Park Narodowy Krka poza sezonem – lutowy zachwyt chorwackim cudem przyrody. Kolejnym ;)

Cześć! Kontynuujemy naszą wyprawę po pozasezonowej Chorwacji, tym razem odwiedzając kolejny z przyrodniczych cudów tegoż kraju, Park Narodowy Krka. Podobnie jak poprzednim razem poznamy to niezwykłe miejsce w aurze raczej niespecjalnie oczywistej, przy nie do końca dobrej pogodzie, ale za to w ciszy i spokoju. Przy okazji przemycę wam kilka przemyśleń dlaczego uważam, że choć nie tak popularny jak Park Narodowy Jezior Plitwickich to właśnie park ustanowiony wzdłuż rzeki Krka zasługuje na laur ciekawszego. Zapraszam 🙂

Skradinski Buk, zdecydowany celebryta pośród miejscowych atrakcji.
Park Narodowy Krka oferuje gamę naprawdę różnorodnych doznań i widoków.

Krka to niezbyt długa rzeka, która na zaledwie 73 kilometrach swojej długości postanowiła jednak tak nawywijać, że chorwackim władzom nie pozostało nic innego jak objąć ją w opiekę i utworzyć wzdłuż długiego jej fragmentu terenu chronionego. Krka to gratka dla miłośników przyrody. Na 100 kilometrach kwadratowych znajdziecie pięknie wijącą się rzekę, urozmaiconą kaskadami i niesamowitymi wodospadami; mnóstwo pozostałości po ludzkiej działalności i próbach ujarzmienia potężnego żywiołu; czy w końcu diablo ciekawe formacje skalne i szlaki prowadzące na naprawdę klawe punkty widokowe.

Krka ma niewiele ponad 70 km długości.
Park oferuje wiele kilometrów ciekawych szlaków bogatych w świetne punkty widokowe.

W styczniu 1985 roku powstał tam Park Narodowy, dziś drugi najpopularniejszy w całym kraju, rok w rok przyciągający coraz to więcej turystów. Wśród miliona rocznych zwiedzających Polacy stanowią jedną z najliczniejszych grup, i cóż sądząc po popularności tego kierunku liczby będą tylko rosnąć: z tego też jednak powodu, w trosce o „nie zadeptanie” Parku władze wprowadziły ograniczenia co do liczby gości mogących jednocześnie przebywać na jego terenie a w 2021 roku zakazano kąpieli przy największej atrakcji parku, wodospadzie Skradinski Buk.

Wodospad Manojlovac oddalony jest od „głównych” atrakcji lecz dotarcie doń warte jest zachodu.

W tym wpisie pokażemy wam Park w odsłonie zdecydowanie niezatłoczonej, choć jego specyfika i fakt, że ciekawe miejsca rozsiane są na dużo większym obszarze niż w Parku Jezior Plitwickich sprawia, że nawet w sezonie zdecydowanie łatwiej trafić tu na trochę przestrzeni.

PARK NARODOWY KRKA W LUTYM – PLUSY I MINUSY

Ustalmy szybko na starcie, że mniej więcej wszyscy wiemy z czym się Krkę je i nie trzeba w tym miejscu rozpisywać się na temat walorów Parku. Szybcikiem przypomnijmy: niespełna 75 kilometrów rzeki, 109 kilometrów kwadratowych obszaru wzdłuż niej, 7 wodospadów, 47 kilometrów szlaków pieszych i niemal 400 rowerowych, imponujące formacje skalne i jaskinie, pozostałości po dawnych młynach i jednej z pierwszych w Europie elektrowni wodnych, rzymskie ruiny, wyspa z klasztorem franciszkanów, dom dla wielu zagrożonych wymarciem gatunków zwierząt, kanion rzeki Cikoli tuż za rogiem… Robi to wrażenie i nie dziwota, że Park przyciąga tak wielu turystów. Dlatego wizyta poza sezonem jest rozwiązaniem na jedną z największych bolączek wakacyjnych ekskursji, tłumów.

Pusto wszędzie, głucho wszędzie.
Pusto wszędzie, głucho wszędzie.
Pusto wszędzie, głucho wszędzie.

