ferdku), ale same w sobie szybko zyskały na znaczeniu stając się systemem krwionośnym ówczesnego państwa.

Piękny fragment pomiędzy Tsumago a Magome.
Wszystkie 69 miasteczek trafiło na drzeworyty największych mistrzów ukiyo-e okresu Edo. Tu Utagawa Hiroshige i jego spojrzenie na Magome.

Wzdłuż każdej z dróg powstawały stacje pocztowe (shukuba), oferujące podróżnym (tak daimyo, dworzanom z Kioto, samurajom jak i handlarzom i zwykłym podróżnym) pełen wachlarz niezbędnych udogodnień – spanko, jedzonko, towarów magazynowanko. Nakasendo liczyło sobie około 530 kilometrów, na których to powstało 69 takich stacji, nierzadko rozwiniętych później w całe miasteczka. Dziś, wiele z nich – co nie dziwi – nie przypomina już stylowych, wciśniętych w górskie doliny małych stacji. Dynamiczny, powojenny rozwój Japonii pochłonął wiele z dawnego dziedzictwa, jest jednak kilka takich miejsc, gdzie nie warto się pałętać zachowano ten niegdysiejszy klimat a drewniane domy okresu Edo zapraszają na spacer wyjątkowo urokliwy – w Magome i Tsumago o mocno turystycznym charakterze, w wielu innych miasteczkach zdecydowanie bardziej surowy. Te najpopularniejsze, najlepiej zachowane odcinki przyciągają wielu jedno-dwu-trzydniowych turystów, znajdują się też i tacy, którzy mozolnie, w skupieniu pokonują cały szlak… no w każdym razie to co z niego przetrwało.

To w dolinie zachowanych zostało najwięcej klimatycznych miasteczek.
Fragmenty Nakasendo prowadzą przez dolinę rzeki Kiso.

Najwięcej dawnego uroku zachowały miasteczka położone w dolinie rzeki Kiso, przed przeszło pięćdziesięcioma laty to tam doszło do największego społecznego wzmożenia i walk o zachowanie historycznego charakteru stacji, tam to w życie weszły bezprecedensowe jak na ówczesne czasy ustawy chroniące zabytkową tkankę. Najlepiej zachowane i odrestaurowane miasteczka jak Magome, Tsumago czy Narai, z centrami praktycznie pozbawionymi samochodów, rzadko spotykanymi automatami, bez wszędobylskich kabli przewieszonych nad ulicami sprawiają wrażenie zaklętych w czasie, i gdyby tylko usunąć spotykany tu i ówdzie asfalt oraz współczesne szyldy reklamowe naprawdę można by mieć wątpliwość czy zza zakrętu zamiast grupy turystów z Włoch nie wyjdzie orszak lokalnego daimyo.

Tsumago-juku o poranku, niemal puste.

Początkowo, w przypływie nadmiernego optymizmu planowałem tę wycieczkę rozbić na dwie części, pierwszą klasyczną, skupioną na tym najbardziej emblematycznym fragmencie od Tsumago do Magome, i drugą, niszową opierającą się na spacerze przez wąwóz Kakizore. Im dłużej jednak ślęczałem nad mapami tym pewniejszy byłem, że opcja wąwozu wyląduje w szufladzie „awaryjne, jak się uda”. A już na tydzień przed wylotem całkowicie z wąwozu zrezygnowałem, uznając, że w pełni i bez pośpiechu delektować się będę tym najsłynniejszym, najwdzięczniejszym, ale i najbardziej turystycznym odcinkiem szlaku. Licząc na to, że maj, w środku tygodnia nie przyciągnie nań zwyczajowych tłumów. Spoiler alert: było zaskakująco spokojnie i momentami puściutko, tyle wygrać ❤ Na kiedyś i „być może” zostawiam sobie furtkę do eksploracji innych, tych bardziej off beaten path, mniej znanych a równie ciekawych fragmentów szlaku, i to nie tylko w dolinie Kiso a na całej jego długości – Agnieszka Dziadek podczas swojego przejścia Japonii pokazała, że warto!

