Islandia: Golden Circle zimą

Wybierasz się na Islandię pierwszy raz? I to tylko na kilka dni? Nie przegap zatem okazji i wybierz się w podróż po Złotym Kręgu. Nie zawidziesz się 🙂

Nie będzie chyba przesady w stwierdzeniu, że Golden Circle to najbardziej popularna i znana trasa na Wyspie Lodu i Ognia, istna „Islandia w pigułce”. Widoki są – niespodzianka! – niesamowite a do tego niemal na wyciągnięcie ręki, bliskość od Reykjaviku sprawia, że wszystkie atrakcje lekko można obskoczyć w jeden dzień. Jest to też jedna z flagowych wycieczek oferowanych przez chyba każdą szanujacą się agencję na wyspie, dlatego w sezonie możecie spodziewać się niemałych tłumów. Zimą też na samotność nie będziecie narzekać, ale jest znośnie. No to zaczynajmy!

IMG_20190120_132621-01.jpeg

„WSCHÓD” SŁOŃCA W STYLU BARTOWYM

Dzień zaczęliśmy od strategicznej czynności, której zabrakło dnia poprzedniego – zapakowaliśmy jedzonko! Uzbrojeni w kanapki, batony i co tam jeszcze mogliśmy ruszać na podbój Złotego Kręgu. I wcale, ale to wcale nam się nie śpieszyło – autobus Reykajvik Excursions (agencji w której wykupiliśmy objazdówkę) startował dopiero o 12, mieliśmy więc czas i nadzieję na złapanie wschodu słońca.

Świt przywitał nas magentowym filtrem, róż barwił tak śnieg a jak i chmury. Zostawiliśmy wciąż śpiące Harfnarfjordur i autobusem nr 1 ruszyliśmy do stolicy.

Czasu mieliśmy sporo tak więc możliwości „przeczekania” na autobus też. Kiedy w ekipie jest mój brat Bartu a w najbliższej okolicy port to nie ma wymówek: idziemy na shipspotting! Bartu jak na marynistycznego wariata przystało dobrze wiedział co nas czeka – prócz okrętów Straży Wybrzeża trafiliśmy na wizytę duńskiej fregaty „Hvidbjornen”, musieli byście widzieć te łzy szczęścia na jej widok 😉 Okręty Straży odegrały niebagatelną rolę podczas tzw. wojen dorszowych, kiedy to Islandia rzuciła wyzwanie flocie rybackiej Wielkiej Brytanii „walcząc” o prawo do połowu ryb w 200 milowej strefie przybrzeżnej…

P1013462.jpg
ICGV Þór. No na łajbie o takiej nazwie można działać.
Hello Dave… Islandzka Odyseja Kosmiczna  😉

Nad portem góruje futurystyczna i imponujaca Harpa, hala koncertowa, której budynek opiera się w dużej mierze na szkle – efekt jest niezwykły i przywodzi na myśl islandzkie jaskinie lodowe, bajka.

IMG_20190120_102357-01.jpeg

Aha, była mowa przecież o wschodzie słońca. No tak, więc tego, przypałętały się chmury i słonka niet… ale harce na niebie były pierwsza klasa.

P1013509_Snapseed.jpg

Powoli ruszyliśmy w stronę dworca BMI skąd startowała nasza wycieczka. Nie mogliśmy zatem nie skorzystać z okazji i po drodze udaliśmy się pod Hallgrimskirkja, jeden z symboli Reykjaviku. Strzelisty kościół, z którego roztacza się kapitalna panorama miasta pięknie prezentował się na tle podświetlanych słońcem chmur. Znajdujący się przed świątynią pomnik Lefia Erikssona jako żywo przywodził mi na myśl Lorda Vadera 😛

P1013540-01.jpeg

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dobra, dobra, nie po to tu jednak jesteśmy.

GOLDEN CIRCLE

W to, że jest to najpopularniejsza trasa całej Islandii bardzo łatwo uwierzyć. Skoro nawet zimą liczba odwiedzających poszczególne atrakcje jest niemała to boję się pomysleć co może być latem. Do najdalszego miejsca Kręgu dotrzeć można w niespełna dwie godziny – wodospad Gullfoss dzieli od Reykjaviku 120 kilometrów. I o ile latem czasy na pokonanie określonych fragmentów trasy da się wyliczyć z niewielkim błędem tak zimą jak zaatakuje śnieżyca nic nie jest takim jak się wydaje ;), więc warto mieć zawsze mały zapas.

