Budziszyn, piękna i zabytkowa stolica Górnych Łużyc

Budziszyn aka Bautzen czy przede wszystkim Budyšin, miasto w sumie niewielkie, w którym jednak człowiek czuje się mały. Historyczna stolica Górnych Łużyc, miejsce gdzie kultura Serbołużyczan wciąż żyje, gdzie historia bucha z każdego kąta, imponujące zabytki przyprawiają o nieustanny szczękopad, gdzie zza każdego kąta czyha na was musztarda a każdy kolejny punkt widokowy okazuje się być bardziej oszałamiający od poprzedniego. Wybitnie turystyczne, acz wciąż kameralne miasto, które poznać powinniście wszyscy! I to wszystko o rzut beretem z Polski!

Budziszyn to miasto oszałamiających widoków.

Budziszyn – pozwólcie, że będę używał polskiej nazwy, ok? – chodził nam po głowie już od dawna. To najważniejsze miasto Łużyc, intrygującej historyczno-geograficznej krainy podzielonej dziś pomiędzy Niemcy, Polskę i Czechy. To największy powiernik historii tych ziem, stojący na straży by tysiącletnie (tak, trochę hiperbolizuję choć nie do końca) tradycje i opowieści nie były li tylko wspomnieniami i powidokami, lecz żyły i trwały. Trwały w coraz to skromniejszej lecz wciąż liczącej kilkadziesiąt tysięcy głów społeczności najmniejszego narodu słowiańskiego, Serbołużyczanach. Żyjących dzielnie na tych ziemiach od niemal 1500 lat, uparcie kultywujących swój język i zwyczaje. Na przekór wielu przeciwnościom losu.

Muzeum Serbskie to miejsce nad wyraz ciekawe.

Budziszyn i Serbołużyczanie to dwie nierozerwalnie związane materie, nawet jeśli dziś tylko – przy optymistycznych założeniach – co dziesiąty mieszkaniec miasta ma łużyckie korzenie. Rola miasta dla krzewienia i podtrzymywania języka i tradycji tego najmniejszego słowiańskiego narodu jest nie do przecenienia. Znajdziecie tu przedszkola gdzie najmłodsi w ramach programu „Witaj!” uczą się języka, coraz rzadziej słyszanego na co dzień w domach. Jest i jedyne na Górnych Łużycach gimnazjum łużyckie. Wydawany jest dziennik „Serbskie nowiny”, którego nazwa jasno wskazuje nam jak bliski nam jest to język. Spotykane co i rusz dwujęzyczne tablice informacyjne tylko wzmagają to uczucie. Są organizacje kulturalne, teatr wystawiający spektakle w języku tak niemieckim jak i łużyckim, są zespoły muzyczne i taneczne, instytucje jak „Domowina”, które od dziesięcioleci walczą o łużyckie sprawy. A walka ta często łatwa nie była.

Nie będąc ekspertem nie będę wam tu robił większego wykładu o Serbołużyczanach, najlepiej zrobicie jeśli wybierzecie się do Serbskiego Muzeum, tam poznacie ich na wskroś. I my tam zajrzymy, ale za chwilę.

Na budziszyńskim rynku.

Podróż do Budziszyna to podróż w przeszłość, dająca możliwość wysłuchania historii skrytych w wąskich uliczkach zabytkowego Starego Miasta, w siedemnastu emblematycznych wieżach górujących nad ową Starówką, w niezwykłych cmentarzach, które jak mało które potrafią szeptać niezwykłe opowieści czy w końcu we wspomnianym Serbskim Muzeum, które odkryje przed wami wiele tajemnic Serbołużyczan. Wszystko to na niewielkim dość obszarze. Takim, który nie pozwoli wam się zmęczyć, ale też zdecydowanie nie da wam się nudzić. O tak, historyczne centrum miasta to zaprawdę jedna wielka widokówka i na każdym kroku można trafić na coś wartego uwagi.

Spacer budziszyńskimi uliczkami to czysta przyjemność.

Przeszło tysiącletnie miasto historii do opowiedzenia ma bez liku i o kilku z pewnością usłyszeliście już w szkole. Ot choćby tę o pokoju budziszyńskim z 1018 roku, kończącym wojnę polsko-niemiecką i przyznającą Bolesławowi Chrobremu władzę nad Łużycami i Milskiem. Krótką bo kilkunastoletnią, ale zawsze. Nigdy później polska granica nie znalazła się tak daleko na zachodzie. Przez kolejne stulecia miasta znajdowało się w strefach wpływów kolejnych królestw, zdarzyło się i tak, że przez kilka lat pod rządami czeskimi namiestnikiem był tam sam Zygmunt I Jagiellończyk, którego następna „fucha” jako króla Polski przyniosła mu znany do dziś przydomek, Stary. 