Choć odcinek z Tsumago do Magome jest najpopularniejszym fragmentem Nakasendo to udało mi się trafić pustki na szlaku.

No dobra, tyle tematem wstępu, ruszajmy! Czy będzie to wpis odkrywczy? Niekoniecznie, wszak o spacerze między Magome i Tsumago napisano już wszystko, no ale co własną perspektywę dorzucę to moje. No i jasne, mam nadzieję, że w tej pisaninie ktoś z was znajdzie coś dla siebie  🙂

SZLAK NAKASENDO:  DOJAZD DO FRAGMENTU W DOLINIE KISO

Jak już wspomniałem, najlepszym miejscem do odkrywania szlaku Nakasendo jest dolina rzeki Kiso, wzdłuż której to znajdziecie 11 miasteczek pocztowych, tak te najlepiej zachowane jak i bardziej już przeobrażone, wciąż jednak miejscami zachowujące ducha dawnego traktu. Dolina jest całkiem dobrze skomunikowana z dwoma wielkimi miastami, Nagoją od południa i Matsumoto od północy.

Poranne tłumy w pociągu do Nariso.
  • najszybszym sposobem na dotarcie tak z Nagoi jak i Matsumoto będzie skorzystanie z limited express Shinano łączącego oba miasta. Pociąg zatrzymuje się w Nakatsugawie, Nagiso, Kiso-Fukushimie i Agematsu. Cała trójka za wyjątkiem Nagiso to miasteczka pocztowe Nakasendo i swoją przygodę można zacząć już tam. Orientacyjnie: z Nagoi do Nakatsugawy jedzie się 56 minut (2870 jenów), z Matsumoto do Nagiso 64 minuty (3050 jenów).
  • co ważniejsze, z Nakatsugawy autobusem dojedziecie do Magome, a z Nagiso dotrzecie do Tsumago. Tak więc jeśli celujecie w najsłynniejszy odcinek szlaku a brakuje wam czasu to takie połączenia ciuchci i busa będzie chyba najbardziej optymalne. Rozkład autobusów znajdziecie tutaj.
  • z Matsumoto kursuje również lokalny pociąg linii Shinonoi/Chuo, zatrzymuje się on każdej stacji w dolinie, znacznie rozszerzając listę miasteczek pocztowych osiągalnych transportem publicznym. Na tej linii są to: Niekawa, Narai, Yabuhara, Miyanokoshi, Kiso-Fukushima, Agematsu, Suhara, Nojiri, Ochiai i stacja końcowa Nakatsugawa. Jedzie się dwa razy dłużej niźli expressem, jednak w ramach rekompensaty za bilet płaci się mniej (2h14min i 1980 jenów z Matsumoto do Nakatsugawy).

Cóż, nocując w Matsumoto wybrałem opcję porannego pociągu do Nagiso, skąd po kilkunastu minutach autobusem podjechałem do Tsumago. Był piękny, pochmurny poranek, na ulicach pustki, idealne warunki na rozpoczęcie spokojnego spaceru po miasteczku. A potem 8 kilometrowego, leciutkiego trekkingu do Magome.

Znak zaraz przy przystanku autobusowym zaprasza do Tsumago.

SZLAK NAKASENDO: TSUMAGO-JUKU (妻籠宿)

Powiedzmy sobie szczerze, wybranie Tsumago na początek tego spaceru było best desyżyn ever. Tsumago, wraz z Magome i Narai uznaje się za najlepiej zachowane miasteczka szlaku Nakasendo, takie gdzie duch okresu Edo mimo czyhającej z każdej strony współczesności jest najbardziej namacalny. Na głównych ulicach nie zauważymy samochodów (no prawie), reklamy jakkolwiek widoczne wydają się bardziej stylowe i nawiązujące do z dawna minionych czasów, w końcu nad zabytkowymi drewnianymi budynkami nie zwisają niekończące się kable, widok tak emblematyczny dla japońskich miast. I według mnie, Tsumago wiedzie w tym wszystkim prym, sprawiając wrażenie najbardziej kompletnego i historycznie autentycznego.