Przystanek I: Park Narodowy Þingvellir

Ruszyliśmy zgodnie z planem o 12. Słońce kryło się gdzieś za niewielkimi górkami, tuż nad horyzontem. A my pędzilismy przez śnieżną pustynię – gdzie nie spojrzeć wszystko przekryte białym puchem, niekończący się biały horyzont.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Droga jak marzenie.
P1013584-01.jpeg
Choć nie dla wszystkich.

Tak zanurzaliśmy się w tym oceanie śniegu, słońce coraz śmielej poczyniało na niebie. Gdy pierwszy raz zobaczyłem bezkresne jezioro Þingvallavatn musiałem wydać cichę jęknięcie bo Bartu wręcz się zaczął śmiać z mojej reakcji. Największe naturalne jezioro Islandii robi wrażenie, wzdłuż brzegu co kilkaset metrów mijamy pojedyncze domki, ależ szczęściarze z ich właścicieli! Z każdym metrem coraz bardziej się niecierpliwię, moje wewnętrzne ja krzyczy: „Zatrzymać się! Już tutaj jest zaje… dwabiście!”.

P1013594.jpg
Już za chwilę, chwileczkę!

Kiedy juz nie mogę usiedzieć w miejscu dojeżdżamy do naszego pierwszego stopu. Witajcie w Parku Narodowym Þingvellir.

bdr

Þingvellir to miejsce szczególne z kilku względów.

Pierwsze primo to fakt, że zbiegają się tam płyty tektoniczne euroazjatycka i północnoamerykańska, tak wiec można zrobić sobie spacer między kontynentami (kinda) i na chwilę podskoczyć do Ameryki! Szczelina będąca dowodem na „styknięcie się” płyt ciągnie się długie kilometry wzdłuż wspomnaniego wczesniej jeziora. Przyjemna ścieżka doprowadzić was może do wodospadu Oxararfoss, nas jednak dopadła taka zamieć, że nie widzieliśmy na 50 metrów :O A jeszcze 5 minut wcześniej słońce grzało konkretnie rzucając na jezioro niezwykłe światło.

Þingvallavatn to największy akwen Islandii i zajmuje niemal 90 kilometrów kwadtratowych przy sporej głębokości dochodzącej nawet do 114 metrów. Latem warto udać się tam ku fragmentowi międzykontynentalnej szczeliny – kanionowi Silfra, gdzie przy odpowiedniej pogodzie można pokusić się o snorkeling pomiędzy Europą a Ameryką :O Jezioro w zimowej szacie prezentowało się zjawiskowo, to właśnie uwielbiam na północy zimą.

Obszar ten ważny jest jeszcze z jednego powodu. To właśnie na tamtejszym wypłaszczeniu w roku 930 po raz pierwszy zebrał się Althing, islandzki parlament, chyba najstarszy w nowożytnej Europie. Þingvellir miejscem obrad pozostawał do końca XVIII wieku, po czym po dość długiej przerwie parlament przeniesiony został do stolicy. Jednak nie zapomniano o niezwykłej randze tego miejsca i w 1944 to właśnie tam ogłoszono pełną niepodległość kraju, odcinając ostatnie więzy personalne z Danią, rozpoczynając tym samym historię Republiki Islandii.

Wspominałem o tym, że miejsce to wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO? Myslę, że nie ma sensu drążyć dlaczego? 😉

Przystanek II: Geysir

Zamieć śnieżna, która wybiła nam z głowy marsz wzdłuż szczeliny minęła kilka minut po tym jak ruszył nasz autobus, normalka. Do przejechania mieliśmy 70 kilometrów. Widoki po drodze kapitalne, chmury i słońce pięknie ze sobą współpracowały.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tupię nogą z niecierpliwością bo oto wjeżdżamy do Haukadalur, sporej doliny będącej „domem” gejzerów i wszelkich innych ciekowstek rodem z pól geotermalnych. Przystanek mamy w Geysir, miejscowości w której znajdziecie najbardziej znane gejzery całej Islandii.