Podobnie jak w Parku Jezior Plitwickich luty jest miesiącem kiedy Krkę odwiedza ZDECYDOWANIE mniejsza liczba turystów. W środku tygodnia, a dodatkowo w dni z pogodą o walorach wątpliwie turystycznych może się zdarzyć, że częściej spotkacie miejscowe koty niźli innych zwiedzających. Powaga, przy Skradinskim Buku czy Roskim Slapie był jeszcze remis, ale im dalej od głównych atrakcji tym… no po prostu nikogo nie było. Dzięki czemu nie trzeba martwić się o kolejki przy wjeździe czy problem z wyborem miejsca parkingowego – i tu warto pamiętać, że parkingi przy wszystkich atrakcjach są darmowe, wyjątek stanowi Skradin gdzie za zostawienie auta nieopodal przystani promowej pobiera się opłatę. Niestety nie wiem jaką bo pierwszy przystanek zrobiliśmy w Lozovacu, gdzie zimą auto można zaparkować tuż przy rzece a nie jak latem przy wejściu powyżej.

Wizyta w lutym to potężna, jeszcze większa niż w Plitwicach ulga dla portfela. Miast wakacyjnych 40 euro wejściówka dla dorosłych kosztuje 7 euro, a dla dzieci i młodzieży w wieku od 7 do 18 lat zamiast 12 zapłacicie 4 euro. Dużo więcej zmiennych i sporo „małego druczku” znajdziecie tutaj: na stronie Parku

No i kolory. Podobnie jak przy Jeziorach Plitwickich luty pozwala inaczej spojrzeć na odwiedzane miejsce. Przy czym tutaj, przynajmniej dla mnie na pierwszy plan wyszły skały, pełne odcieni szarości z żółto-pomarańczowymi wstawkami, zazwyczaj schowane za potężną ścianą zieleni. Takie inne spojrzenia na znany i dość mocno utrwalony w świadomości widok jest diablo odświeżające.

Skały kanionu rzeki Cikola, cichy bohater lutowego wypadu.
Skały, cichy bohater lutowego wypadu.

Minusy jak to poza sezonem są przede wszystkim czasowe, główne atrakcje czynne są tylko od 9.00 do 16.00. Co więcej w lutym nie kursują łódki po rzece przez co nie można dostać się na wyspę Visovac czy np. podpłynąć pod Roski Slap – przeto przy dobrej pogodzie sezon „na wodzie” ma szansę rozpocząć się już w marcu. Od listopada do marca nie kursują również shuttlebusy z parkingu w Lozovacu… ale poza sezonem raczej i tak dostaniecie się do Parku własnym autem więc nie jest to raczej problem.

Czujna choć „bezrobotna” w lutym flotylla.

A właśnie. Wskazówka ogólna, całoroczna. Jeśli w pełni chcecie cieszyć się tym miejscem to zdecydowanie przyjedźcie tu własnym autem (ewentualnie rowerem). Paradoksalnie Park Narodowy Krka choć niemal trzykrotnie mniejszy niż opisywany poprzednio Park Jezior Plitwickich oferuje multum więcej atrakcji i możliwości spędzenia dnia. Do niektórych z nich jednak dostaniecie się tylko własnym transportem – wierzcie mi, miejscówki te są tak kapitalne, że grzechem byłoby je pominąć. W sumie chyba wielki czas je wam pokazać 😉

Po drodze mijamy „weterana i przestrogę” z nie tak dawnej jeszcze wojny.

PARK NARODOWY KRKA W LUTYM – ZWIEDZANIE W PRAKTYCE

Plan był prosty i w całości opracowany przez Marassa, mój udział ograniczał się do cieszenia się widokami i nie przeszkadzania, dzięki czemu trafiliśmy chyba na większość klawych punktów widokowych, zobaczyliśmy największe atrakcje, zrobiliśmy ładne kilometry z buta a na końcu w ramach bonusu dotarliśmy do samiuśkich źródeł Krki gdzie spotkanie z potężnym wodospadem Krčić zakończyło się totalnym przemoczeniem.

Wodospad Krčić nieopodal Knina. Niby tylko 22 metry wysokości, ale moc przepotężna.