Tsumago-juku, miasteczko przecudnej urody.
Tsumago-juku, miasteczko przecudnej urody.
Tsumago-juku, miasteczko przecudnej urody.

Dlatego docierając doń z samiuśkiego rana byłem przeszczęśliwy, okazało się bowiem, że mam miasteczko niemal na wyłączność. Sklepiki i kawiarnie były jeszcze zamknięte, uliczki puste. Był tylko Wojtek i piękna drewniana zabudowa pamietająca ostatnich samurajów. Szwendanie po budzącym się miasteczku pozwalało zajrzeć w każdy kąt.

Puste ulice Tsumago, rzecz, którą warto docenić.
Puste ulice Tsumago, rzecz, którą warto docenić.
Puste ulice Tsumago, rzecz, którą warto docenić.

Tsumago było 42 przystankiem na szlaku i jego historia sięga XVII-wieku. Naiwnością byłoby jednak myśleć, że zabytkowa zabudowa pochodzi z tak odległych czasów. Nic z tego, wskutek wielu pożarów do naszych czasów nie dotrwała większość drewnianej, pamiętającej początki miasteczka tkanki. Niecałe 200 budynków składających się dziś na jeden z najlepiej zachowanych historycznych obszarów prefektury Nagano pochodzi z XVIII, głównie XIX i początków XX-wieku – ich przetrwaniu groził nie tylko ogień, ale i zmieniająca, rozwijająca się Japonia.

Tsumago o poranku, cisza przerywana rytmicznym szumem takiego fajnego tradycyjnego młyna.
Tsumago o poranku.
Tsumago o poranku.

Ogień był największym przekleństwem drewnianej zabudowy okresu Edo o czym niech świadczy fakt, że w 1881 roku wskutek pożaru przestało istnieć (niemalże dosłownie) sąsiednie miasto pocztowe, Mitsuno-juku. Ocalały raptem 3 zabytkowe budynki. Dziś teren obu miasteczek znajduje się w administracyjnych granicach miasta Nagiso, dlatego spacerując po Tsumago niech was nie zdziwi tablica zapraszająca do zwiedzenia muzeum Nagiso-machi, miasta Nagiso.

Główna ulica Tsumago, Takeshita.

Drugim zagrożeniem dla zabytkowej zabudowy ogromnej ilości miast i wsi była wielka powojenna obudowa, przebudowa kraju. Tradycyjna architektura w wielu miejscach ustępowała nowemu, Tsumago czy Magome które straciły statusy miasteczek pocztowych groziło to samo. Na drodze modernizacji stanęli jednak mieszkańcy jak i aktywiści, których działania doprowadziły do zapewnienia zabytkowemu miasteczku parasola ochronnego, co więcej rozpoczęły długi i żmudny proces odbudowy i rekonstrukcji, ale zgodnie z historycznymi prawidłami. Dzięki temu Tsumago stało się jednym z pierwszych obszarów prawnie strzegących tradycyjnego i historycznego krajobrazu miejskiego. No ok, poza asfaltem miejscami, to fakt.

Tsumago, miasta zachowane.
Tsumago, miasta zachowane.
Tsumago, miasta zachowane.

Historię Tsumago oraz tego w jaki sposób dotrwało naszych czasów w takim stanie, poznacie w miejskim muzeum, przylegającym do jednego z dwóch najważniejszych niegdyś budynków miasteczka, Wakihonjin Okuya. Wakihonjin był drugim najważniejszym zajazdem każdej stacji, często przyjmującym pod swój dach najznamienitszych gości. Dzisiejsza forma zajazdu pochodzi z końca XIX-wieku i powstała przy użyciu drewna cyprysowego – dawniej wycinka tych drzew w dolinie była zabroniona. W jego wnętrzach, nad tradycyjnym paleniskiem irori, przy odpowiedniej pogodzie i porze dnie (a chyba i roku, z tego co wyczytałem zima jest tu najlepszym przyjacielem) obserwować można cudowny pokaz światła i cienia. I cóż, szczęścia nie miałem… a nawet jakbym miał to po chwili od mojego przybycia zajazd zaczęła zwiedzać włoska grupa, która całkowicie wnętrza budynku zagarnęła dla siebie. Dlatego szybko czmychnąłem do sąsiedniego budynku, skrywającego w swych wnętrzach muzeum.