Te dwa nagie miecze symbolizują Pokój w Budziszynie. Pokój, który na kilkanaście lat przyłączył Łużyce do Polski.

O tysiącu lat historii można by napisać kilka książek… można też spróbować zamknąć ją w kilku zdaniach. Bo choć dalsze opowieści o następujących po sobie rządach polskich, czeskich, węgierskich czy niemieckich są ciekawe to warto poznać je od podszewki na miejscu, choćby w Muzeum Miejskim. Odkryć Związek Sześciu Miast, zobaczyć jak niezwykłe fortyfikacje – po dziś dzień będące dla miasta elementem emblematycznym – spisywały się w kolejnych wojnach, nierzadko ratując je przed wrogimi wojskami. Zobaczyć jak w XIX wieku Serbołużyczanie na nowo odkrywali swą tożsamość narodową by po chwili zmagać się ze wzmożoną germanizacją a potem z ciężkim butem III Rzeszy, zadziwić się jak zniszczone w 1945 roku miasto zachwyca dziś odnowionymi zabytkami…

Pięknie zadbana Starówka to wizytówka Budziszyna.

Te i wiele więcej historii „spotkamy” po drodze, dlatego nie ma co dłużej przeciągać. Chodźcie na spacer po tym pięknym mieście.

JAK DOJECHAĆ DO BUDZISZYNA?

Budziszyn leży niecałe 50 kilometrów od polskiej granicy i dotarcie tam nie powinno przysporzyć wam większych problemów. Autem sprawa jest totalnie prosta ponieważ dojedziecie tam autostradą A4 przekraczając granicę nieopodal Zgorzelca. 

Dość łatwo da się również dotrzeć pociągiem, tak Kolejami Dolnośląskimi w ramach Promocji Drezdeńskiej, jak i miejscowymi ciuchciami kursującymi choćby z Gorlitz. Z przygranicznego miasta podróż trwa niecałe 40 minut a połączeń jest cała masa, pierwsze kursy startują o 3.51, ostatnie o 23.19. Strona niemieckich kolei jak najbardziej pomaga przy planowaniu podróży. Tu podpowiem, że warto zaopatrzyć się w absolutnie klawy bilet EURO-Nysa, kosztujący grosze a pozwalający na nielimitowane przejazdy regionalnymi pociągami polsko-czesko-niemieckiego pogranicza. Koszt takiego biletu to 40 zł/dzień lub 100 zł/3 dni i zdecydowanie jest to najtańsza opcja pozwalająca na odkrywanie tegoż pogranicza – w tym i Budziszyna właśnie.

Dworzec w Budziszynie kilka lat temu doczekał się remontu.

BUDZISZYN – DWORZEC KOLEJOWY

Pierwszy dworzec kolejowy otwarto w 1846 roku i feta temu wydarzeniu towarzyszyła niezwykła. Na uroczystość przybył sam król Saksonii Fryderyk August II. Budynek, który dziś podziwiamy jest jednak li tylko dość wierną rekonstrukcją tamtej budowli – oryginał zniszczono podczas walk w 1945 roku. Stary-nowy dworzec przez lata stracił na znaczeniu i jeszcze niedawno zaniedbany posępnie witał gości. Szczęściem jednak kilka lat temu doczekał się remontu i obecnie prezentuje się całkiem elegancko. W holu głównym znajdziecie sporą makietę miasta, która na starcie uzmysłowi wam, że czeka was naprawdę fajny spacer. Historyczno-zabytkowy charakter Budziszyna aż kipi i czeka na odkrycie.

Makieta Budziszyna na dworcu kolejowym.

Przed dworcem szybki rzut okiem na plan miasta i można ruszać dalej.

Plan miasta. Dwujęzyczny 🙂

Dworzec i centrum miasta oddalone są od siebie o niespełna kwadrans spaceru. Bez chwili zawahania kierujemy się nad przecinającą miasto Sprewę i most Friedensbrücke, z którego rozpościera się chyba najbardziej znana panorama miasta. Chrapkę na zdjęcie z mostu miałem od dawna.