Jedna z turystycznych broszur opisuje Park jako miejsce do którego zewsząd w środkowej Dalmacji jest blisko. I niby jest to prawda, dzienne wycieczki organizowane są nawet z oddalonych o 100 kilometrów Zadaru czy Splitu. Naszą bazą wypadową było jednak inne miasto, oddalona o niespełna 20 kilometrów siedziba Żelaznego Banku, Braavos. Znane niektórym jako Szybenik 😉 Miasto jest ostatnim przystankiem Krki przed spotkaniem z Adriatykiem, i choć nie spędziliśmy tam dużo czasu to kiedyś wrócimy z wpisem o tamtejszym cudeńku z listy UNESCO, katedrze Św. Jakuba.

Na ulicach Braavos również pustki.

Jazda do Lozovaca zabiera niespełna 20 minut. Parking świeci pustkami, ale i tak z racji lutego można zjechać na sam dół do postoju przy rzece – w sezonie kursują tam busiki, jest też ścieżka. Po drodze, przy zerowym ruchu robimy szybki stop na zrobienie zdjęcia niepozornej z oddali rzeki.

Widok ze zjazdu w stronę Skradinskiego Buka.

PARK NARODOWY KRKA W LUTYM – SKRADINSKI BUK

Spacer od strony Lozovaca od razu pchnie was w ramiona największego celebryty w Parku. Skradinski Buk, największy, najbardziej znany, najczęściej fotografowany wodospad na caluśkiej Krce. Dzięki temu też najbardziej zatłoczony i w sezonie wymagający cierpliwości. W lutym za to niemal na naszą wyłączność. 17 kaskad o łącznej wysokości 45 metrów podobnie jak w przypadku Jezior Plitwickich w dużej mierze swój czar zawdzięcza utworzonym tu trawertynom.

Skradinski Buk, największy celebryta Parku narodowego Krka.
Skradinski Buk, największy celebryta Parku narodowego Krka.
Skradinski Buk, największy celebryta Parku narodowego Krka.

Spokojny spacer szybko pozwala dostrzec dlaczego miejsce to cieszy się taką popularnością. Drewniane kładki prowadzą między spokojnie sunącą wodą. Z każdym kolejnym progiem rzeka nabiera jednak wigoru by ostatecznie z pełną mocą dać potężnemu żywiołowi ujście w kilkunastu ostatnich kaskadach. Niesamowity jest to widok a platform, z których można wodospad podziwiać jest kilka i warto dać szansę każdej z nich. Co ciekawe, jeszcze parę lat temu w tym miejscu można było się kąpać, lecz coraz większy ruch turystyczny i zapewne nie zawsze dobre zachowanie turystów doprowadziły do wprowadzenia zakazu pluskania się w rzece. I dobrze, nie przeszkadzajmy wodnej florze i faunie.

Skradinski Buk, największy celebryta Parku narodowego Krka.
Skradinski Buk, największy celebryta Parku narodowego Krka.
Skradinski Buk, największy celebryta Parku narodowego Krka.
Skradinski Buk, największy celebryta Parku narodowego Krka.
Skradinski Buk, największy celebryta Parku narodowego Krka.
Skradinski Buk, największy celebryta Parku narodowego Krka.

Nie dziwota, że energię rzeki od stuleci wykorzystywali miejscowi. Pierwsze młyny powstały tu już w średniowieczu, a dziś w budowlach dużo późniejszych można poznać historię rzemiosła, które przez stulecia stanowiło o znaczeniu tych ziem. Co więcej kawałek dalej traficie na pozostałości po jednej z najstarszych hydroelektrowni w Europie! – miejscowi twierdzą, że najstarszej, ale Brytyjczycy by się pewnie nie zgodzili. W kompleksie XIX-wiecznych budynków prócz muzeum znajdziecie odrestaurowany warsztat tkacki, sklep z pamiątkami czy restaurację. Tak więc prócz pięknych widoków jest i chwila na edukację.

W starych budynkach można poznać historię tutejszego młynarstwa.
W starych budynkach można poznać historię tutejszego młynarstwa.
W starych budynkach można poznać historię tutejszego młynarstwa.
Jest i mała cerkiew.
Są i sklepy z pamiątkami czy restauracje.

Ścieżka wokół wodospadu ma niespełna 2 kilometry długości, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie by łazęgę sobie wydłużyć spacerując dalej wzdłuż rzeki tak na zachód (opcja dłuższa) jak i wschód (opcja krótka), wszystko zależy od waszej woli i czasu tak naprawdę.

Krka kawałek na wschód od wodospadu.

