Nie wiem jak wy, ale od jakiegoś czasu uważam, że rok bez wdrapania się na jakiś wulkan (tak wiem, zazwyczaj w znaczeniu „kiedyś wulkan a dziś co najwyżej pozostałość po jego kominie” ;)) jest rokiem nie do końca wykorzystanym. Dlatego ruszamy dziś w podróż nie tak daleką, ale zdecydowanie satysfakcjonującą w tej kwestii. Odwiedzimy naszych południowych sąsiadów gdzie wulkanicznych pozostałości jest bez liku.
O tym, że polsko-czesko-niemieckie pogranicze (szeroko rozumiane) skrywa wiele powulkanicznych tajemnic przekonywać was chyba nie muszę. Mam nadzieję, że naszymi dotychczasowymi podróżami choć trochę pokazaliśmy, że w poszukiwaniu pamiątek po wulkanicznych ekscesach sprzed milionów lat nie trzeba wcale (choć wiadomo, WARTO!) latać na krańce kontynentu.


Nie tak odległe Czeskie Średniogórze czy polska Kraina Wygasłych Wulkanów to dla wulkanicznych entuzjastów miejsca równie ciekawe, aczkolwiek nie zawsze tak wizualnie oszałamiające jak najwięksi światowi celebryci. Jednym ze środkowoeuropejskich debeściaków, który bez wahania mógłby stanąć w szranki z resztą świata jest Pańska Skała, niezwykle imponująca formacja zachwycająca bazaltowymi słupami, nie gorszymi niż te islandzkie czy irlandzkie. Rzućmy nań okiem.


Naszym celem jest Kamenický Šenov, niewielka miejscowość na granicy Gór Łużyckich i Czeskiego Średniogórza, popularny przystanek w drodze do Czeskiej Szwajcarii. Pośrodku wielkich graczy, ale tak jakby obok większej turystyki. Gdyby nie Pańska Skała i Muzeum Szkła zapewne mało kto zatrzymywałby się tu w podróży po północnych Czechach.

Z Polski najszybciej dotrzecie tu jadąc od strony Zgorzelca. Droga wojewódzka 355 za granicą płynnie przechodzi w czeską krajową 13 i po 90 minutach powinniście być na miejscu. My wybraliśmy wersję hardkorową kolejową, wieloprzesiadkową. Zaopatrzeni byliśmy jednak w bilet EURO-Nysa i lęku w naszych sercach nie było. A patrząc na plan można by się chwycić za głowę: Görlitz – Zittau – Varnsdorf – Ceske Kamenice – Kamenický Šenov. Przesiadek dużo, ale wszystko rach ciach ciach, bez dłuższych międzyczasów. Poza tym, ostatni etap to jazda kultowym motoráčkiem – tej przyjemności nie można sobie odmówić 😉
Uznajmy jednak, że tak jak zapewne większość z was do miasteczka docieramy autem. Przy drodze z Novego Boru znajdziecie rozległy parking, skąd do Skały będziecie mieć dosłownie żabi skok, ledwo 300 metrów spaceru. Parking jest płatny, 50 koron za godzinę i jeśli w planach macie tylko zobaczenie naszego wulkanicznego gagatka to w 60 minut powinniście się wyrobić. Dodatkowo jest tam budka a’la informacja turystyczna gdzie można kupić przekąski, zaopatrzyć w mapy czy odpocząć przed dalszą jazdą.
Chwila spaceru z parkingu i po chwili przed waszymi oczami pojawi się sprawca całego zamieszania. Absolutnie zjawiskowa formacja składająca się z tysięcy przylegających do siebie bazaltowych słupów, cztero-, pięcio-, i sześciobocznych, odmierzonych niczym linijką, strzelających na wysokość niemal 20 metrów, urokliwie odbijających się (o ile pogoda pozwoli) w niewielkim oczku wodnym. Pańska Skała aka Panská skála aka Vrhany (czyli Organy) najpopularniejszy z geologicznych cudów Czech! Cud, którego nie powstydziłaby się Islandia.


Niezwykle kolumny to pamiątka po wydarzeniach sprzed niemal 30 milionów lat kiedy to ówczesne północne Czechy były nad wyraz aktywne wulkanicznie. Płynąca wtedy z głębokości niemal 30 kilometrów magma zapewne bardzo chciała wydostać się na powierzchnię, ale finalnie zatrzymała się w wulkanicznym kominie zastygając tam… w bezruchu. A zastygająca magma lubi „bawić się w kredki” przybierając formę takich geometrycznych, wielobocznych słupów. Dodajmy do tego miliony lat erozji, kilkaset działalności ludzkiej i docieramy do odpowiedzi na pytanie jak to możliwe, że dziś zawartość tego komina możemy bez trudu podziwiać przy drodze krajowej nr 13.
Tak, bo choć natura zagrała tu pierwsze skrzypce to i człowiek dołożył wiele od siebie.



Pańska Skała to niezwykły kawał pagóra i nasi południowi bardzo szybko zdali sobie z tego sprawę. Paradoksalnie wszystko zaczęło się w XVIII wieku, kiedy to otwarto tam kamieniołom, bazalt jest przeto skałą niezwykle twardą i cenną. I to eksploatacja dość szybko pozwoliła dotrzeć do nader imponujących słupów, co wyzwoliło w nie tylko miejscowej społeczności przemożną chęć ich ochrony. I tak też w przeciągu kolejnych dziesięcioleci postanowiono zmniejszyć wydobycie i stopniowo poddawać teren prawnej ochronie. Szło to raz lepiej raz gorzej, ale już pod koniec XIX wieku formacja niemal w całości objęta została ochroną w formie rezerwatu geologicznego. Pierwszego w Czechach i jednego z najstarszych w całej Europie.