Po drodze powoli zaczynamy wczuwać się w klimat miasta, zaglądając w każdą ulicę. I choć z dala od Starówki to i tak co i rusz zabytkowe budowle „stają na drodze”. Wille, XIX-wieczna szkoła, młyn, którego relikty sięgają XVI wieku czy w końcu niepozorny budynek izby celnej i górującej nań Nowej Wieży Wodnej. To pierwsza z emblematycznych dla miasta wież, położona trochę na uboczu, acz warta zobaczenia. A niewielki budynek izby celnej, kiedyś nadzwyczaj ważny, obowiązkowy punkt postoju handlarzy przybywających od strony Drezna dziś służy za urokliwy pensjonat.

Jeden z budynków administracyjnych, w przyszłości ma się stać szkołą muzyczną.
Na pierwszym planie dawna Izba Celna a z tyłu kuka Nowa Wieża Wodna.
Frankenstein’sche Mühle, w swych reliktach jest/był chyba najstarszym młynem w mieście.

Friedensbrücke i najbardziej znana panorama Budziszyna

Dobra, dobra. I tak wiemy, że po inne widoki do Budziszyna przyjechaliśmy. Friedensbrücke i panorama Starego Miasta zeń się rozciągająca to punkt obowiązkowy spaceru po mieście. Most zniszczony podczas II Wojny Światowej odbudowany został kilka lat po wielkim konflikcie i wtedy też nadano mu funkcjonującą do dziś nazwę, Most Pokoju.

Pod Friedensbrücke. Potężny jest to kawał mostu.
Na Friedensbrücke.

Panorama Starego Miasta przytulonego do stromej skarpy górującej nad leniwie płynącą Sprewą to widok wart zachodu. Potężne mury miejskie z masywnymi basztami, wieże ciśnień, kościołów, ratusza czy w końcu zamku Ortenburg. Wszystkie one wespół z wiekową, ale i nowszą zabudową tworzą panoramę niezwykle miłą oku. 

Widoki z mostu są obłędne.
Widoki z mostu są obłędne. Ładnie prezentuje się również zachodni brzeg Sprewy.
Widoki z mostu są obłędne. Próg na Sprewie, obie wieże ciśnień, kościół Św. Michała a na dalszym planie skryty zamek.
Baszta Młyńska oraz fragment zamku Ortenburg.

Pozostałości po murach miejskich wyglądają z mostu nader imponująco, lecz to z bliska robią najlepsze wrażenie. Przyjrzyjmy im się.

Budziszyn – mury obronne. I wieże, wszędzie wieże.

Potężne mury wielokrotnie pokazały swą przydatność, broniąc miasta tak w czasie wojen Husyckich jak i Wojny Trzydziestoletniej – jakkolwiek podczas tej ostatniej nie zapobiegły rozprzestrzenianiu się ognia zaprószonego na przedmieściach.

Stroma skarpa oraz wysokie mury sprawiały, że od strony rzeki miasto było arcytrudne do zdobycia.

Fortyfikacje powstawały przez setki lat. Samo położenie miasta przy szlaku handlowym Via Regia warunkowało ich wzniesienie a burzliwe stulecia końca średniowiecza wymogły na kolejnych władcach potrzebę ich rozbudowy. Rozbudowy naprawdę konkretnej – w swoim „prajmtajmie” mury długie były na niemal 2 kilometry. Dwa rzędy obwarowań wsparto kilkoma bramami, które z kolei doczekały się wzmocnień dodatkowymi basztami.

Mury i naturalne przeszkody w postaci granitowych skał.
W tej baszcie (Garbarskiej) dziś znajduje się schronisko młodzieżowe.

I jakkolwiek rozwój miasta i zmiany w podejściu do fortyfikowania miejskiej przestrzeni sprawiły, że w XIX wieku mury zaczęto rozbierać to i tak do czasów dzisiejszych zachowało się NAPRAWDĘ DUŻO. Serio. 

Większość baszt i wież ma średniowieczną proweniencję. Po części wybitnie to widać… a niektóre dość dobrze kamuflują się pod płaszczem młodszych barokowych elementów. Najstarsze są najłatwiejsze do rozszyfrowania, imponujące i masywne strzegły miasta od strony Sprewy. Ich nazwy, Młyńska, Garbarska czy Rybacka jasno wskazują na dodatkowe ich funkcje tudzież grupy rzemieślników, którzy mieli je pod swoją opieką.

W pobliżu Baszty Młyńskiej już w XVI wiek wybudowano młyn kukurydziany od którego to „pożyczyła” ona nazwę. Dziś wewnątrz znajdziecie pokoje do wynajęcia.
Baszta Rybacka czy też Röhrscheidtbastei (od rodziny Röhrscheidt) wybudowana została jako wsparcie dla nieistniejącej już Bramy Rybackiej oraz okolicznych domków rybackich, spośród których najstarsze znajdziecie przy podejściu do baszty.
W baszcie Garbarskiej znajduje się najstarsze w Saksonii schronisko młodzieżowe.