PARK NARODOWY KRKA W LUTYM – KANION RZEKI CIKOLA

Cikola jest jednym z dopływów Krki a obie rzeki spotykają się tuż przy Skradinskim Buku. Mniejsza rzeka tylko w swoim dolnym biegu znajduje się w granicach Parku Narodowego, ale zupełnie nie robi nam to różnicy. Wam też nie powinno bo położony tuż obok wielokilometrowy kanion z wijącą się rzeczką to miejsce nad wyraz widowiskowe. Wystarczy 20 kilometrów i tyleż samo minut jazdy spod największego w Parku wodospadu by trafić na tę dość klawą miejscówkę. 

Kanion rzeki Cikola.
Kanion rzeki Cikola.

Wysoki na prawie 200 metrów kanion, ścieżka prowadząca do punktów widokowych, tyrolka w kilka sekund zabierająca na drugi brzeg (raczej tylko latem), jaskinie, via ferraty i nieomal 300 dróg wspinaczkowych. No jest to totalnie bombowe miejsce a widoki na szare skały i ledwo co widoczną rzekę sprawiają, że człowiek czuje się mały. Sam szlak w wersji bezpiecznej ma długość około kilometra a via ferraty ciągną się kolejne 2 kilometry – dla ciekawskich trudność określa się na B/C.

Węgierskie barwy mogą odnosić się tak do Franza Josefa, ale i ofiar wypadku węgierskiego śmigłowca sprzed kilku lat.
Kanion rzeki Cikola.

PARK NARODOWY KRKA W LUTYM – SPOJRZENIE NA VISOVAC

Złośliwy Słoweniec mógłby stworzyć mema: „Mamo możemy mieć wyspę Bled w domu? Ależ, mamy wyspę Bled w domu. Wyspa Bled w domu” i wrzucić zdjęcie wyspy Visovac. Zaprawdę byłoby to złośliwe i niesprawiedliwe bo chorwacka wysepka posiada swój charakter… ale pierwszego skojarzenia z Bledem się nie wyrzeknę.

Wyspa Visovac i klasztor Franciszkanów.

Visovac to wyspa położona na jeziorze o tej samej nazwie, jezioro z kolei jest integralną częścią rzeki Krka. Już od średniowiecza niewielka wysepka jest siedzibą Franciszkanów, którzy to w połowie XV wieku wznieśli nań klasztor. W sezonie (od kwietnia do października) na wyspę kursują łodzie a świątynię jak i otaczająca ją przyrodę można zwiedzać. W lutym trzeba jednak obejść się smakiem i wespół z niewzruszonym pomnikiem ostatniego chorwackiego króla sprzed unii z Węgrami, Petarem Svacicem pozostało nam spojrzeć na wyspę z platformy widokowej. Szeroka Krka przechodząca w jezioro Visovac prezentuje się tu majestatycznie.

Wyspa Visovac.
Całkiem rozległa Krka aka Jezioro Visovac.
Petar Svacic, ostatni król Chorwacji przed unią z Węgrami.

PARK NARODOWY KRKA W LUTYM – ROSKI SLAP oraz OGRLICE

Czy to moje ulubione miejsce w całym Parku? No raczej! Co więcej znany wodospad jest tu tylko dodatkiem do kapitalnych widoków serwowanych przez krótkie podejścia na okoliczne skały.

Widoczki.

Okolice Roškiego Slapu są drugim najpopularniejszym miejscem w całym Parku, tam też w odróżnieniu do poprzednich dwóch atrakcji możecie liczyć na spotkanie z parkowymi strażnikami, którzy rzucą okiem na wasz bilet życząc miłego dnia.

Jest tu co robić. W pierwszej kolejności warto spotkać się z wysokim na 22,5 metra wodospadem. Krka szeroka jest tu na przeszło 150 metrów i bardziej przypomina kolejne jezioro niźli rzekę. Robimy krótki spacer w stronę kolejnych starych młynów, w lutym zamkniętych, latem służących choćby za restaurację. To w ich cieniu znajduje się mostek do którego przybijają kursujące po rzece statki i tenże mostek jest najlepszym (poza opcją podpłynięcia) punktem widokowym na Roški Slap. Wodospad robi wrażenie, ale to pagór na drugim planie zgarnia laur najbardziej imponującego gracza w okolicy.