Wahihonjin w Tsumago.
Wahihonjin w Tsumago.
A to Honjin, główny zajazd, niestety wówczas niedostępny do zwiedzania.
Zimowy spektakl światła i cienia w Wakihonjin. Fot. ryo-konishi.com/
Właścicielami zajazdu była rodzina Hayashi, zajmująca się produkcją sake „Musume”.

Muzeum Nagiso-machi skupia się na historii nie tylko miasteczka, ale i całej doliny Kiso. Całkiem sporo miejsca poświęca tematowi odbudowy i ochrony charakteru Tsumago – podróż przez kolejne lata i działania miejscowych, pozwala zrozumieć poświęcenie dla idei ocalenia miasta takim jakim było. Fajne to miejsce, niewielkie, dwupiętrowe i dość klasyczne w formie, ale bardzo treściwe. Wakihonjin, muzeum oraz Honjin, główny zajazd (nieczynny podczas moich odwiedzin) otwarte są codziennie od 9.00 do 17.00 (za wyjątkiem 3 ostatnich dni w roku) – można odwiedzać je na osobnych biletach, ale najlepiej zrobić to na łączonych 2w1 lub 3w1, o czym przeczytacie tutaj.

Muzeum Nagiso-machi.
Muzeum Nagiso-machi.
Muzeum Nagiso-machi. Dawny strój strażacki.
Muzeum Nagiso-machi.

Zadbanych, historycznych domków jest w Tsumago lekko ponad 100 i mieszczą się w nich kawiarnie, pensjonaty, sklepiki z rękodziełem, restauracje. A w wielu po prostu ktoś mieszka. Spacerując między tymi drewnianymi cudeńkami, człowiek zachwyca się wszechobecną zielenią, nie tylko taką na drugim i dalszym planie, ale tą wyskakującą zza każdego winkla – kapitalna sprawa. Takie okoliczności przyrody wzmagają głód, dlatego warto zatrzymać się na małym co nieco. Na późne śniadanie świetnym miejscem okazała się kawiarnia Kojitsu, serwująca naleśniki galette – rzecz, wydawałoby się na wskroś zachodnią, ale dzięki mące gryczanej jak najbardziej tutejszą. Porcje solidne, bardzo 😀 Zaraz po sąsiedzku macie Sawadaya, sklep ze słodyczami nie byle jakimi, bo między innymi opartymi na specjalności doliny Kiso, kasztanach w formie ciasteczka kuri kinton  – nie wiedziałem czego się spodziewać a dostałem pychotkę. Choć specyficzną.

Czas mija a na ulicach wciąż zaskakująco pusto.
Czas mija a na ulicach wciąż zaskakująco pusto.
Gryczane naleśniki w krainie gryki.
Strasznie miła ekspedientka z Sawadaya strzeliła mi fotkę.

Po drodze czeka na was jeszcze ot choćby zajrzenie do Fureaikan, świątyni Kotokuji, bądź też dawnej szkoły podstawowej z czasów Meiji. Fureaikan, to pawilon w którym można odpocząć, często też trafić tam można na jakąś wystawę – w maju były to setki laleczek hina, najpewniej biorących udział w marcowym hinamatsuri, Dniu Dziewcząt. Natomiast by dotrzeć do świątyni i szkoły trzeba wdrapać się na niewielkie wzgórze, widok z góry jest całkiem fajny. Kotokuji w swych najstarszych elementach pamięta czasy jeszcze sprzed Nakasendo, a świątynna podłoga, podobnie jak w zamku Nijo w Kioto słynie z rozśpiewanego usposobienia, Uguisu-bari, słowiczej podłogi o wyjątkowej, wymyślnej konstrukcji, gdzie każdy krok pociąga za sobą dźwięki przypominające ćwierkanie wierzbówki. Idealny system przeciwko niespodziewanym gościom. Tego się tutaj nie spodziewałem.