Niedaleko baszty Rybackiej traficie na Lwią Wieżę (Lauenturm), równie wiekową co poprzednie acz tak silnie doświadczoną przez los, że po barokowych ulepszeniach wyglądającą na znacznie młodszą. Jej nazwa pochodzi od czeskiego lwa, który ongiś się na niej znajdował – brama prowadziła wszak na południe i symbol Przemyślidów absolutnie doń pasował. Dziś jednak całą uwagę skupia na sobie konny pomnik króla Saksonii, Alberta, dość dopakowanego trzeba przyznać.

Lwia wieża.
Albert I Wettyn.

O pozostałych basztach i wieżach miejskich można by pisać i pisać, ale tu zrobię pauzę, miejcie trochę frajdy z ich odkrywania. Tylko chwilę skupię się jeszcze na dwóch, absolutnie wartych wspomnienia, emblematycznych dla miasta…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jedną z wież, które z pewnością zwrócą waszą uwagę będzie ta Wendyjska, dziś dokooptowana do budynku Urzędu Skarbowego. 

No szlag, zaraz wyjdzie na to, że i tak prawie wszystkie wam pokażę :d No nic.

Mowa oczywiście o budziszyńskiej krzywej wieży, Wieży Bogatej oraz Starej Wieży Ciśnień. Pierwsza znana jest przede wszystkim z tego, że jest… no krzywa. Nie tak jak ta w Pizie, nie jak w Ząbkowicach Śląskich, ale 144cm odchylenia robi wrażenie. To chyba rekordzistka w kwestii pożarów: tyle razy co ona nie paliła się żadna inna z wież – dlatego też w XVIII wieku drewniany hełm zastąpiony został murowanym, barokowym, wielce odlotowym. I cóż, to właśnie nowe „nakrycie głowy” sprawiło, że wieża lekko się przechyliła. Dla waszej informacji, można na nią wejść, przez cały tydzień od 10.00 do 17.00. My mieliśmy jednak pecha, bo opiekun się rozchorował.

Wieża od pionu odchylona jest o 144 cm.
Barokowy hełm pochodzi z XVIII wieku.

Otwarta była za to, Alte Wasserkunst, coś a’la przepompownia wody mająca nawet swą nazwę w języku polskim jako Kunszt Wodny. To bez wątpienia jedna z najbardziej charakterystycznych wież w całym mieście. Niegdyś kluczowa dla zaopatrywania miasta w wodę dziś służy za punkt widokowy a w środku znajdziecie kilka eksponatów technicznych i sporo wiedzy pisanej. Wieża czynna jest (w sezonie) od 10.00 do 17.00 a za wejście zapłacicie 3,5 euro (dorośli), 2 euro (uczniowie pow. 14 roku życia i studenci) i 1,5 euro dzieci poniżej 14 roku życia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Stary Kunszt Wodny oraz wieża kościoła Św. Michała.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok z wieży na basztę młyńską, zamek i zamkową wieżę wodną.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I widok na Lwią Wieżę, basztę Rybacką oraz fragment Mostu Pokoju.

W sąsiadującym z wieżą ewangelickim kościele pw. Św. Michała raz w miesiącu (w każdą pierwszą niedzielę) odbywają się msze w języku górnołużyckim. Niegdyś wielu wiernych pochodziło z okolicznych wsi a kościół sprawował ewangelię tylko w tym języku, dziś poza tym łużyckim nabożeństwem ślady dawnych czasów można odnaleźć w napisach wewnątrz i na zewnątrz kościoła.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kościół pw. Św. Michała.
I-Emporeninschrift
Ten tekst choć w obcym języku chyba łatwo odczytać, prawda? Fot. https://st-michael-bautzen.de/

Zanim dalej pobuszujemy po Starym Mieście rybacką ścieżką schodzimy do Sprewy by na chwilę przejść na lewy jej brzeg i zobaczyć co też tam ciekawego można znaleźć. Po drodze mijamy Chatę Czarownic, najstarszy drewniany budynek w mieście, mający na karku przeszło 400 lat, mogący pochwalić się przetrwaniem wszystkich wojen i pożarów jakie przez ten okres przez miasto się przetoczyły. Czy dziwnym jest, że przylgnęła doń nazwa z nadnaturalnymi mocami związana?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Chatka Czarownic.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ścieżka rybacka, taka jak w Bytomiu Odrzańskim tylko na sterydach 😉

Budziszyn – Protschenberg

Przekraczając Sprewę mija się bardzo efektowny i mieniący się jaskrawymi barwami hotel, dawną barokową garbarnię. Zabudowa lewego brzegu rzeki jest dużo młodsza od centrum, nie znaczy to jednak, że nie ma tam na czym oka zawiesić. Wręcz przeciwnie, XVIII i XIX-wieczne wille i kamienice, odnowione i zadbane uśmiechają się do nas na każdym kroku.