P1013726.jpg
Dolina Haukadalur

Pola geotermalne w Geysir i okolicach to miejsce szczególne, wystarczy przecież wspomnieć, że wszystkie gejzery świata swą nazwę zawdzięczają właśnie islandzkiemu koledze. Inna rzecz, że tamtejsze gezjery są chyba najsłynniejsze na świecie – znaczy się, zaraz po tych z Yellowstone 😉

 

Tak zasłużony etymologicznie Geysir obecnie dość opornie podchodzi do swych obowiązków i zazwyczaj można zobaczyć go drzemiącego i co najwyżej mocno parującego i „pobekującego”. Uśpionych gejzerów jest tam zresztą więcej,  część z nich tak upodobała sobie drzemkę, że aktualnie uznaje się je bardziej za gorące źródła… jednak nikt nie może być pewien czy kiedyś się nie przebudzą.

Gotująca się woda w małym Geysirze

 

Rolę głównej atrakcji pełni za to Strokkur, żwawy i gotowy do erupcji co kilka minut. Wysoki na 20-30 metrów słup wody strzela w powietrze a spektaklowi towrzyszy szereg westchnięć gapiów. I cieche moje przekleństwo 😀 10 minut czekałem, aparat na statywie czujny i nic, no to na chwilę wyłączyłem. No i jak na zawołanie „Pluusk!”. Taki ze Strokkura śmieszek 😀 Na szczęście następnym razem już się udało 😉

Plusk pierwszy!
Pozdro.
Plusk drugi!

Cała okolica usiana jest jeszcze błotnymi bajorkami czy fumarolami a wszechobecna woń zgnitego jaja towarzyszy powolnemu spacerowi pomiedzy nimi.

Bulgoting zaawansowany.
Kocham zapach zgniłych jaj o poranku…

W Geysir znajduje się też centrum turystyczne gdzie spragnieni i głodni znajdą co nieco do jedzenia (choć ceny niesamowicie „zachęcają” do konsumpcji, za niewielką zupę trza zapłacić 1990 koron :D) a także sklep z pamiątkami.

Robiło się coraz później, zgniłe jajo było fajne, ale trzeba było ruszać dalej – cel: zobaczyć Gullfoss jeszcze przed zmrokiem.

Przystanek III: Gullfoss

Czego jeszcze nie było? No jasne, wodospadów 😉 Gullfoss to jeden z najbardziej znanych a sława jego wcale nie jest przesadzona.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

To, że Islandia wodospadami stoi to jasne. To, że szczękę zbiera się nadzwyczaj często też dość szybko staje się oczywiste. Monumentalny Gullfoss był chyba najbardziej spektakularnym z wodospadów, które mieliśmy szansę ujrzeć. A odpowiedzialne za to są dwie kaskady (11 i 20 metrowa plus kilka takich tyci tyci mnijeszych) ciągnące się na długości kilkadziesięciu metrów (jak nie więcej)! Ogłuszające swoją potęgą!

P1013781-01.jpeg

Wzdłuż wodospadu oraz towarzyszącemu mu wąwozowi rzeki Hvitá poprowadzono szereg ścieżek, z których kaskady można podziwać z mniejszej i większej odległości – nie zmienia to jednak jego odbioru, wrażenie  nieustannie oszałamiające. Zimą jednak trzeba zachować większą ostrożność bo fragmenty szlaku dość nieźle zmrożone a nikt chyba nie chciałby zrobić tam fikołka 😉

Uhahany Bartu.

Cytując tu Kapitana Amerykę „Mógłbym tak cały dzień”, jednak trzeba było się zbierać. raz, że zaczynało zmierzchać, dwa nadchodziła śnieżyca. I to taka, która towarzyszyła nam niemal przez 2 godziny dość mocno spowalniając powrót do Reykjaviku… 

BILANS:

  • wycieczka kosztowała nas 6490 koron (200 PLN) od łebka,
  • trwała ona prawie 7 godzin (planowane było 6, ale śnieżyca zrobiła kuku), godziny startu 10.00 i 12.00,
  • na każdym z postojów mieliśmy około godziny czasu dla siebie; oczywiście nie jest to szczyt marzeń, ale przynajmniej jedzie się z określonym zarysem ile czasu na co  styknie, autostopem mogłoby być różnie, własnym autem to w ogóle bez porównania,
  • wypad zamawialiśmy przez Reykjavik Excursions, chyba jednego z największych turoperatorów na wyspie oferującego no niemal wszystkie możliwe aktywności 🙂
  • latem warto wycieczkę rozszerzyć o wizytę nad jeziorem Kerid, ulokowanym w kraterze nieczynnego dziś wulkanu. Ciepłe miesiące pozwalają na podziwianie go w feeri wulkanicznych kolorów.

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.