Nie wiem czemu ale wieczorem spotkanie setek laleczek przyprawiłoby mnie o szybsze bicie serca 😛
Tupu tup.
ff
Stara szkoła.
Cudności na dachach.
Świątynia Kotokuji.

SZLAK Z TSUMAGO DO MAGOME, CZYLI KWINTESENCJA NAKASENDO

Nasyciwszy się atmosferą Tsumago można ruszać dalej. I choć minimalnie spróbować poczuć jak to wędrowanie Nakasendo wyglądało. Przed wami najsłynniejsze 8 kilometrów szlaku do Magome, gdzie pierwsze skrzypce przejmie natura, będzie zielono i pięknie. To trzy godziny marszu na pełnym chillu.

Z tego co zauważyłem, większość przybywających do doliny Kiso swój spacer pomiędzy Tsumago i Magome zaczyna w tym drugim miasteczku. Powody są dwa, dość oczywiste – po pierwsze szybsze i łatwiejsze dotarcie (z Nagoi), po drugie wędrówka jest prostsza, do najwyższego punkty na przełęczy Magome są zaledwie 2 kilometry a potem długie, lekkie zejście. Idąc z Tsumago, te 6 kilometrów idzie się nieustannie pod górkę, nie jest to jednak żadna męcząca wspinaczka: Tsumago (430mnpm) ->6km -> Przełęcz Magome (najwyższy punkt na szlaku 809mnpm) -> 2km -> Magome (570mnpm).

Z Tsumago żegnamy się nad rzeką Araragi, tanuki przy jednym z mijanych domków odprowadza nas wzrokiem mówiącym „Widać po mnie?”. Araragi jest dość żywiołową rzeką, zasila wiele malutkich młynów jak i nieodległą elektrownię. Kawałek od centrum trafiają się budynki lekko zapuszczone, kilka nawet opuszczonych – zapewne, któreś z nich można odkupić za bezcen (a potem wydać już niezłą sumkę na przywrócenie do życia).

Jeden z wielu, naprawdę wielu mostów nad Araragi.
Rzeka Araragi.
Żegnając się z Tsumago.

Tuptanie jest przyjemne, choć na koniec asfaltu trzeba czekać całe 2 kilometry. W ramach rekompensaty odcinek odbijający w las okazuje się być najbardziej kapitalnym – wijąca się kamienna, zadbana ścieżka jako żywo daje namiastkę tego jak szlak mógł wyglądać dawniej. Cedry, cyprysiki groszkowe sawara, tuje japońskie i sosny w swym naturalnym środowisku wzrastają  nawet i na 40 metrów a swoje miejsce pomiędzy iglakami znajdują też bambusy czy ostatnie kolorowe wciąż wisterie.

Spacerując Nakasendo.
Najsłynniejszy zakręt 530 kilometrów szlaku.
Spacerując Nakasendo.
Spacerując Nakasendo.
Spacerując Nakasendo.
Spacerując Nakasendo.
Spacerując Nakasendo.

Drzewa drzewami, ale absolutnie nie można nie zahaczyć o dwa wodospady, Odaki i Medaki jeden delikatny, drugi dość wartki, rozlewający się szeroko. Jak często w Japonii bywa, jeden z nich przynależy pierwiastkowi męskiemu, drugi żeńskiemu – łatwo odgadnąć, który któremu. Klimatyczne i ładne miejsce, mające już za sobą debiut literacki, i to nie byle jaki bo w powieści o Musashim Miyamoto, tak, tym legendarnym. To tu, w końcu spotykam na szlaku więcej niż jedną osobę. Swoją drogą, niby powinienem już się do tego przyzwyczajać, ale wciąż zadziwiało mnie to jak nawet w środku lasu da się znaleźć malutkie toalety, pomocna sprawa 😀

Kawaii ostrzeżenie 😀
Odaki.
Odaki.
Medaki.