Stara Garbarnia.
Wille Budziszyna.

Jednak cel naszego wypadu na drugi brzeg znajduje się na niewielkim wzgórku zwanym Protschenberg. Po pierwsze primo rozciąga się z niego kapitalny widok na Stare Miasto! Po drugie primo to jedno z tych miejsc, w których wciąż zobaczyć można jak wyglądają Serbołużyckie tradycje… kwestia jest tego typu, że trzeba czekać do Wielkanocy by móc je poznać podziwiając kulanie pisanek. I po trzecie, primo ultimo – znajduje się tam cmentarz, niezwykle ważny dla słowiańskiej mniejszości.

Widok na Stare Miasto z Protschenbergu.
Widok na Stare Miasto z Protschenbergu.

Cmentarz na Protschenbergu wita nas bramą będącą jednocześnie krigerdenkmalem. Dziesiątki nazwisk poległych w I Wojnie Światowej mieszkańców ówczesnego Budziszyna, Seidau i zapewne jeszcze kilku pobliskich miejscowości, tak Niemców jak i Serbołużyczan. Świadomość tego jak I WŚ rozbudziła nadzieje Łużyczan na niepodległość, jak szybko zostały one zmiażdżone przez III Rzeszę i jak mocno niewielki naród wycierpiał w czasie II WŚ sprawia, że w takich miejscach czuć historię jeszcze mocniej. I boleśniej.

Brama na cmentarz to jednocześnie kriegerdenkmal.

Nekropolia choć niewielka jest dla Serbołużyczan dość ważna (chciałem użyć porównania do cmentarza Powązkowskiego, ale chyba byłaby to przesada). Spoczywają tam najwięksi spośród tych którzy w XIX i XX wieku walczyli o zachowanie miejscowej tradycji i kultury. Nauczyciele, muzycy, literaci, politycy, działacze, dziennikarze a wśród nich rodzina Smolerów czy Jan Cyž. Warto o nich poczytać w wolnej chwili.

Na cmentarzu pochowano wiele ważnych dla Serbołużyczan osobistości.
Cmentarz na Protschenbergu.

Budziszyn – ruiny kościoła Św. Mikołaja 

Choć z Protschenbergu najlepszy widok ma się na Zamek Ortenburg to niezwykle okazale prezentują się również ruiny kościoła Św. Mikołaja. Czy to jedno z tych miejsc, które mogłyby posłużyć Casparowi Davidowi Friedrichowi za natchnienie przy tworzeniu jego romantycznych pejzaży? Niewykluczone. 

Ruiny kościoła Św. Mikołaja oraz otaczający je cmentarz to jedno z bardziej zjawiskowych miejsc w mieście.

By dotrzeć pod niezwykle malownicze ruiny wracamy na Stare Miasto i wąskimi uliczkami powoli wspinamy się na skalną skarpę. 

Pora na lekki wspin.

Kościół Św. Mikołaja wraz z otaczającym go cmentarzem wybudowany został w XV wieku. I tak jak świątynia przetrwała tylko dwa stulecia, tak nekropolia czynna jest do dziś a pochówki odbywają się m.in. w… kościelnych ruinach.

Ruiny kościoła Św. Mikołaja oraz otaczający je cmentarz to jedno z bardziej zjawiskowych miejsc w mieście.

Gotycka świątynia zniszczona została podczas Wojny Trzydziestoletniej i z braku funduszy nie została odbudowana. Z czasem chyba wszyscy przyzwyczaili się do widoku potężnego wciąż, ale tylko szkieletu i tak jako trwała ruina kościół dotrwał naszych czasów. A przez kilka stuleci możliwości na „kolejne zniszczenia” było przecież sporo. 

Ruiny kościoła Św. Mikołaja oraz otaczający je cmentarz to jedno z bardziej zjawiskowych miejsc w mieście.