Stare młyny nieopodal Roškiego Slapu służą dziś turystom.
Roški Slap w pełnej krasie.
Krka jaka jest każdy widzi.

To jednak dopiero przystawka. Okoliczne pagóry oferują kapitalne widoki i Marass nie byłby sobą jakby nie postanowił się nie wspiąć. Spacer jest krótki, ale intensywny. Długi na niecały kilometr (w czasie którego z 44 mnpm przy rzece robi się 207 na punkcie widokowym) prowadzi skałami, przez długi czas zabezpieczonymi drewnianymi barierkami. Momentami jest stromo, ręce idą w ruch i przyznam wam, że w lutym, ale takim bardziej śnieżnym/mroźnym bez raczków nawet bym nie pomyślał by się tu zapuszczać. Anyway, widoki po drodze rekompensują każdy wysiłek a Krka, okoliczne pagóry i trawertynowe progi Ogrlice robią piorunujące wrażenie.

Ot taki spacerek ponad Roški Slap.
Ot taki spacerek ponad Roški Slap.
Ot taki spacerek ponad Roški Slap.
Ot taki spacerek ponad Roški Slap i spojrzenie na Ogrlice.
Ot taki spacerek ponad Roški Slap.

Właśnie, Ogrlice. Krka, zanim spektakularnie przeistacza się w Roški Slap przez kilkaset metrów rozlewa się szeroko, przedzierając się przez szereg trawertynowych progów i kaskad tworzących z wysoka wrażenie jakby zastygłych. Miejscowi nazywają ten odcinek Naszyjnikami i tak spoglądając na powstałe na rzece wzory nie można im się dziwić. Ogrlice najlepiej podziwiać ze schodów prowadzących do jaskini Ozidjana, w sezonie udostępnionej do zwiedzania, w lutym zamkniętej. Pokonanie kilkuset schodów to kolejny szybki i intensywny trening cardio 😉

Ogrlice/Naszyjniki widziane ze schodów do jaskini Ozidjana.
Ogrlice/Naszyjniki widziane ze schodów do jaskini Ozidjana.
Ogrlice/Naszyjniki widziane ze schodów do jaskini Ozidjana.

Wasz spacer wokół wodospadu i kaskad oraz wdrapanie się na punkty widokowe powinien zamknąć się w 4 kilometrach, lecz latem jeśli macie dużo więcej czasu możecie pokusić się o kolejne kilka kilometrów wzdłuż rzeki do przystani na wysokości wyspy Visovac, skąd możecie dalej popłynąć łodzią.

Krka i Ogrlice z bliska.
Szczyńsliwy hycający Marass.

PARK NARODOWY KRKA W LUTYM – WODOSPAD MANOJLOVAC

Ruszamy dalej na północne rubieże Parku, gdzie Krka wciąż malowniczo wije się w wysokim na 200 metrów kanionie. Meandrująca rzeka w lutowym, surowym anturażu robi diablo ciekawe wrażenie a wodospady korzystają z ostatniej chwili bycia na pierwszym planie, lada dzień roślinność wybuchnie zielenią i to ona grać będzie pierwsze skrzypce.

Surowość pory roku i pogody jest tu mieszanką wybuchową.
Wodospad Manojlovac.

Zatrzymujemy się na parkingu nieopodal rzymskich ruin. Pozostałości po dawnym obozie Burnum zimą są zamknięte, na wyciągnięcie ręki są jednak dwa ocalałe łuki miejscowego Pretorium. Obóz pełnił swego czasu dość ważne funkcje a obsadzające go Legiony wielokrotnie uczestniczyły w walkach z „barbarzyńcami” jak i… „wrogami wewnętrznymi” jak choćby senatorem Luciusem Arruntiusem Camillusem Scribonianusem. Zostawmy jednak cesarstwo i zajmijmy się przyrodą.

Pozostałości po burnumskim Pretorium.

Albo inaczej, porzucamy jedno cesarstwo na rzecz drugiego. Szybko okazuje się bowiem, że widok którym się zachwycamy 150 lat temu podziwiał nie kto inny jak pewien znany wąsacz. Tablica pamiątkowa o wizycie cesarza Franciszka Józefa i Sisi znajduje się tuż przy pierwszym punkcie widokowym. Rozlewający się sto metrów poniżej Manojlovac najwyższy wodospad w całym Parku już z tego miejsca robi wrażenie, lecz wystarczy zejść kawałek ścieżką by trafić na – jak dla mnie – najbardziej imponujący kadr z całego dnia, czerpiący z najlepszych islandzkich chociażby wzorców.