I wtedy, kawałek dalej, w połowie drogi do Magome dociera się do miejsca, które jest i powinno być kwintesencją podobnych szlaków. Na niewielkiej polance, w cieniu drzew wiśni (sądząc pod zdjęciach, podczas kwitnienia jest bajkowo!) od 200 przeszło lat stoi piękna tradycyjna chata, niegdyś część większego zespołu budynków należących do miejscowej rodziny, później „wzbogacaonego” o siedzibę urzędników kontrolujących wycinkę okolicznych drzew. Jedyny ocalały do dziś budynek, jeszcze w czasach Edo zaczął pełnić funkcję herbaciarni i miejsca gdzie wędrowcy mogą odpocząć, skryć przed upałami, lub odwrotnie przed deszczem. I piękne jest to, że Ichikokutochi Tateba Chaya do dziś niezachwianie trwa w tym samym miejscu, służąc piechurom w ten sam sposób co setki lat temu.

Ichikokutochi Tateba Chaya, obowiązkowy punkt marszruty.
W Ichikokutochi Tateba Chaya poczęstowani zostaniecie darmową hermatą i małym słodkim co nieco.

Dochodząc do budynku nie sposób się przy nim nie zatrzymać. Ze środka dobiega gwar rozmów w językach całego świata, delikatny mrok wespół z dymem paleniska i zapachem drewna pobijają klimat maksymalnie, starszy pan krząta się między kolejnymi gośćmi nalewając każdemu darmową zieloną herbatę. Napitek (i często jakaś słodycz) są darmowe, ale można zostawić grosik. A dodatkowo przybić sobie pieczątkę jeśli zbieracie, wpisać się do księgi odwiedzin a jak jest miejsce to i na drewnianej tablicy. Super klimatyczne miejsce.

Ichikokutochi Tateba Chaya.
Ichikokutochi Tateba Chaya.

Na herbatce zatrzymać można się tu codziennie, od 9:00 do 16:00.

Choć chciałoby się by ścieżka przez las się nie kończyła to ostatecznie czeka nas powrót na asfalt. W taki sposób dociera się do przełęczy Magome,  po minięciu, której żegnamy się z prefekturą Nagano, witając prefekturę Gifu. To najwyższy punkt na tym odcinku szlaku, i znak, że stacja Magome już tuż tuż. A przynajmniej jej pierwsze chatki. I shintoistyczny chram, i młyn.

Niedaleko słychać samochody pokonujące drogę numer 7, asfaltowe zejście do miasteczka wolne jest od aut, raz po raz jednak jedna i druga droga muszą się krzyżować. W jednym z takich styków znajduje się stylowy zajazd, Juri, miejsce, które zostanie w mojej pamięci na zawsze.

Dźwięk dzwonków jest na szlaku normą.
Po drodze można przystanąć, pomyśleć czy pomodlić za „Wszystkie Dusze Trzech Światów”.
Chram Kumano jest niepozornym miejscem kultu.
Zajazd Juri.

I nie chodzi tu o smaczne jedzenie i chłodne piwo, które przy coraz wyższej temperaturze było jak znalazł. Nie, największym plusem  przybytku byli jego właściciele (i ich znajomi, i inni odwiedzający), niezwykle sympatyczni i z sercem na dłoni. Okazało się bowiem, że ruszając dalej zostawiłem tam plecak, i o fakcie zorientowałem się prawie godzinę  później na stromych uliczkach Magome. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że plecak został w zajeździe, ale tak przypuszczając ruszyłem z powrotem. Niestety by do zajazdu wrócić trzeba pokonać najbardziej stromy fragment szlaku. Kiedy zziajany dotarłem na miejsce okazało się, że moim plecakiem nie dość, że się zaopiekowano to dodatkowo na miasto wysłano kilka osób, których zadaniem było znalezienie mojej skromnej osoby. Wysłani na poszukiwania znajomi zostali poinformowani o moim powrocie, ale każdy z nich podjechał z powrotem do zajazdu by z uśmiechem na twarzy uścisnąć mi dłoń. Widząc pot ściekający mi z czoła napojono mnie chyba litrem wody a pokłonom, podziękowaniom i uśmiechom nie było końca – w całym tym zamieszaniu, ze stresu chyba, nawet mój początkujący japoński był zaskakująco płynny i chyba zrozumiały xd. No kurczę, wiadomo, że to przykład anegdotyczny, ale absolutnie wpisujący się w obraz Japonii jako kraju, gdzie zgubić coś nie oznacza stracić to bezpowrotnie.