Otaczający kościół cmentarz to inna para kaloszy. Sześć wieków historii, nagrobki będące niczym rozdziały w kronice miasta. Takie miejsca zawsze mnie intrygują i ciekawią bo znaleźć w nich można naprawdę wiele. Pośród zadbanych nagrobków w oczy rzucają się swojsko brzmiące imiona i nazwiska a inskrypcje choć w języku górnołużyckim bez problemu da się odczytać. O malowniczości (jakkolwiek to może zabrzmieć) cmentarza nie będę wam tu dużo pisać – szczerze to chyba tylko Oybin na szybko przychodzi mi do głowy w kwestii konkurencyjności.

Ruiny kościoła Św. Mikołaja oraz otaczający je cmentarz to jedno z bardziej zjawiskowych miejsc w mieście.
Ruiny kościoła Św. Mikołaja oraz otaczający je cmentarz to jedno z bardziej zjawiskowych miejsc w mieście.
Niby inny język a jaki podobny.
Ruiny kościoła Św. Mikołaja oraz otaczający je cmentarz to jedno z bardziej zjawiskowych miejsc w mieście.

Budziszyn – zamek Ortenburg oraz Serbskie Muzeum

Jak każde szanujące się zabytkowe miasto Budziszyn pochwalić się może zamkiem. Jego nazwa już parokrotnie przez tekst się przewijała. Ortenburg.

Spod ruin kościoła to żabi krok. Spacerujemy ulicą Zamkową (Schloßstraße), pięknie odnowioną, jedną z najładniejszych w całym mieście, będącą jednocześnie jednym z najlepszych przykładów jak wiele pracy w ciągu ostatnich 3 dekad w odbudowę miejskiej tkanki włożono. Bo wiedzieć wam trzeba, że władze NRD nie śpieszyły się z tym by po wojnie przywrócić Budziszynowi dawny blask i dopiero w latach 90. ubiegłego stulecia ruszyła wielka renowacyjna machina. 

Schloßstraße 30 lat temu.
Schloßstraße dziś.

Pierwszy zamek w Budziszynie wzniesiono najpewniej na przełomie X i XI wieku lecz to co spotkacie tam dzisiaj zawdzięczać możemy przede wszystkim węgierskiemu królowi Maciejowi Korwinowi, oraz późniejszym elektorom saskim, którzy gotyckiej budowli nadali renesansowego charakteru. 

Zamek Ortenburg.

Wzniesiona za Korwina gotycka wieża z czerwonym szczytem jest diablo charakterystyczna. To właśnie w jej pobliżu znajdziecie najbardziej polskie stemple w historii miasta. Wewnątrz wieży kartusz herbowy niegdysiejszego namiestnika Zygmunta Jagiellończyka, i zaraz obok w jej cieniu dwa miecze przypominające o zwycięskim pokoju Bolesława Chrobrego.

Wieża Macieja Korwina.
Dwa nagie miecze, po raz kolejny.

Masywny budynek „główny” zamkowego kompleksu, znany z owych renesansowych naleciałości jest dziś siedzibą sądu i zbytnio nie ma opcji by go zwiedzić. Zupełnie odwrotnie sprawa ma się z dawnym składem soli, w którym znajdziecie Muzeum Serbołużyckie. Według mnie to miejsce, w którym absolutnie powinniście się zatrzymać.

Serbski Muzej aka Muzeum Serbołużyckie
Serbski Muzej aka Muzeum Serbołużyckie

O placówki takie jak ta warto a wręcz trzeba dbać. Nakreśliłem wam jakieś kontury wiedzy o Serbołużyczanach, ale to tylko promil tego co warto o nich wiedzieć. Po pełnię wiedzy należy udać się właśnie do budziszyńskiego muzeum (oraz chociebuskiego kiedy mowa o Dolnych Łużycach) czy też odwiedzić najbardziej łużyckie miejscowości jak Chrósćicy gdzie miejscowe tradycje i kultura wciąż mają się naprawdę dobrze.

Rzut oka na historię i początki.
Muzeum Serbołużyckie to kopalnia wiedzy o najmniejszym słowiańskim narodzie.

Wróćmy jednak do muzeum. Wyposażeni w darmowy audioprzewodnik w języku polskim bez strachu możecie ruszyć w podróż po przeszło 1000-letniej historii łużyckich autochtonów. Wachlarz opowieści jest nader szeroki, choć w dużej mierze oczywisty. Historia per se, stroje ludowe, architektura, zwyczaje, muzyka. Niby coś co można zobaczyć w każdym muzeum, ale zawsze minimalna choć odmienność robi swoje. Od domów przysłupowych, przez wielkanocne zwyczaje po tradycyjne utwory na trzystrunowych skrzypcach i dudach.