Na wodospad Manojlovac składa się kilka kaskad wysokich razem na 60 metrów.
Z cyklu nieoczekiwane spotkania z Franzem Josefem.
Wodospad Manojlovac. i mój ulubiony kadr z Parku.

Ścieżką można dojść do samej rzeki, gdzie w otoczeniu opuszczonych, zarośniętych zrujnowanych budynków klimat robi się gęsty. Po chwili postoju i odpoczynku wracamy pod górę, Marass na chwilę postanawia jednak odbić jeszcze w kierunku przez nas niezbadanym. Dzięki czemu udaje nam się ujrzeć kolejny z wodospadów. Brljan z daleka może i jest niepozorny, ale ponad tysiącmetrowy stożek Čavnovki obleczony w piękna chmurę na drugim planie sprawia, że jest to widok nadzwyczaj klawy!

Manojlovac z bliska.

Wodospad Brljan i Čavnovka na drugim planie.

EPILOG – Wodospad Krčić i źródło rzeki Krka

Teraz gdy kończę pisać ten tekst widzę, że choć zobaczyliśmy niemało to Park oferuje jeszcze wiele innych ciekawych przystanków, i kiedyś z pewnością wrócimy by odkryć to co zostało do odkrycia. Tego jednego dnia w lutym zeszłego roku w planach mieliśmy jeszcze jedno miejsce – w końcu nie po to zajechaliśmy na północne krańce kanionu by nie skorzystać z okazji i nie rzucić okiem na źródła rzeki Krka. A przy okazji poznać imponujący o tej porze roku wodospad Krčić.

Wodospad Krčić nieopodal Knina. Niby tylko 22 metry wysokości, ale moc przepotężna.

W tym celu udajemy się w kierunku Kninu. Słynące z olbrzymiej twierdzy, położone u stóp Dinary (najwyższej góry Chorwacji) miasto mijamy jednak beznamiętnie skupiając się na tym co znajduje się 3 kilometry na wschód od jego centrum. Jazda wąską ścieżynką jest dość „ciekawa” lecz jej finał rekompensuje wszystkie niedogodności. 

Zaczęliśmy w Szybeniku, kończymy za Kninem. Tak musiało być.

Krčić jest krótką rzeczką mającą swe źródło 10 kilometrów na wschód, w masywie Dinary i w miejscu gdzie zjawiskowo pokonuje 23 metry wysokości przeistaczając się w wodospad swe źródło ma właśnie Krka. Wodospad bywa nazywany Krčić  jak również i Topoljski buk, niezależnie jednak od nazewnictwa w lutym spodziewać się możecie tego, że powita on was w pełni swej mocy, z daleka informując o swej obecności grzmiąc niemożebnie. Woda opada z wysokiej na 23 metry wapiennej skały z taką siłą, że nawet kilkanaście metrów dalej człowiek w chwilę robi się mokry. No kapitalny to pokaz sił natury.

Wodospad Krčić w pełni majestatu.

To idealne miejsce by zakończyć naszą wycieczkę wzdłuż niezwykłej rzeki. Cały dzień wrażeń dawało się już odczuć a przed nami była jeszcze droga do Zadaru.

Nie da się ukryć, że było to dzień intensywny, ale niezwykle satysfakcjonujący. Pogodowo wymagający, ale klimatycznie rekompensujący. Bez tłumów pozwolił poczuć Park w sposób najlepszy z możliwych. I choć lato z pewnością ma wiele do zaoferowania to nie żałuję a i was zachęcam do tego by popularne kierunki odwiedzić raz po raz mniej oczywistą porę 🙂

2 myśli na temat “Park Narodowy Krka poza sezonem – lutowy zachwyt chorwackim cudem przyrody. Kolejnym ;)

  1. Bardzo chciałabym zobaczyć te cuda i nie tracę nadziei, że mi się to uda. A na razie przynajmniej dzięki Tobie, Wojtusiu, mogłam się tam chociaż na chwilę przenieść… Dziękuję!

    Polubienie

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.