Szczęśliwy człowiek i jego wybawcy.

To co? Pora na spotkanie z Magome. Dzwonimy w ostatni misiowy dzwonek i schodzimy kamienną ścieżką.

SZLAK NAKASENDO: MAGOME-JUKU (馬籠宿)

Na jej końcu, przy drodze nr 7 znajduje się piękny punkt widokowy, Jinbakami Observatory, z poziomu ulicy wyglądający jak kamienny fundament japońskich zamków, tylko, że bez zamku ;p Piękne widoki się stąd rozpościerają, jest opadające wraz ze stromym zboczem Magome, dalej poletka ryżowe niżej w dolinie a na horyzoncie szalenie zielony, ale chmurzący się masyw góry Ena.

Widoki z Jinbakami Observatory.
Widoki z Jinbakami Observatory.
Widoki z Jinbakami Observatory.

Granicę historycznego Magome stanowi mijana już droga nr 7 i ciągnące się wzdłuż niej słupy energetyczne – centrum miasteczka, podobnie jak w Tsumago jest wolne od tego współczesnego symbolu Japonii. Przy jezdni wznosi się cudownej urody zajazd, restauracja serwująca makaron soba – jeśli smakuje on tak samo jak wygląda budynek to zasługuje na gwiazdkę Michelina. Zaraz obok miejsce nadzwyczaj ważne dla dawnych społeczności, Kōsatsu, drewniana tablica z ogłoszeniami, nakazami, zakazami zleceniami na potwory…. wróć. Kōsatsu były kluczowym elementem w kontaktach sioguna ze swymi poddanymi i warto było znać treść informacji nań się znajdujących.

Keiseian, restauracja z makaronem soba.
Niegdyś najważniejsze tablice w mieście.

Magome i Tsumago są miejscami niesamowicie ładnymi, jakkolwiek ich piękno ma różne oblicza. Oba miasteczka zachowały ducha i zabudowę okresu Edo, jednakowoż już na pierwszy rzut oka widać, że w Magome spora część budynków raczej nie pamięta czasów samurajów, a jest li tylko powojenną odbudową. Ale za to jaką, poproszę takie tylko częściej. Magome podobnie jak Tsumago wielokrotnie cierpiało z powodu pożarów, ostatni wielki ogień strawił miasto niewiele ponad 100 lat temu – inaczej jednak niż u sąsiada zniszczone budynki nie od razu odbudowano. Z tym wstrzymano się do czasów powojennych, mniej więcej do momentu kiedy w Tsumago zaczęto prawnie dbać o miejski krajobraz, wtedy to Magome rozpoczęto zakrojony na szeroką skalę plan wyremontowania i miejscami całkowitej odbudowy dawnej zabudowy. Dlatego też spacerując stromymi uliczkami ma się wrażenie, że wszystko jest bardziej dopieszczone, pokryte mniejszą warstwą „patyny”. Połączenie wyremontowanego i odbudowanego dało jednak efekt na wskroś zachwycający. Miasteczko wygląda jak z obrazka, przywołując echa z dawna minionej epoki, i nawet jeśli robi to tyci mniej autentycznie co Tsumago to wciąż robi to pięknie.

Główna ulica Magome.
Główna ulica Magome.
Główna ulica Magome.
Główna ulica Magome.
Główna ulica Magome.