Na skały można też rzecz jasna wejść. Nie jest to trudne, choć są ciosy, które się chwieją. Mój brat jednak wszedł na sam szczyt (choć minę miał nietęgą) a znając jego dyskomfort w podobnych miejscach jestem tak pełen podziwu jak i pewności, że wy też dacie sobie radę. Widoki z czubka liczącego 597 metrów zrekompensują wszelkie trudy. Gdzie nie spojrzeć tam wulkany, czy to Gór Łużyckich czy Czeskiego Średniogórza. Falujące krajobrazy, pełne wzrastających to tu to tam stożków. Widok to iście zajewulkanisty!



Schodząc ze skały warto zrobić parę kroków w kierunku kilku drzew w cieniu, których znajdziecie Słup Maryjny, postawiony jeszcze w XVIII wieku na pamiątkę pary, która zaskoczona potężną zimową zawieruchą straciła tam życie.
A teraz chwila sprawiedliwości dla miasteczka, z którego na pagór dotarliśmy.
Kamenický Šenov, miasto szkła
Pańska Skała jest miejscem tyleż imponującym co całkowicie skupiającym na sobie uwagę przyjezdnych. Mało kto decyduje się na spacer po okolicy, a Kamenický Šenov choć nie jest tygrysem turystyki jest na tyle przyjemny, że warto poświęcić mu chwilkę.
O miasteczku, założonym jeszcze w XIII wieku słyszeli z pewnością ci z was, którzy interesują się historią czeskiego przemysłu szklarskiego. Przez stulecia funkcjonujące bez własnej huty, za to z doskonałymi grawerami i jeszcze lepszymi handlarzami, którzy kamenickie szkło wypromowali na całą Europę. Co więcej, to niewielkie miasteczko wypuściło na świat rodzinę Palme, wybitnych rzemieślników, którzy na całym świecie rozsławili kryształowe żyrandole. Pierw dzieła Josefa zawładnęły umysłami Habsburgów oraz wielu innych koronowanych głów, po przeszło stuleciu pod okiem Eliasa żyrandole zgarnęły nagrody na Wystawach Światowych w Wiedniu i Barcelonie a dziś założone rodzinę zakłady produkują żyrandole, trafiające do największych hoteli czy scen teatralnych świata. O ich historii, oraz o choćby najstarszej na świecie, wciąż działającej szkole szklarskiej poczytacie w miejscowym Muzeum Szkła, znajdującym się w zabytkowym domie przysłupowym.



Spacerując po mieście nie sposób nie zauważyć jego wybitnie historycznego charakteru. Jeszcze bardziej rzuca się jednak w oczy brak odpowiednich funduszy by z zabytkowości wielu budynków zrobić wizytówkę miasta. Wielowiekowe, nierzadko przysłupowe domy z mansardowymi dachami zazwyczaj są li tylko cieniem dawnego blasku, choć uroku nie można im odmówić.





Warto podejść pod barokowy kościół pw. Narodzenia Jana Chrzciciela. Sama świątynia to ładny, niewielki małomiasteczkowy kościółek, kryjący wewnątrz ciekawe barok…okowe wyposażenie. Najbardziej interesująco jest jednak wokół budynku, na starym cmentarzu pełnym wiekowych płyt nagrobnych, epitafiów i grobowców z których spora część to dzieła znanych czeskich rzeźbiarzy, Josefa i Emanuela Maks. Tym jednak co najbardziej przyciąga tam wzrok to dość nietuzinkowy obelisk zbudowany z bazaltowych słupów. Powstały pierwotnie na cześć Franciszka Józefa I, następnie przemianowany na pierwszowojenny kriegerdenkmal by ostatecznie stać się pamiątką ofiar faszyzmu.



Przy dworcu kolejowym czeka niespodzianka w postaci kawiarenki działającej… w dawnym wagonie. Druha Kolej czynna jest przez cały sezon czyli od kwietnia do października i w gorące dni ich zimne napoje potrafią uratować życie. A zaraz po sąsiedzku możecie rzucić okiem na jedną z wciąż działających dziś hut szkła. Po wcześniejszej rezerwacji Huta Jilek pozwala na zwiedzanie swoich włości, tak więc jeśli interesuje was jak szklarski biznes wygląda od kuchni to warto się tam zakręcić.

Nas niestety gonił czas i ruszaliśmy dalej…




Nadzwyczajne piękne, to geologiczne cudo. Czeskie Średniogórze pachnie mi tu regionem wartym odwiedzenia…
PolubieniePolubione przez 1 osoba
O tak, mnóstwo tam (i to nie tyko w Średniogórzu) takich perełek.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Tych bazaltowych słupów jeszcze tam nie widziałem, ale Średniogórze Czeskie zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Chociaż w dużej mierze jest to obszar, który ładniej wygląda z daleka, gdy popatrzy się na te rozsiane stożki wulkaniczne
PolubieniePolubione przez 1 osoba
No to jest taka granicą, że nie wiem czy to jeszcze Łużyckie czy Średniogórze 😉 Ale fakt, wrażenie z daleka z całą połacią stożków robi wrażenie. Przedwczoraj urządziłem sobie takie widoki na Węgrzech, okolice Badacsony polecają się 🙂
PolubieniePolubienie