Muzeum Serbołużyckie to kopalnia wiedzy o najmniejszym słowiańskim narodzie.
Muzeum Serbołużyckie to kopalnia wiedzy o najmniejszym słowiańskim narodzie.

Najciekawiej robi się kiedy docieramy do tego momentu historii gdzie miejscowi na nowo zaczynają myśleć o swojej państwowości, walczą nie tylko z germanizacją czy III Rzeszą, ale i potężnymi kopalniami węgla brunatnego.

By nie kończyć jednak w morowym nastroju czekała na nas tak galeria sztuki jak i absolutnie kapitalna wystawa łącząca fotografię z tradycyjnymi nakryciami głowy… ze Słowacji. Piękne, twórcze i odświeżające podejście do tradycyjnej tkanki i tylko szkoda, że była to wystawa czasowa.

Muzeum Serbołużyckie to kopalnia wiedzy o najmniejszym słowiańskim narodzie.
Muzeum Serbołużyckie to kopalnia wiedzy o najmniejszym słowiańskim narodzie. Oraz słowackich nakryciach głowy.

Muzeum czynne jest od wtorku do niedzieli w godz. 10.00-18.00. Za wstęp zapłacicie 5 euro, za bilet ulgowy 2,50. Warto, tym bardziej, że kwota nie jest wysoka.

Budziszyn – katedra Św. Piotra

I tak też, trochę naokoło dochodzimy do jednego z najciekawszych zabytków miasta, katedry Św. Piotra. Urodziwa gotycka świątynia w swych najstarszych cegłach ma nawet i 800 lat, lecz bryła którą obecnie możemy podziwiać ukształtowała się w wieku XV. 

Katedra Św. Piotra.

Wyjątkowość katedry nie bierze się jednak z jakkolwiek ciekawej architektury a z faktu, że jest to bodaj najstarszy – i zarazem największy – kościół dwuwyznaniowy w Niemczech! Niezwykła to historia, ale już w 1524 roku zamiast drążyć temat i nakręcać spiralę animozji pomiędzy katolikami i protestantami władze miasta uzgodniły z oboma wyznaniami, że katedra podzielona zostanie na dwie części, tak by wszyscy w spokoju mogli odprawiać msze wedle swego obrządku. I z naprawdę krótkimi przerwami pomysł ten trwa do dzisiaj. Można? Można.

Katedra Św. Piotra.
Katedra Św. Piotra.

Do katolików należy prezbiterium z barokowym marmurowym ołtarzem, stallami z dębów bez mała 300-letnich czy gotyckim Ołtarzem Mariackim. Ewangelicy do dyspozycji mają pozostałą część kościoła, z drewnianymi emporami czy też z niezwykle misterną lożą księcia Jan Jerzego III Wettyna – co ciekawe władca nigdy jednak nie pofatygował się by z niej skorzystać. Obie części posiadają swoje własne zestawy organowe, podobno są tak zgrane, że nawet przy jednoczesnej mszy obu wyznań nie wchodziłyby sobie w paradę.

Katedra Św. Piotra.
Katedra Św. Piotra.
Organy, protestanckie empory i loża książęca.
Okazałe sklepienia.

No pięknie ta szarość współgra z brązami. Nie jest surowo, ale też nie ma miejsca dla barokowego przepychu. BARDZO mi się te wnętrza spodobały.

Budziszyn – Muzeum musztardy

Spacerując po mieście prędzej czy później zauważycie, że miejscowe restauracje i budki z przysmakami jakoś podejrzanie często nęcą pysznościami opartymi o musztardę. Zupy, pieczywo, sznycle, koktajle czy w końcu lody o smaku musztardy! Wszystko to i więcej znajdziecie w Budziszynie i nawet jeśli lody łączące musztardę z mango bardziej smakują tym drugim to warto dać szansę innym ciekawostkom – krem z dodatkiem boczku pychota.

Krem musztardowy, pychotka.

Początek budziszyńskich tradycji musztardniczych (jest w ogóle takie słowo?) przypada na połowę XIX wieku choć prawdziwy boom następuje około stu lat później. Pierw znana w NRD, później w całym kraju musztarda Bautz’ner zyskuje status dość kultowy. Po spróbowaniu przyznam, że rozumiem dlaczego.

Manufaktura i Muzeum Musztardy w Budziszynie.