Magome wydawało się mieć zdecydowanie bardziej turystyczny charakter niźli Tsumago i teraz zastanawiam się czy rzeczywiście tak było, czy po prostu wczesna godzina zwiedzania pierwszego miasteczka zostawiła mnie z tym, kto wie, nieprawdziwym wrażeniem. Wciąż jednak jakimś cudem na ulicach nie było tłumów i spacer po stromym zboczu był kapitalnym doznaniem. Odrestaurowane budynki, otynkowane na biało, poprzecinane belkowymi kratami, jak i te o całkowicie drewnianych fasadach zapraszały do kawiarni, sklepików z rękodziełem i pamiątkami (kupno kart z ukiyo-e uświadomiło mi, że zgubiłem plecak, dzięki panie Hiroshige!) ale i do zwiedzania. Tu już jednak za bardzo czasu nie miałem więc do miejscowego wakihonjinu czy muzeum pisarza Shimazaki Tosona nie zajrzałem.

Sklepiki Magome.
Uliczki Magome.
Pozdro z Magome!
Krakersy ryżowe czy nawet bardziej, zdecydowanie bardziej placuszki oyaki będą waszymi przyjaciółmi.

Jednak największym atutem, zaletą, plusem dodatnim miasteczka nie jest jego bądź co bądź piękna zabudowa. Jest nim oszałamiające położenie – całkiem strome zbocze wzdłuż którego rozciąga się miasteczko sprawia, że na każdym zakręcie naszym oczom ukazują się piękne widoki: brukowane uliczki, zielone ogródki, domki pierwsza klasa i dalekie tło w postaci układających się falami gór, tworzą tak doskonałą całość, że dla tylko dla nich warto się ulicami Magome przejść. Z tych 18 dni w Japonii mało, który krajobraz tak mnie zachwycił. Rzekłem.

Jakby to Hans Kloss powiedział: Najpiękniejsze krajobrazy są na szlaku Nakasendo.
Jakby to Hans Kloss powiedział: Najpiękniejsze krajobrazy są na szlaku Nakasendo.
Jakby to Hans Kloss powiedział: Najpiękniejsze krajobrazy są na szlaku Nakasendo.

I tak schodząc powoli do naszego starego znajomego, drogi nr 7, trzeba było witać się z myślą, że to koniec. Było już całkiem zaawansowane popołudnie i autobusem wróciłem do Nakatsugawy, niegdyś 45 stacji Nakasendo, dziś sporego miasta, gdzie dawne miasteczko pocztowe stanowi zabytkowy fragment, otoczony całkiem nową zabudową. Kurczę, myślę, że mogłem tu zostać na choć krótki spacer, ale tak sobie obliczyłem połączenia z Matsumoto, że po zaledwie kilkunastu minutach ruszyłem w drogę powrotną. A już rzut oka na okolice dworca daje znać, że to ciekawe, pełne kontrastów miejsce.

Pożegnanie z Magome.
Nakatsugawa w stylu studzienkowym.
Nakatsugawa.
Nakatsugawa.

Słowem podsumowania:

  • w podróż wybrałem się porannym pociągiem z Matsumoto do Nagiso, skąd autobusem podjechałem do Tsumago,
  • w drogę powrotną, z Magome autobusem podjechałem do Nakatsugawy skąd pociągiem ruszyłem do Matsumoto,
  • dzięki temu w pierwszym miasteczku byłem przed 9 rano i co zaskakujące, wciąż było całkiem pustawo,
  • nie jest to, rzeczą stałą, ale spokój na uliczkach trwał przez kolejne 2 godziny,
  • spacer z Tsumago do Magome ma 8 kilometrów długości, nie powinien stanowić wyzwania dla większości z was, a jego pokonanie wolnym krokiem zajmuje do 3 godzin,
  • Tsumago zachwyca bardziej autentyczną atmosferą, Magome kasuje konkurencję kapitalnymi widokami,
  • po drodze zdecydowanie warto zatrzymać się przy wodospadach i na herbatce w dawnej herbaciarni,
  • z kulinarnych must have spróbujcie ciasteczek kasztanowych kuri kinton, placuszko-pierogów oyaki, a i nad makaronem soba warto się zastanowić,
  • warto pomyśleć nad noclegiem na szlaku, i choć nie jest to tania zabawa to z pewnością dająca mnóstwo możliwości na głębsze, intensywniejsze poznanie doliny.

To co? Czujecie się zachęceni do ruszenia szlakiem Nakasendo?

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.