W każdym razie kilkanaście lat temu ktoś mądry wpadł na pomysł by przyjezdnym, ale i miejscowym pokazać jak w ogóle wygląda proces powstawania musztardy. Tak też powstało Muzeum Musztardy, które znajdziecie tuż obok Katedry Św. Piotra. Jak sami o sobie piszą, biedermeierowskie wnętrza zapraszają do poznania historii, ale i spróbowania naprawdę wielu odmian pikantnego przysmaku. Zapraszam i ja bo warto. Wasze podniebienia podziękują później 😉

Manufaktura i Muzeum Musztardy w Budziszynie.
Manufaktura i Muzeum Musztardy w Budziszynie.

Zwiedzanie ekspozycji jest darmowe, ale istnieje też możliwość zapisania się na degustację – potrzebne informacje znajdziecie tutaj. Bez problemu można też kupić jedną z naprawdę WIELU musztard. I nie tylko.

Budziszyn – rynek oraz ratusz

W ścisłym centrum wszędzie jest blisko tak więc, zaraz obok, wychodząc z Muzeum traficie na budziszyński ratusz. Okazały, wielce doświadczony przez historię i wszelkiego rodzaju katastrofy, wielokrotnie przebudowywany – wystarczy wspomnieć, że najmłodsze i najstarsze elementy budowli dzieli ponad 200 lat. Wzrok przyciąga wieża, na której znajdziecie aż trzy zegary, w tym jeden późnośredniowieczny słoneczny.

Ratusz i schowana z tyłu katedra. W popołudniowym słońcu prezentują się obłędnie.
Wieża ratusza bogata jest w zegary.

Zegarom towarzyszy… Głowa Turka, w turbanie. W sumie widoczny jest tylko turban. W każdym razie  najpewniej jest to pamiątka po roku 1683 kiedy to wojska tureckie zagrażały i Budziszynowi, ale porażka pod Wiedniem skutecznie wybiła im z głowy dalszą wojaczkę. W jednym z sąsiednich budynków znajdziecie Informację Turystyczną w której zaopatrzycie się choćby w przydatne mapy a obsługa z chęcią pomoże wam ciekawie zaplanować czas. 

Na budziszyńskim rynku.

Budziszyński rynek nie jest specjalnie duży… no chyba, że uzna się, że tworzy całość z nieodległym placem dawnego Targu Mięsnego. W tym przypadku jednak wielkość nie ma znaczenia, bo też nagromadzenie zabytkowych i diablo zadbanych kamienic robi tu olbrzymią robotę – ciekawa architektura powinna zadowolić najbardziej wymagających.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Na budziszyńskim rynku.

Choć po wielu budynkach tego nie widać to główny plac miasta pochwalić się może kamienicami sięgającymi nawet średniowiecza. Mamy tu jedną z najwęższych kamieniczek w mieście, mamy kamienicę, której aptekarskie tradycje sięgają XVI wieku, jest budynek, który jakkolwiek wielokrotnie przebudowywany to już od średniowiecza pełnił funkcje handlowe. Jest też i Dom Hartmanna zwany Domem Rocznym co ponoć ma nawiązywać do ilość klatek schodowych, pokoi i okien odpowiadających dniom, tygodniom i porom roku. Dom owy od lat przyciągał największych tego świata i nocowali w nim choćby Napoleon I czy król Fryderyk II.

Bogata Ulica (Reichenstrasse), prowadząca na rynek spod Bogatej Wieży (Reichenturm) pełna jest patrycjuszowskich kamienic.
W drodze na budziszyński rynek.
Warto spojrzeć w górę na elewacje kamienic. 
Na budziszyńskim rynku.

I cóż, w samym sercu Budziszyna zakończymy nasz spacer. Mam nadzieję, że to połączenie ciekawej historii, jeszcze ciekawszych mieszkańców, podlane sosem musztardowym i zjawiskowymi widokami wystarczy byście już teraz planowali jakiś weekend nad Sprewą.

Jak dobrze widzicie w tym całkiem niekrótkim spacerze zdążyliśmy odwiedzić tylko Stare Miasto i kilka miejsc poza nim. Do odkrycia pozostało jeszcze kilka zakamarków, dlatego też nie traktujcie tego tekstu jako pełnego i kompleksowego przewodnika. Z pewnością kiedyś tam wrócimy by poszwendać się w innych okolicznościach przyrody, nadrobimy też tedy wszystko co do tej pory ominęliśmy. I nie zawahamy się podzielić wrażeniami z wami 🙂

Tymczasem jedźcie do Budziszyna, bo jest tego wart 🙂

Jedna myśl na temat “Budziszyn, piękna i zabytkowa stolica Górnych Łużyc

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.